05 "Wojna światów" [Data publikacji: 1 lipca 2005 roku]

Ataki na USA z 11 września 2001 roku,
czyli o samolotach których nie było.


Data publikacji: 1 lipca 2005 roku

W roku 1898 została wydana książka Wojna światów, której autorem był Herbert George Wells. Jest to książka z gatunku fantastyki naukowej, w której autor w bardzo obrazowy i zręczny sposób przedstawia inwazję Marsjan na Ziemię i walkę Ziemian z najeźdźcą i śmiertelnym wrogiem. 30 października 1938 roku rozgłośnia CBS nadała na żywo słuchowisko w reżyserii Orsona Wellsa oparte na tej książce (na marginesie: za kilka dni wchodzi na ekrany film oparty na tej książce). W efekcie dziesiątki, może setki tysięcy Amerykanów wpadły w panikę sądząc, że to wszystko dzieje się naprawdę. Siła radiowego przedstawienia była tak ogromna, że tysiące ludzi w popłochu zaczęło pakować swój dobytek, chcąc uciec jak najdalej. Całkowitej panice społecznej udało się zapobiec przez powtarzane wielokrotnie komunikaty, że jest to jedynie słuchowisko radiowe. To stało się naprawdę i jest faktem historycznym. Wydarzenie to rozpętało dyskusję o wpływie mediów na społeczeństwo oraz było zaczątkiem wielu badań naukowych nad zachowaniami społecznymi. Z całą pewnością poruszyło również wyobraźnię wielu wpływowych ludzi, którzy dostrzegli w mediach ogromnie ważne narzędzie wpływania na całe rzesze ludzkie.
Od pamiętnego przedstawienia minęło 31 lat i świat tym razem już i usłyszał, i zobaczył kolejne przedstawienie: lądowanie Amerykanów na Księżycu. Do dzisiaj jest wiele sporów na temat tego, czy Amerykanie rzeczywiście wylądowali na Księżycu, czy też była to jedynie zręczna mistyfikacja. Każda strona ma swoje racje, wydaje się jednak, że wydarzenie to rzeczywiście nigdy nie miało miejsca. Jednakże potęga mediów sprawiła, że zostało to uznane za fakt, fałszując historię i rzeczywiste dokonania USA.
Od lądowania na Księżycu minęły kolejne 32 lata i oto świat zobaczył kolejne przedstawienie: atak terrorystów na USA. I znowu miliardy ludzi na całym świecie uwierzyło, że to rzeczywiście się wydarzyło, że terroryści uzbrojeni w plastikowe noże porwali pasażerskie samoloty i uderzyli nimi w wieże WTC oraz Pentagon. Media potrafiły wmówić to ludziom.

Istnieje kilka najważniejszych cech wspólnych tych przedstawień. Przede wszystkim jest to wykorzystanie mediów do dotarcia z tymi przedstawieniami do szerokiego kręgu ludzi, prawie do całego świata. Druga istotna cecha to transmisje na żywo, mające uwiarygodnić przekaz i wzmocnić siłę jego oddziaływania. Trzeci element to ogromne rozbudzenie ludzkich emocji, które uśpiły zdroworozsądkowe i krytyczne myślenie ludzi o tym, co rzeczywiście widzą. Wprowadzenie ludzi w stan znacznego poruszenia emocjonalnego pozwoliło mediom wmówić ludziom rzeczy najbardziej nieprawdopodobne. W przypadku wydarzeń z 2001 roku zaraz po wprowadzeniu ludzi w stan szoku i przerażenia nastąpiło prawdziwe bombardowanie informacyjne: wszystkie kanały telewizyjne, rozgłośnie radiowe i serwisy internetowe powtarzały w kółko tysiące razy: to terroryści zaatakowali USA, zabili tysiące ludzi, doprowadzili do ogromnych strat, to terroryści, Al-Kaida, Bin Laden, Bin Laden, Bin Laden, terroryści, USA, śmierć, zniszczenie, terroryści, Bin Laden, sprawiedliwość, Bush, USA, wolność, pokój, terroryści, Al Kaida, zniszczenie, zabici, terroryści, Husajn, Al Kaida, Husajn, broń chemiczna, broń biologiczna, zagrożenie, wyzwolenie, wolność, USA, Irak, sprawiedliwość, wojna, wojna, wojna... To było prawdziwe pranie mózgu. Nie było to trudne do zrobienia, ponieważ wszystkie amerykańskie media znajdują się w posiadaniu 6 korporacji. Jeżeli 2 - 3 największe stacje informacyjne podadzą jakąś wiadomość, cokolwiek by to nie było, musi być przyjęte za pewnik - bo kto ma powiedzieć prawdę, jeśli nie oni. Za nimi wszyscy lub prawie wszyscy powtórzą to samo, a nawet jeśli ktoś powie coś innego, i tak utonie w informacyjnym szumie. Proste.

David Copperfield, jeden z najsłynniejszych iluzjonistów świata, ma w swoim programie numer, podczas którego na oczach wszystkich doprowadza do zniknięcia wagonu kolejowego. Widzowie patrzą na to z niedowierzaniem, nie mogą zrozumieć, jak to się dzieje. Wiedzą, że to iluzja, biją nawet brawo, chociaż prawdopodobnie nikt z nich nie wie, jak on to robi. W jakikolwiek sposób to robi, na pewno wykorzystuje podstawową rzecz w iluzji: niedokładności w postrzeganiu świata przez ludzkie zmysły. Skoro widzowie czujnie i z uwagą obserwujący to widowisko stwierdzają, że wagon rzeczywiście zniknął - a więc jest to możliwe do zrobienia - to nic dziwnego, że miliardy ludzi na całym świecie o celowo rozbudzonych emocjach uznało za możliwe to, że ważące ponad 120 ton pasażerskie Boeingi 767 o długości blisko 50 metrów, rozpędzone do prędkości 800 km/h były w stanie całkowicie wbić się w wieże WTC, a następnie na odcinku 64 metrów... zniknąć, nie pozostawiając najmniejszych szczątków. Prawda, że niezła sztuczka? Tylko dlaczego nie słychać braw?

Coraz więcej ludzi zaczyna rozumieć, że tu naprawdę coś nie gra. Mimo wszystko w samych Stanach Zjednoczonych jest jeszcze sporo ludzi, którzy potrafią myśleć i którzy domagają się przedstawienia prawdy na temat 11 września 2001 roku. Kilka dni temu również Zbigniew Brzeziński zwrócił się po raz kolejny z apelem do Georga Busha o przedstawienie w końcu rzeczywistych powodów ataku na Irak oraz sposobów rozwiązania całej sytuacji w Iraku, którą z punktu widzenia USA nazwał bagnem. Twierdzi on, że amerykańskie władze żyją i działają w świecie iluzji. Mimo wszystko uważam, że jest to tylko przysłowiowe wołanie na puszczy, bo obecna ekipa rządząca USA będzie z całą pewnością powtarzać w kółko wyuczone, patetyczne teksty o wolności, sprawiedliwości, o wielkiej Ameryce walczącej ze złem, o Bushu wiodącym ten dzielny naród do zwycięstwa nad znienawidzonym wrogiem wszystkich ludzi całego świata. Cała ta demagogia mnie osobiście przypomina czasy realnego socjalizmu w Polsce i całym naszym obozie. Przecież ludzie będący wtedy przy władzy używali dokładnie takiej samej retoryki, że wspomnę tylko słynne "każda fura chłopskiego gnoju wywieziona w pole jest kolcem w oku zachodniego imperializmu". Ci ludzie przecież też w kółko powtarzali, jak to partia komunistyczna, jednocząca siły robotniczo - chłopskie, pod bratnim przewodnictwem Związku Radzieckiego w ciągu pięciu lat zrealizowała plan sześcioletni, umacniając socjalizm i udowadniając zachodnim imperialistom, że nie mają z nami szans. Tak samo mówią amerykańscy przywódcy - to jest nic innego, jak propagandowy bełkot. I już coraz mniej dziwi mnie to, że potrafią tak łgać prosto w oczy milionom własnych obywateli i całemu światu - bo czy i u nas było wtedy inaczej? To pokazuje, że mamy do czynienia z bardzo groźnym wrogiem - tym wrogiem nie jest bynajmniej islamski terroryzm, ale są nim ludzie będący obecnie u władzy w USA.

To co się obecnie dzieje na świecie z całą pewnością nie jest zabawne. W pewnym sensie może nas śmieszyć cyrk, jaki odstawiają amerykańskie władze, strasząc nas różnymi czarownicami i czym popadnie. Ich postępowanie wobec całej tej masy zagrożeń, które tylko czyhają, aby nas wszystkich pozabijać, przypomina mi scenę z komedii "Monty Python i Święty Graal". Zamieszczam tu fragment dialogu z tego filmu. Rzecz dzieje się w Anglii w roku 932. Król Artur kompletuje drużynę do poszukiwania Świętego Graala. W swojej podróży przybywa do pewnej wsi, gdzie jest świadkiem takiej oto sceny.

W - wieśniacy, K - kobieta, którą uznali za czarownicę, R - miejscowy rycerz, który rozsądza sprawę, KA - Król Artur

W: Czarownica! Czarownica! Mamy czarownicę! Czarownica! Czarownica!
Znaleźliśmy czarownicę. Czy możemy ją spalić?
R: Skąd wiecie, że to czarownica?
W: Wygląda na nią.
R: Przyprowadźcie ją bliżej.
K: Nie jestem wcale czarownicą!
R: A ten strój?
K: Oni mnie tak ubrali.
W: Wcale nie.
K: A to nie jest mój nos, tylko sztuczny.
R: No i co?
W: No dobra, przyprawiliśmy jej nos.
R: Nos?
W: I kapelusz. Lecz ona jest czarownicą!
R: Czy wy ją tak przebraliście?
W: Nie!
Tak. Troszeczkę.
Ale ona ma kurzajkę.
R: Czemu uważacie ją za czarownicę?
W: Bo zamieniła mnie w trytona!
R: Trytona?
W: Ale już czuję się lepiej.
W: Spalić ją!
R: Cisza! Mamy sposoby żeby sprawdzić, czy to czarownica.
W: Naprawdę? Jakie?
R: Powiedzcie mi, co się robi z czarownicami?
W: Pali się!
R: A co jeszcze się pali, prócz czarownic?
W: Więcej czarownic!
Las!
R: A zatem dlaczego czarownice się palą?
W: Bo są z drewna?
R: Dobrze!
Zatem jak sprawdzimy, czy ona jest zrobiona z drewna?
W: Zbudujemy z niej most.
R: Ale czyż nie buduje się mostów także z kamienia?
W: A, no tak.
R: Czy drewno tonie w wodzie?
W: Nie, pływa.
Wrzucić ją do stawu!
R: Co jeszcze pływa w wodzie?
W: Chleb.
Jabłka.
Małe kamyki.
Cydr!
Sos.
Czereśnie.
Błoto.
Kościoły.
Ołów.
KA: Kaczka!
R: Właśnie.
Zatem, logicznie rzecz biorąc...
jeśli ona waży tyle samo co kaczka...
to jest zrobiona z drewna.
A co za tym idzie?
W: Jest czarownicą!
Kaczka! Jest kaczką.
Użyjmy mojej broni.
Spalić ją!

Wieśniacy wsadzają domniemaną czarownicę na jedną szalę wagi, na drugiej kładą kaczkę.
R: Usunąć podpórki!
Szala oczywiście przechyla się na stronę kobiety, która jest znacznie cięższa od kaczki.
W: Czarownica!

Możemy się domyślać, co się stało z ową kobietą. Mimo pozornej odmienności sytuacja ta dokładnie odzwierciedla współczesną rzeczywistość. Amerykańscy przywódcy wybrali sobie ofiarę (Irak), wmówili nam wszystkim, że to jest czarownica - nawet ją przebrali za czarownicę fałszując dane wywiadowcze dotyczące irackiej broni chemicznej, przeprowadzili parodię dochodzenia łamiąc podstawowe zasady sprawiedliwości (mimo braku jakichkolwiek dowodów ze strony komisji ONZ, która to komisja żadnej broni chemicznej ani biologicznej w Iraku nie znalazła, amerykańscy oficjele upierali się, że jest jej mnóstwo, tylko że jest dobrze schowana). Następnie amerykańscy przywódcy, wbrew wszelkim zasadom, oskarżyli Irak o brak współpracy z komisją ONZ, co ich zdaniem było dowodem na ukrywanie przez Irak broni masowego rażenia. I w ten oto sposób "największa demokracja świata", gwałcąc elementarne zasady sprawiedliwości, spaliła czarownicę na stosie - dokonała napaści na suwerenne państwo.
Jak widać, mimo upływającego czasu, w niektórych aspektach ludzkiego postępowania nic się nie zmieniło. Niestety, tak prymitywne instynkty rodem z epoki jaskiniowej prezentuje państwo, które uważa się za najbardziej cywilizowane. I za takie, niestety, uważa je większość ludzi zdając się kompletnie nie dostrzegać gigantycznej różnicy pomiędzy tym, co amerykańscy oficjele głoszą, a tym co robią.

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,431,825 Unikalnych wizyt