01 USA 9/11: Data publikacji: 17 maja 2005 roku, Cz. I

Ataki na USA z 11 września 2001 roku,
czyli o samolotach których nie było.


Data publikacji: 17 maja 2005 roku

Sklep z prawdą

Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy zobaczyłem napis na sklepie: sklep z prawdą. Tu więc sprzedawano prawdę.
Grzeczna ekspedientka zapytała mnie, jaki rodzaj prawdy chciałbym kupić: prawdę częściową czy prawdę pełną. Oczywiście, pełną prawdę. Nie chciałem oszustw, pochwał ani racjonalizacji. Chciałem, żeby moja prawda była naga, jasna i absolutna.
Ekspedientka zaprowadziła mnie do innej części sklepu, gdzie sprzedawano pełną prawdę. Tam sprzedawca spojrzał na mnie współczująco i wskazał etykietkę z ceną.
- Cena jest bardzo wysoka, proszę pana - powiedział.
- Jaka jest? - zapytałem, zdecydowany nabyć prawdę za każdą cenę.
- Cena polega na tym - mówił - że jeśli pan tę prawdę zabierze, nie będzie pan już miał wytchnienia do końca życia.
Wyszedłem ze sklepu smutny. Myślałem, że mógłbym kupić prawdę za niską cenę. Nie jestem jeszcze gotów na Prawdę. Od czasu do czasu pragnę spokoju i wytchnienia. Muszę jeszcze sam siebie oszukiwać usprawiedliwieniami i racjonalizacjami. Ciągle jeszcze szukam ucieczki w moich niezłomnych wierzeniach.

Anthony de Mello, "Śpiew ptaka"



Przeszukując Internet natrafiłem na strony poświęcone atakom z 11 września 2001 roku. Poruszane tam tematy skłoniły mnie do głębszego przyjrzenia się tamtym wydarzeniom zapisanym na zdjęciach i filmach.
Poruszane tutaj tematy będą z pewnością lepiej zrozumiane przez tych Czytelników, którzy obejrzeli i przemyśleli filmy Michael Kael kontra World News Company oraz Dom gry. W ogólnych zarysach pierwszy z nich mówi o tym, że mając do swojej dyspozycji środki masowego przekazu i znając techniki manipulacji opinią publiczną, ludziom można wmówić wszystko. Drugi z filmów mówi o tym, że ofierze oszustwa pozwala się odkryć, że jest oszukiwana po to tylko, aby uśpić jej czujność i uniemożliwić lub znacznie utrudnić jej zrozumienie tego, że w istocie jest obiektem znacznie większego oszustwa. Podobny problem poruszony jest w filmie Wielki Szu.

Na początku podsumujmy inny film, a mianowicie dokument 911 In Plane Site. Film oparty jest na analizie zdjęć, filmów oraz relacji telewizyjnych z wydarzeń z 11 września 2001 roku. Autorzy filmu wykazują kolejne niezgodności pomiędzy rzeczywistością a wersjami podawanymi przez największe stacje telewizyjne.
Najpierw analizowany jest atak na Pentagon. Na wykonanych niedługo po ataku zdjęciach widać, że nie ma najmniejszych śladów rozbitego samolotu, nie ma szczątków kadłuba, skrzydeł, podwozia, foteli, bagaży - nie ma niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że w Pentagon uderzył duży samolot pasażerski. Oficjalna wersja mówi, że Boeing 757 wbił się w budynek całkowicie, przez co na zewnątrz nie pozostawił żadnych śladów. Jednakże rozmiary zniszczeń na ścianie frontowej oraz rozmiary otworu w ścianie, który powstał w wyniku zderzenia jednoznacznie świadczą o tym, że Boeing nie mógłby się zmieścić w znacznie mniejszy otwór, a ponadto na budynku nie było żadnych zniszczeń spowodowanych przez skrzydła i statecznik pionowy samolotu. Co więcej, żaden samolot pasażerski nie mógłby się przebić przez zbrojone i specjalnie wzmacniane ściany Pentagonu.
Spośród co najmniej kilkunastu kamer znajdujących się w obszarze ataku, które mogły nagrać sam moment zderzenia, po wielu naciskach udostępniono opinii publicznej pięć klatek filmowych (!) nagranych przez jedną z kamer. Nagranie to, jak słusznie stwierdzają autorzy filmu, nasuwa więcej pytań niż udziela odpowiedzi. Największe zastrzeżenia budzi to, że na żadnej z klatek filmowych nie ma Boeinga 757, a data nagrania to 12 września godzina 17:37 (!) To tylko najważniejsze wątki tego tematu.
Dla osób choć trochę interesujących się lotnictwem jest jasne, że trafienie w Pentagon tak dużym samolotem lecącym z prędkością około 850 km/h jest niemal niemożliwe. Pentagon jest budynkiem niskim, zbudowanym w ten właśnie sposób w celu ochrony przed tego typu atakami. Trafienie w niego samolotem wymagałoby od pilota ogromnych umiejętności i doświadczenia, których na pewno nie mieli "terroryści". Ponadto znaczna część elementów rozbitego samolotu pozostałaby na zewnątrz budynku, ponieważ samoloty to nie latające czołgi i nie mogą się przebijać bez żadnego uszczerbku przez zbrojone ściany. Na trasie podejścia samolotu pozostały nie tknięte latarnie, słupy, sygnalizatory...
W Pentagon trafił najprawdopodobniej pocisk samonaprowadzający, którym z pewnością nie mogli dysponować "terroryści" uzbrojeni w plastikowe noże. W Pensylwanii niewątpliwie coś spadło na ziemię, ale z całą pewnością nie był to samolot pasażerski - świadczą o tym stosunkowo niewielkie ślady powstałe na ziemi w wyniku uderzenia oraz niemal zupełny brak szczątków samolotu.
Kolejny temat poruszany w filmie to ataki na wieże WTC. Autorzy filmu analizują momenty uderzenia, zwracają uwagę na występujące tuż przed uderzeniem w wieżę każdego z samolotów dziwne błyski, mogące świadczyć o odpaleniu z samolotów jakiegoś ładunku, prawdopodobnie zapalającego. Zwracają również uwagę na dziwny zasobnik pod kadłubem Boeinga 767, który uderzył w drugą wieżę. Stwierdzają, że jest bardzo możliwe, że był to samolot wojskowy. Potwierdzają to relacje rzekomo naocznych świadków, którzy twierdzą, że samolot nie miał okien.
W filmie poruszono również temat szeregu eksplozji występujących zarówno tuż po uderzeniu samolotów w wieże, jak również w czasie późniejszym. Autorzy analizują nagranie filmowe zawalenia się jednego z budynków wchodzących w skład kompleksu WTC, które to zawalenie wygląda jak kontrolowane wyburzenie. Autorzy filmu prezentują również nagranie oraz zdjęcie okolic wież WTC po uderzeniu samolotów, a przed zawaleniem się wież. Na filmie i zdjęciu widać wyraźnie, że w otoczeniu wież WTC jest mnóstwo dymu i pyłu unoszącego się w powietrzu, którego pochodzenie nie jest znane. Wieże WTC w tym czasie paliły się, ale ogniska pożarów znajdowały się na znacznej wysokości nad ziemią, a wiatr zwiewał dym z pożaru w jednym kierunku, daleko od wież. Skąd więc dym i pył na dole budynków? Autorzy filmu zajmują się zagadnieniem ogromnej eksplozji w wieżach WTC również w trwającym niecałe osiem minut filmie Mystery explosion.
Z filmu 911 In Plane Site wyłania się wniosek poparty bardzo mocnymi dowodami, że za zamachami z 11 września 2001 roku stoi obecna ekipa rządząca USA lub ludzie mający ogromny wpływ na tę ekipę. Tyle na temat filmu, polecam jego obejrzenie Czytelnikom, którzy tego jeszcze nie zrobili.


wtc06.jpeg

wtc07.gif

Przyjrzyjmy się wątkowi kontrolowanego wyburzenia wież WTC. Pierwsze eksplozje widać na środkach ściany frontowej, prawej oraz lewej już w czasie uderzenia pierwszego samolotu, patrząc od strony lotu samolotu, do tego dochodzi ogromna eksplozja wywołana rzekomo uderzeniem samego samolotu. Tego typu eksplozji widać na zdjęciach i filmach wiele, szczególnie w okresie zawalania się wież. Eksplozje miały najpierw w odpowiedni sposób osłabić konstrukcję nośną budynków, a następnie umożliwić zawalenie się budynków "do środka", aby doszło do jak najmniejszych zniszczeń w najbliższym otoczeniu budynków. Ilość dostępnych materiałów, na których widać same eksplozje jest spora, prezentuję tu tylko dwa zdjęcia (animacja ze względu na spory rozmiar wynoszący około 550KB może się ładować przez dłuższy czas).
Przypomina mi się wybuch w wieżowcu w Gdańsku - Wrzeszczu w kwietniu 1995 roku, kiedy to eksplozja gazu ulatniającego się z uszkodzonej instalacji zniszczyła piwnice, parter oraz pierwsze piętro wieżowca. Cały budynek o masie 5 tysięcy ton spadł o 3 kondygnacje i osiadł na rumowisku z tych kondygnacji, ale nie rozpadł się! Co prawda przechylił się i skrzywił, ale w dalszym ciągu bryła budynku tworzyła całość. Dopiero jakiś czas później budynek został wysadzony. Wieże WTC były zapewne inaczej konstruowane i budowane, ale wydaje się nieprawdopodobne, aby to samoloty uderzające w wieże były w stanie doprowadzić do rozwalenia się wież dosłownie w drobne kawałki.
Chociaż wydaje się to wręcz niewyobrażalne, obiektywne dowody świadczą o tym, że wieże WTC zostały zniszczone w wyniku kontrolowanego wyburzenia. Tyle tylko, że w momencie rozpoczęcia tej akcji w samych budynkach oraz w ich najbliższym otoczeniu znajdowało się kilkadziesiąt tysięcy ludzi...

Zajmijmy się teraz samymi samolotami, a dokładniej filmami i zdjęciami, na których znajdują się samoloty użyte w atakach na WTC. Materiały te wzbudzają bardzo wiele wątpliwości jeśli chodzi o ich autentyczność.
W swoich poszukiwaniach trafiłem na stronę, gdzie dokładnej analizie poddano film braci Naudet przedstawiający pierwszy samolot uderzający w północną wieżę WTC. Oprócz typowo fachowych zagadnień, z którymi zwykły człowiek ma niewiele wspólnego na co dzień, zwrócono uwagę na dwie bardzo istotne sprawy. Pierwsza z nich to fakt, że na filmie w ogóle nie słychać odgłosu uderzenia samolotu w wieżę. Słychać odgłos lecącego samolotu, który wbija się w wieżę, odgłos pracujących silników staje się coraz cichszy, następuje chwila ciszy i rozlega się odgłos eksplozji. Druga sprawa to niemal idealna zgodność charakterystyki dźwiękowej nagrania pierwszego ataku z drugim. Jak to się stało, że nagrane ścieżki dźwiękowe obydwu materiałów filmowych są niemal identyczne, skoro były one realizowane w tak odmiennych warunkach?
Dokładna analiza zapisu wideo pierwszego ataku wykazała, że samolot uderzający w wieżę północną nie jest Boeingiem 767, ale jest to samolot jednosilnikowy. Tym bardziej wydaje się dziwne, jak to się stało, że samolot jednosilnikowy brzmi niemal identycznie jak dwusilnikowy. Nie zgadza się również rozkład oświetlenia na skrzydłach i kadłubie owego samolotu - samolot nie odbija światła w taki sposób, jak wynikałoby to z jego usytuowania względem słońca - obserwowane na nim światła i cienie są nienaturalne.
Jak mówi oficjalna wersja, ów film jest jedynym zapisem uderzenia samolotu w północną wieżę WTC. W przypadku drugiego samolotu materiałów jest nieco więcej, ale nie tylko że nie wyjaśniają one pojawiających się wątpliwości, ale wątpliwości te pomnażają.
Z innych źródeł wiadomo, że obrys otworów powstałych w wyniku uderzenia samolotów w wieże WTC zupełnie nie pasuje do obrysu sylwetki Boeinga 767, szczególną uwagę zwracają znacznie większe kąty wzniosu skrzydeł rzekomych samolotów uderzających w wieże WTC jak również to, że obydwa samoloty wbiły się w wieże z niemal identycznym, charakterystycznym przechyleniem na lewe skrzydło.



b767_1.jpgb767_2.jpg

Przyjrzyjmy się zjawiskom związanym z pracą silników odrzutowych. Silniki takie, pracując niemal pełną mocą jak miało to miejsce w przypadku samolotów uderzających w wieże WTC, zostawiają za sobą charakterystyczny ślad spalin, strugi gorącego powietrza oraz turbulencje. Zamieszczone poniżej zdjęcia przedstawiają to zjawisko. Samoloty przedstawione na zdjęciach to Boeingi 767 w czasie startu. Pierwsze zdjęcie zostało wykonane profesjonalnym aparatem fotograficznym, drugie zdjęcie to "stop klatka" z filmu nakręconego amatorską kamerą. O ile występowanie smug spalin mogło być niewidoczne ze względu na dobre spalanie paliwa, o tyle strugi gorącego powietrza oraz turbulencje powinny były zniekształcić obraz drugiej wieży WTC, kiedy samolot przelatywał na jej tle tuż przed uderzeniem. Nic takiego nie ma miejsca - nie widać tego śladu ani na filmach, ani na zdjęciach - cała powierzchnia ściany jest co prawda nieostra, ale nieostra w jednolity sposób. W tym miejscu powstaje również pytanie dlaczego te znane wszystkim filmy są raczej kiepskiej jakości, podobnie jak zdjęcia. Wykonanie tych ujęć nawet stosunkowo tanim i prostym sprzętem powinno było dać materiały o znacznie lepszej jakości.


b747_wypadek.jpgsam_wypadek.jpg

Samoloty pasażerskie, jak sama nazwa wskazuje, służą do przewozu ludzi drogą powietrzną. Są tak zaprojektowane i zbudowane, aby jak najlepiej i jak najefektywniej w tym powietrzu się poruszać. Zbudowane są z lekkich, a przy tym wytrzymałych materiałów, odpornych na działanie wszelkiego rodzaju sił wynikających z fizyki i aerodynamiki, którym to siłom samolot jest nieustannie poddawany w czasie lotu. I trzeba powiedzieć, że współczesne samoloty radzą sobie z tym znakomicie. Jednak zastosowanie lekkich materiałów powoduje, że samoloty pasażerskie nie są odporne na bezpośredni kontakt z przedmiotami zewnętrznymi. Zdarzające się katastrofy lotnicze pokazują, że samolot w czasie kolizji z ziemią, budynkiem czy innym samolotem rozsypuje się na tysiące kawałków. Zamieszczone poniżej dwa zdjęcia pokazują przykłady stosunkowo lekkich kolizji tego typu. Proszę zwrócić uwagę na skalę zniszczeń samolotów.
Pierwszy samolot to Boeing 747, który z jakichś powodów nie zatrzymał się przed końcem pasa startowego. Wytracając prędkość, zdołał jeszcze przednim podwoziem przejechać kanał i zatrzymał się na wale ziemnym, hamując przede wszystkim dziobem. Proszę zobaczyć, że dziób samolotu wraz z kabiną pilotów i dużą częścią przedniej części kabiny pasażerskiej jest kompletnie zniszczony, niemalże oderwany od reszty samolotu mimo tego, że prędkość nie była duża, a samolot uderzył w elastyczny wał usypany z ziemi i porośnięty trawą, co dodatkowo zamortyzowało uderzenie.
Drugi samolot również na małej prędkości wjechał w jeden z budynków lotniska. Przód samolotu uległ znacznym uszkodzeniom. Jeszcze raz powtórzę: samoloty to nie są latające czołgi i nie mogą taranować wszystkiego na swej drodze bez większego uszczerbku dla siebie. Jest wręcz odwrotnie: samolot w bezpośrednim kontakcie z przeszkodą okazuje się być bardzo kruchy.



b747_lad1.jpgb747_lad2.jpg

Kolejne zdjęcia pokazują rzeczywiste zjawiska towarzyszące filmowaniu amatorską kamerą wideo nisko lecącego samolotu pasażerskiego w płaszczyźnie niemal prostopadłej do kierunku poruszającego się samolotu. Filmowanym samolotem jest podchodzący do lądowania Boeing 747. Prędkość samolotu to około 250 - 300 km/h, odległość to kilkadziesiąt metrów, kamera pracuje z szybkością 30 klatek na sekundę. Proszę zauważyć na pierwszym zdjęciu charakterystyczne rozmycie konturów samolotu. Jest to wywołane zbyt wolną pracą migawki kamery - czas naświetlania jednej klatki jest zbyt długi, aby samolot był widziany jak nieruchomy. Przy prędkości 300 km/h samolot przemieści się w ciągu naświetlania jednej klatki o około 2,8 metra, co na filmie powoduje naturalne rozmycie jego konturów, wywołane prędkością.
Obraz na drugim zdjęciu jest jeszcze bardziej niewyraźny, ponieważ oprócz dużej prędkości samolotu względem kamery doszedł jeszcze efekt wywołany ruchem obrotowym kamery śledzącej tor lotu samolotu.
Z takimi zjawiskami powinniśmy mieć do czynienia na filmie przedstawiającym samolot uderzający w drugą wieżę WTC. Samolot był co prawda filmowany ze znacznie większej odległości, ale i jego prędkość była znacznie większa. Prędkości 800 km/h odpowiada prędkość około 222 m/s, czyli w czasie naświetlania pojedynczej klatki (przy założeniu naświetlania 30 klatek na sekundę) samolot przemieszczał się o około 7,4 metra. Każdy może to sprawdzić, że mimo tak dużej prędkości oraz ruchów wykonywanych kamerą na filmie nie widać opisanych tutaj zjawisk - obraz konturów samolotu pozostaje taki sam niezależnie od szybkości względem kamery oraz ruchów nią wykonywanych.
Z tym zjawiskiem mamy do czynienia na wszystkich zdjęciach i filmach przedstawiających lecący drugi samolot. Zjawisko to nazwałem "wiszącymi samolotami".



film1_wtc.jpgPrzyjrzyjmy się dokładniej zapisowi filmowemu tamtych wydarzeń. Będziemy śledzić rozwój wydarzeń na filmie pochodzącym z CNN. Co ciekawe, podobno niemal wszystkie materiały, na których są samoloty, pochodzą właśnie z CNN. Film można obejrzeć na YouTube.
Zamieszczony poniżej opis dotyczy innego filmu, który jest już niedostępny.
Proponuję najpierw obejrzeć film w całości i zwrócić uwagę na te elementy, o których pisałem do tej pory. Proszę również zwrócić uwagę na to, jak duża cześć ekranu zasłonięta jest przez napisy, szczególnie w czasie pierwszego ataku. Nas będzie interesował przede wszystkim drugi samolot. Ze względu na obserwację szczegółów film najlepiej jest oglądać na pełnym ekranie.
Przejdźmy do klatki numer 1700 i przyjrzyjmy się ogólnie temu, co widzimy. Osoba z kamerą znajduje się po przeciwnej stronie wieży, w którą uderzył pierwszy samolot. Poza dymem unoszącym się z pierwszej wieży nie ma tu nic ciekawego go oglądania. Znacznie ciekawsze ujęcia można było zrobić po przeciwnej stronie wież, ale osoba filmująca z jakichś powodów jest właśnie tutaj. Zupełnie niezrozumiałe jest postępowanie tej osoby, która słysząc od co najmniej kilkunastu sekund narastający huk nadlatującego odrzutowca nie stara się go znaleźć kamerą na niebie, ale czeka aż samolot sam wleci w kadr. Naturalnym odruchem byłoby szukanie tego samolotu, rozglądanie się za nim, a nie czekanie na niego. Skąd ta osoba wie, że samolot pojawi się dokładnie w tym miejscu, które filmuje? Skąd wie, że samolot leci w kierunku wieży południowej? Kompletnie nie robi na niej wrażenia odgłos zbliżającego się z prędkością 800 km/h pasażerskiego Boeinga - trzyma kamerę w ręku i czeka...
Na klatce 1700 widzimy już samolot lecący w kierunku drugiej wieży WTC. Jak już wcześniej wspomniałem, samolot "wisi" w powietrzu, nie widać nawet śladu jego ogromnej prędkości. Kiedy popatrzymy na sposób przemieszczania się samolotu zauważymy, że samolot nie "przepływa" pomiędzy kolejnymi klatkami, ale "przeskakuje" - na kolejnych klatkach pojawia się taki sam w nowym miejscu. Jest to kompletnie nienaturalne.
Jesteśmy więc przy klatce numer 1700. Rozpocznijmy oglądanie kolejnych klatek. Na klatce 1706 samolot wlatuje w obszar czarnego dymu unoszącego się z wieży północnej. Prawe skrzydło samolotu od silnika do jego końca zamienia się w dziwny, świetlisty drążek. Na następnej klatce ten odcinek skrzydła zmienia się w jasny trójkąt. Na klatce 1711 lewe skrzydło samolotu zaczyna się chować za nadbudówkę pomarańczowego budynku. Na klatce 1713 pojawia się przerwa pomiędzy końcówką lewego skrzydła a krawędzią budynku, co świadczy o tym, że widzimy już całe skrzydło. Ale to skrzydło jest stanowczo za krótkie. Efekt ten mógł powstać w wyniku przesłonięcia skrzydła przez jasno oświetloną boczną ścianę nadbudówki, która mogła być niewidoczna, ale nawet w takim przypadku skrzydło powinno być równo "ucięte", gdy tymczasem widać wyraźnie, że jego końcówka jest zaokrąglona. Na następnej klatce skrzydło "odrasta". Na tym odcinku lotu samolot przybiera zupełnie nienaturalny odcień. Wygląda tak, jakby był podświetlony od wewnątrz lub od spodu. Sam obraz samolotu jest nieostry, ale w takim samym stopniu, jak reszta otoczenia. Nie ma statecznika pionowego, lewy statecznik poziomy jest w formie szczątkowej, podobnie jak lewy silnik. Na następnych klatkach pojawiają się jakieś zalążki stateczników, zmieniają się odcienie niektórych części samolotu. Na klatce 1725 znowu nie ma statecznika pionowego i lewego statecznika poziomego, lewe skrzydło na odcinku od silnika do końcówki nie istnieje - widać tylko niewielki odcinek na krawędzi wieży WTC. Na klatce 1730 samolot uderza w wieżę. Sam moment uderzenia nie jest zbyt dobrze widoczny, bo skutecznie zasłania go pasek z napisami. Na klatce 1733 widzimy już tylko ogon samolotu wystający z wieży. Nie ma na nim ani statecznika pionowego ani lewego statecznika poziomego, chociaż ta część kadłuba jeszcze nie uległa żadnym uszkodzeniom. Ponieważ niemal cały samolot wbił się już w wieżę, powinniśmy obserwować eksplozję paliwa ze zniszczonego zbiornika kadłubowego oraz zbiorników skrzydłowych. Nic takiego nie ma miejsca, co więcej mimo tego, że widoczne na filmie prawe skrzydło przecięło ścianę budynku, na ścianie nie ma najmniejszych śladów zniszczeń. Na klatce numer 1734 cały samolot już zniknął i zaczynają pojawiać się większe eksplozje.
Mamy tu do czynienia z jeszcze jedną znaczącą nieścisłością. Według oficjalnej wersji film przedstawiający uderzenie drugiego samolotu pochodzi z amatorskiej kamery, a zatem nie mógł być pokazany na żywo. Tymczasem widzimy film z komentarzem na żywo. Co więcej, osoby prowadzące relację nie wspominają nic o samolocie, mówiąc jedynie o eksplozjach.
Znalazłem również inną wersję filmu przedstawiającego uderzenie drugiego samolotu, bez napisów, o nieco lepszej jakości, ale bez ścieżki dźwiękowej. Główny element, jaki zwraca uwagę w tym filmie, to zmieniony obraz samolotu. Samolot wygląda tak, jakby na jego obraz został nałożony drugi obraz samolotu i następnie został nieco przesunięty wzdłuż kierunku ruchu. Ma to być efekt jego dużej prędkości. Przez podwójne skrzydła i stateczniki samolot bardziej podobny jest do ważki niż do Boeinga 767. Do tego na każdej kolejnej klatce wygląda prawie tak samo, co w rzeczywistości jest niemożliwe, ponieważ migawka kamery trzymanej w ręku (niestabilnej) nie "złapie" na każdej klatce identycznego rozmycia konturów. Zjawisko "podwójnego samolotu" zmniejsza się wraz z jego zbliżaniem się do wieży. Na ósmej klatce przed zniknięciem samolotu w wieży samolot staje się "pojedynczy" i obserwujemy, jak zagłębia się w wieżę. W pewnym momencie następuje mocne poruszenie kamerą. Bardzo dobrze widać zjawisko rozmycia konturów filmowanych obiektów i całego obrazu, ale obraz znikającego samolotu jest cały czas taki sam.
Jak widać, mamy do czynienia z dwiema różniącymi się wersjami tego samego nagrania! Jak to jest możliwe? A może tych wersji jest jeszcze więcej? Nie tylko w przypadku drugiego samolotu mamy z tym do czynienia.

wtc07.jpgwtc23.gifWróćmy do filmu z CNN. Wydaje się, że samolot w czasie lotu w ogóle nie zmienia perspektywy. Gdyby wziąć obraz samolotu tuż po jego pojawieniu się na ekranie i ten pochodzący z momentu tuż przed uderzeniem w wieżę, obrazy te prawdopodobnie byłyby identyczne. W każdym razie ważący ponad 120 ton samolot, rozpędzony do prędkości około 800 km/h znika w wieży WTC. W rzeczy samej widzimy obraz niezwykły i dający bardzo dużo do myślenia. Jak już mówiłem, samoloty nie są latającymi czołgami będącymi w stanie taranować wszystko na swej drodze bez większego uszczerbku dla siebie. Jak więc jest możliwe, aby pasażerski Boeing swoim kadłubem i skrzydłami ciął stalowe konstrukcje nośne budynku, betonowe stropy i ściany niczym brzytwa papier nie doznając żadnych uszkodzeń, wchodząc w wieżę niczym w "masło"? Skoro jest aż tak bardzo wytrzymały, to należałoby się spodziewać, że przetnie on niczym ogromny przecinak samą wieżę i jego szczątki wraz z tym wszystkim, co "zabrał" ze sobą przelatując przez wieżę, wylecą po drugiej stronie budynku. Ale nic takiego nie następuje. Co widzimy zamiast tego? Na środku ściany znany nam już widok detonacji ładunków wybuchowych, po lewej stronie znacznie większy wybuch, będący rzekomo wybuchem paliwa, jakie samolot miał w zbiornikach. Co ciekawe, epicentrum wybuchu znajduje się na lewej ścianie oraz na lewym narożniku wieży (po prawej stronie patrząc od strony toru lotu samolotu).
Naturalne więc staje się pytanie: gdzie podział się samolot? Zróbmy prosty rachunek oparty na prostych założeniach. Przyjmując, że samolot był wyhamowywany od samego początku kontaktu z wieżą (chociaż przeczą temu same obrazy, na których widzimy, że samolot niemal w ogóle z nią nie oddziałuje) i przyjmując, że samolot pchał przez sobą rumowisko o długości 10 metrów, złożone z tego wszystkiego, co samolot "zabrał" po drodze, widzimy, że dziób samolotu powinien był zatrzymać się 10 metrów przed przeciwległą ścianą budynku, skoro żaden element nie wypadł na zewnątrz po drugiej stronie wieży. Wiedząc, że ściany WTC miały szerokość 64 metrów, prosty rachunek pozwala na obliczenie drogi, na jakiej został wyhamowany samolot pasażerski ważący 120 ton rozpędzony do prędkości 800 km/h: 64 - 10 = 54 metry. W amerykańskich filmach jest to możliwe, ale nie w rzeczywistości.
Rzekoma eksplozja paliwa, jaką obserwujemy po uderzeniu samolotu, jest również bardzo ciekawa. Skoro samolot musiał pchać przed sobą rumowisko, to właśnie przez to rumowisko musiałoby się przedostać paliwo, żeby eksplodować tak, jak widać to na filmach. Skoro w budynku istniało coś, co zdołało wyhamować samolot, to również powinno to wyhamować paliwo. Nic takiego jednak nie widać - eksplozja wygląda tak, jakby paliwo wręcz "chlusnęło" z samolotu i eksplodowało. Dziwne jest również to, że epicentrum wybuchu znajduje się na prawej ścianie, patrząc od strony samolotu oraz na krawędzi wieży, czyli w najdalszym punkcie od miejsca uderzenia samolotu. Dlaczego wybuchające paliwo, mając w kierunku "do tyłu" wybity w wieży potężny otwór i usunięte wszelkie przeszkody, wbrew prawom fizyki jako najkrótszą i najłatwiejszą drogę, "wybiera" drogę dokładnie przeciwną?
Wieże WTC ze względu na swoją wysokość i budowę w czasie mocnego wiatru mogły się odchylać od pionu nawet o 1 metr. Były to więc konstrukcje stosunkowo elastyczne. Dlaczego więc nie robi na nich żadnego wrażenia uderzenie tak ogromnej masy w postaci lecącego samolotu? Ani na filmach, ani na zdjęciach nie widać jakichkolwiek śladów wstrząsów samej wieży, odchylenia się jej, wibracji. Uderzenie z tak dużą prędkością tak dużej masy powinno było wstrząsnąć całą wieżą i zachwiać nią, ale nic takiego się nie stało.
Proszę również zauważyć bardzo ważną rzecz. Można odnieść mylne wrażenie, że przedstawione na początku opracowania eksplozje w wieżach WTC nie są eksplozjami, ale są wynikiem wypychania na zewnątrz pyłu i dymu z wnętrza wież w wyniku ich zawalania się. Nic podobnego. Proszę zauważyć, że na zdjęciu powyżej widzimy takie właśnie zjawisko tuż po uderzeniu drugiego samolotu, w czasie, kiedy wieża jeszcze stoi. To samo możemy zobaczyć na filmie przedstawiającym uderzenie pierwszego samolotu.

wtc20.jpegOficjalna wersja mówi, że wieże zawaliły się, ponieważ osłabione przez ogień stalowe konstrukcje nośne stropów nie były w stanie utrzymać ciężaru stropów, które spadając po kolei, wywołały reakcję łańcuchową, która dała w efekcie całkowite zawalenie się wież. Jak więc jest możliwe, że stropy, które nie były w stanie utrzymać własnego ciężaru, utrzymały ważący 120 ton samolot? Gdyby rzeczywiście spadające stropy były przyczyną zawalenia się wież WTC, obydwie wieże powinny się były zawalić w czasie od kilkudziesięciu sekund do kilku minut od uderzenia. Nic takiego nie ma miejsca: druga wieża zawaliła się po godzinie i dwóch minutach, pierwsza wieża po godzinie i czterdziestu trzech minutach. Żadna z wież w tym czasie nie wykazywała żadnych odchyleń od pionu, wstrząsów czy innych anomalii świadczących o tym, że ich konstrukcja została obciążona dodatkowym ciężarem około 120 ton.
Kolejne zdjęcie zostało wykonane niedługo po uderzeniu pierwszego samolotu w północną wieżę. Widzimy przejmujący widok kobiety stojącej tuż nad krawędzią stropu, opierającej się o pozostałości zniszczonej ściany WTC (proszę również zwrócić uwagę, że nie ma jakichkolwiek śladów rozbitego samolotu). Skoro według oficjalnych informacji temperatura w miejscu eksplozji wynosiła około 1100 stopni Celsjusza, to w jaki sposób ta kobieta przeżyła? Proszę zwrócić uwagę, że na białych spodniach nie widać nawet śladu spalenizny, podobnie jak na sięgających za ramiona włosach. Nie jest to jedyny dowód na to, że ludzie przeżyli w miejscu uderzenia samolotu. Pytanie tylko: jakim cudem?
Proszę zwrócić uwagę na ścianę w głębi budynku. Prawdopodobnie jest to już sam środek wieży, gdzie znajdowały się szyby wind, instalacje wentylacyjne, być może również schody ewakuacyjne. Jak to się stało, że przednia ściana tego szybu wydaje się być zupełnie nietknięta mimo tego, że znajdowała się na wprost uderzającego w wieżę samolotu? I gdzie podział się samolot?

wtc21.jpgwtc22.jpgZnalazłem również inną wersję filmu przedstawiającego uderzenie pierwszego samolotu. Nie ma na nim żadnych napisów, ale i nie ma też ścieżki dźwiękowej, film jest znacznie lepszej jakości niż ten z CNN. Główną uwagę przykuwają ogromne rozmycia obrazu wywołane szybkimi ruchami kamerą. Zjawisko to niemal nie występuje na filmie z CNN. Na zaledwie kilku klatkach jest coś, co od biedy można uznać za samolot, ale kiedy to coś widzimy już na tle północnej wieży WTC, staje się to rozmytą plamą, a w końcowej fazie lotu znika całkowicie. Nie ma błysku tuż przed uderzeniem, który widać na filmie z CNN i o którym mówią autorzy filmu "911 In Plane Site". Zwraca uwagę również to, że największy wybuch obserwujemy w miejscu, gdzie uderzyłby kadłub samolotu, czego nie ma w przypadku drugiego samolotu - tam największe eksplozje wywołuje uderzenie silników.
Obok zamieszczam zdjęcie z tego filmu przedstawiające "samolot" tuż przed uderzeniem w wieżę. Można zagrać w grę "znajdź Boeinga". Nie ma mowy o tym, żeby na zdjęciu był rzeczywiście Boeing 767. To co widać w ogóle nie wygląda jak samolot. Przypomnę tylko, że rozpiętość skrzydeł Boeinga 767 to 47,6 metra, co oznacza, że skrzydła prawdziwego Boeinga 767 powinny były zakryć około 75% szerokości ściany WTC. Tymczasem na zdjęciu nie widać nawet śladu skrzydeł. Samolot znajdował się w pełnym słońcu i powinien być bardzo dobrze widoczny.
Dla porównania zamieszczam zdjęcie drugiego samolotu. Rozdzielczość zdjęcia została zmniejszona trzykrotnie w stosunku do oryginału, a także została znacznie zmniejszona jego ostrość. Przy okazji proszę zwrócić uwagę, że to drugie zdjęcie w oryginalnej postaci nie jest zdjęciem wykonanym ze "stop klatki" z filmu, o czym świadczy luka pomiędzy wieżą północną, a pomarańczowo - brązowym budynkiem z nadbudówką - na filmie luka występuje jedynie pomiędzy wieżą północną a samą nadbudówką, gdy na zdjęciu luka występuje również pomiędzy wieżą a ścianą budynku (budynek po lewej stronie). Ujęcie to zostało więc wykonane z innego miejsca niż film.
Niepokojąco dużo jest rozbieżności pomiędzy filmami. Nie ulega wątpliwości, że były one mocno przerabiane. Nie ulega również wątpliwości, że wiarygodność wszystkich tych filmów jest niemal żadna, bo jedyne prawdziwe sceny związane z WTC jakie możemy na nich obejrzeć, to widok ginących ludzi, sceny eksplozji oraz zawalania się wież.

film2_wtc.jpgZobaczmy drugi film. Parametry filmu: format mpg, rozdzielczość 288x220, 24 klatki na sekundę, rozmiar 3,23 MB. Uwagę zwraca brak ścieżki dźwiękowej. Ze względu na obserwację szczegółów, film proszę oglądać na pełnym ekranie.
Najpierw obejrzyjmy film w całości, a następnie powróćmy do jego początku. Zobaczmy, co widzimy w ogólnym widoku. Osoba filmująca wykazuje niemal całkowity brak zainteresowania palącą się wieżą północną, przesuwając ją na prawą stronę kadru. Wyraźnie widać, że głównym obszarem zainteresowania jest przestrzeń na lewo od wież WTC. Skąd wynika to zainteresowanie? Czy osoba filmująca oczekuje, że wydarzy się tam coś interesującego? Jakie ma powody ku temu?
Rozpocznijmy odtwarzanie klatka po klatce. Widzimy palącą się wieżę północną i płynący statek, poza tym nic szczególnego nie dzieje się. Nagle na klatce numer 20 pojawia się jakiś cień na prawo od budynku z zieloną wieżą. Na następnych klatkach okazuje się, że jest to samolot, a właściwie jakaś ciemna plama. Gdzie to coś podziewało się przez owe 20 klatek? Wygląda tak, jakby samolot czekał schowany za budynkami i nagle wystrzelił do lotu. Samolot leci w kierunku południowej wieży WTC i zbliża się do budynku stojącego pośrodku. Na klatce numer 30 samolot dolatuje do budynku i na następnych klatkach powinien za nim zniknąć. Co prawda robi to, ale z widoczną trudnością, będąc już w miejscu, gdzie nie powinien być widoczny, w dalszym ciągu możemy zobaczyć przesuwającą się niewielką plamę. Budynek jedynie trochę ją przysłania. Na klatce numer 35 samolot w końcu znika całkowicie. Cofnijmy film do klatki numer 30 i przyłóżmy wzdłuż kadłuba samolotu linijkę. Obserwujmy następnie, co się dzieje. Na klatce 44 widzimy już cały samolot po drugiej stronie budynku, ale widać też wyraźnie, że samolot pojawił się wyżej, niż był wtedy, kiedy znikał za budynkami. Chyba jest jasne, że samolot nie mógł zmienić wysokości i wyrównać lotu przy takiej szybkości na tak krótkim odcinku. Na klatce 62 samolot jest już całkowicie schowany w wieży, pojawiająca się eksplozja na frontowej ścianie od strony obserwatora umiejscowiona jest wyraźnie powyżej miejsca uderzenia samolotu. Na klatce numer 158 pojawia się zbliżenie wybuchu. Film został więc prawdopodobnie zmontowany, ponieważ nie widzimy momentu zbliżania - chyba że na czas zbliżania zostało wyłączone nagrywanie. Możliwe jest również, że ujęcie było kręcone przy użyciu dwóch kamer. Po wykonaniu zbliżenia następuje wolne poszerzenie pola widzenia wraz z rozszerzającym się i unoszącym do góry obłokiem dymu. Brakuje tylko słowa "cięcie!".
Na filmie można zauważyć około 10 par powtarzających się klatek. Widzimy również, że ów samolot porusza się w sposób nierównomierny mimo statycznej pozycji kamery oraz to, że kształt samolotu zmienia się w czasie lotu, ale to może wynikać z dużej kompresji filmu. Samolot wydaje się być bardzo ciemny.

wtc08.jpgOto kolejne zdjęcie z filmu przedstawiającego samolot uderzający w drugą wieżę WTC. Widać na nim wyraźnie, że samolot nie ma prawie wcale prawego skrzydła, które kończy się w okolicach silnika! Kamera była ustawiona niemal prostopadle do kierunku lotu samolotu, do tego samolot był przechylony na lewe skrzydło, przez co prawe skrzydło powinno być bardzo wyraźnie widoczne w całości. Jak to jest możliwe, że ten sam samolot na jednym filmie ma prawe skrzydło, a na innym go nie ma? Widać również, że samolot jest niemal całkowicie pozbawiony stateczników. Przy dokładniejszym przyjrzeniu się zdjęciu można dostrzec zaledwie ślady lewego statecznika. Samolot jest również bardzo ciemny, niemal czarny, a w tym momencie znajduje się przecież w pełnym słońcu, ponieważ słońce jest jeszcze niezbyt wysoko nad horyzontem.

Przeglądając różne materiały filmowe i zdjęcia dotyczące ataków z 11 września zdałem sobie sprawę z tego, jak bardzo mało jest filmów i zdjęć, na których jest drugi samolot (pierwszy samolot jest tylko na jednym filmie). Filmów, na których jest drugi samolot, naliczyłem około 10, zdjęć jest jeszcze mniej, bo odliczając te zdjęcia, które zostały wykonane z filmów, znalazłem ich... 5. Jak to jest możliwe, że jest ich tak mało? Same wieże WTC odwiedzało każdego dnia około 150 tysięcy turystów, "uzbrojonych" w aparaty fotograficzne i kamery wideo, w całym Nowym Jorku każdego dnia przebywa kilkaset tysięcy turystów. Jak to się stało, że co najmniej kilkadziesiąt tysięcy ludzi i dziesiątki stacji telewizyjnych obserwuje na własne oczy to co się dzieje i z tych wydarzeń zostaje tak mało dokumentacji filmowej i fotograficznej? Przy dzisiejszej technice i łatwości cyfryzacji filmów i zdjęć oraz łatwości ich rozpowszechniania w różnych formach, również w Internecie, powinny być setki filmów i zdjęć drugiego samolotu - ale ich nie ma.
Wyraźnym kierunkiem zakazanym, z którego nie ma prawie żadnych materiałów, jest kierunek z którego nadleciał drugi samolot. Jedyny materiał filmowy to znany wszystkim film wykonany z bliskiej odległości, który przedstawiłem tu jako pierwszy. Innych filmów, szczególnie obejmujących szerszą perspektywę wydarzeń, nie znalazłem. Znalazłem kilka zdjęć, ale ich wiarygodność jest również niemal żadna - ale o tym nieco później.

wtc09.jpgKolejne zamieszczone zdjęcie przedstawia następną istotną rozbieżność pomiędzy oficjalną wersją a rzeczywistością. Kliknięcie na zdjęciu otworzy go w nowym oknie w oryginalnym rozmiarze.
Na zdjęciu zostały zapisane kolejne klatki ze znanego wszystkim filmu pokazującego drugi samolot uderzający w południową wieżę WTC. To co widzimy na kolejnych zdjęciach stoi w jawnej sprzeczności z rzeczywistością, ponieważ mężczyzna na pierwszym planie nie słyszy (!) nadlatującego z prędkością około 800 km/h na wysokości około dwustu metrów Boeinga 767! Czy to jest możliwe?
Już parę ładnych lat temu, jeszcze w latach 80-tych, byłem na pokazach lotniczych. Jednym z punktów programu pokazów był zespołowy pokaz akrobacji w wykonaniu czterech samolotów TS-11 "Iskra". Na zakończenie pokazu "Iskry" przeleciały przed frontem publiczności i efektownie "rozeszły się", tworząc figurę o nazwie chyba "rozeta", kończąc pokaz i przygotowując się do lądowania. Jedna z "Iskier" wykonała następnie manewr, który z pewnością był wcześniej uzgodniony, a który obecnie nie mógłby być wykonany ze względu na surowe przepisy obowiązujące na pokazach lotniczych. Pilot wykonał zwrot w lewo, zatoczył obszerny łuk i na małej wysokości, na niemal pełnej szybkości, nadlatując z tyłu, przeleciał nad publicznością. Efekt był piorunujący. Niemal wszyscy będący najbliżej toru lotu samolotu odruchowo osłonili głowy rękami, wiele osób odruchowo gwałtownie przykucnęło nie wiedząc, co się dzieje.
Każdy, kto z bliska obserwował pokazy lotnicze z udziałem samolotów odrzutowych wie, że samolot myśliwski przelatujący z dużą szybkością na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią wytwarza tak ogromny hałas, że w czasie przelotu drży powietrze, ziemia i wnętrzności w człowieku.
Nad Nowym Jorkiem, na wysokości około dwustu metrów, leci z niemal pełną szybkością pasażerski Boeing 767, silniki wyją na prawie pełnej mocy, gwizd powietrza przepływającego przez turbiny i ciętego przez kadłub i skrzydła samolotu jest nie do wytrzymania - tylko że tego dźwięku nie słychać. Ludzi znajdujących się na trasie przelotu samolotu ten huk powinien był dosłownie wbić w ziemię - ale nikt go nie słyszy ani nie odczuwa. Mężczyzna na zdjęciu podnosi głowę do góry prawdopodobnie wtedy, kiedy kątem oka dostrzega błysk eksplozji. Jeśli nawet założymy, że człowiek ten jest niesłyszący, powinien był poczuć ciałem coraz mocniejsze wibracje powietrza i ziemi wywołane zwiększającym się natężeniem dźwięku. Nic takiego nie ma miejsca.

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,420,715 Unikalnych wizyt