02 USA 9/11: Data publikacji: 17 maja 2005 roku, Cz. II

Ataki na USA z 11 września 2001 roku,
czyli o samolotach których nie było.


Data publikacji: 17 maja 2005 roku

Przyjrzyjmy się teraz czterem zdjęciom, które udało mi się znaleźć w Internecie, a które przedstawiają drugi samolot przed uderzeniem w wieżę.
Cechy wspólne tych zdjęć, to podobnie jak w przypadku zdjęć z filmów, nieruchome samoloty oraz otoczka z pikseli przy powiększeniach, ale to wynika być może ze specyfiki kompresji obrazu. Zdjęcia zamieszczam w oryginalnej postaci.

wtc11.jpg

Pierwsze zdjęcie jest aż zbyt ładne. Osoba fotografująca nie jest zbytnio zainteresowana palącą się północną wieżą, przesuwając ją na prawy skraj kadru. Dlaczego to robi? Może interesuje ją warkocz dymu skierowany na lewo od wieży. Samolot został uchwycony równiuteńko pośrodku wolnego obszaru nieba pomiędzy dwoma budynkami. Im większe powiększenie, tym samolot coraz mniej jest podobny do samolotu.



wtc12.jpg

Drugie zdjęcie jest równie ciekawe. Przy powiększeniu trzeba się zastanowić, czy ten samolot w ogóle ma skrzydła. I skąd się bierze to dziwne odbicie po lewej stronie statecznika pionowego? Czyżby ten samolot miał dwa stateczniki pionowe?



wtc13.jpg

Samolot wydaje się trochę "grubszy" niż na innych zdjęciach. Z tego kąta chyba powinien być widoczny fragment prawego silnika. Lewe skrzydło i lewy statecznik "rozmywają" się w powietrzu. Dziwnie ciemny jest ten samolot. I skąd nagle wzięło się tyle budynków przy wieżach? Na zdjęciu powyżej, wykonanym z nieco innego kąta, nie ma żadnego z nich. Jeśli zdjęcie było wykonane przy użyciu teleobiektywu (prawdopodobnie tak było), samolot powinien być kompletnie nieostry.



wtc14.jpg

Ujęcie całkiem ładne, tylko czy możliwe do wykonania w czasie rzeczywistym? Wieże zostają zepchnięte na lewą stronę kadru, centralne miejsce zajmuje warkocz dymu z palącej się północnej wieży. Chyba on był najważniejszy dla fotografującego. Nie widać przechylenia samolotu na lewą stronę. A do uderzenia w wieżę pozostało zaledwie około 4,3 sekundy. Za około 2,5 sekundy samolot powinien schować się za grupę trzech budynków, widocznych na filmie numer dwa (powyżej). Tylko że jakoś nie widać, żeby w pobliżu były jakiekolwiek budynki, za które mógłby się schować będąc na tak dużej wysokości... Zdjęcie, podobnie jak film numer dwa, robione jest z tego samego poziomu, na co wskazuje woda w zatoce.

Zajmiemy się teraz analizą serii pięciu zdjęć, które przypadkiem znalazłem w Internecie. Ułożyłem je w kolejności chronologicznej. Zdjęcia zamieszczam bez żadnych przeróbek, w oryginalnej postaci.



wtc15.jpg

Centralne miejsce zdjęcia zajmują wieże WTC. Paląca się wieża północna jest całkowicie zasłonięta przez wieżę południową. Możemy się zastanowić, dlaczego widzimy dwie wyraźnie różniące się od siebie smugi dymu: czarną wyżej i poniżej znacznie jaśniejszą, niemal białą smugę dymu. Czy jest możliwe, aby tak wyraźnie rozwarstwiona smuga dymu pochodziła z jednego źródła ognia? Ściana budynku po lewej stronie sprawia dziwne wrażenie. Policzmy poziome rzędy okien na ścianie - osoba fotografująca znajduje się na poziomie piątego rzędu od góry. Wszystkie zdjęcia z tej serii zostały wykonane z tego samego poziomu.



wtc16.jpg

Kolejne zdjęcie jest zaledwie drugim zdjęciem, jakie udało mi się znaleźć, wykonanym z kierunku lotu drugiego samolotu, na którym jest również samolot. Zdjęcie wygląda na wykonane z wnętrza budynku. Podobnie jak miało to już miejsce wcześniej, trudno zrozumieć, dlaczego osoba fotografująca traci zainteresowanie palącą się wieżą północną, spychając ją na prawy skraj kadru, a ustawiając w centralnym miejscu obszar nieba pomiędzy budynkiem po lewej stronie a wieżą południową. Dlaczego oczekuje, że coś może się tu wydarzyć? Czy spodziewa się zobaczyć drugi samolot? Jeśli tak, to skąd takie przypuszczenie? Po lewej i prawej stronie widzimy mężczyzn obserwujących sytuację za oknem. Ale tu właściwie nie ma czego oglądać, bo wieżą południowa całkowicie zasłania wieżę północną - widać tylko dym i nic więcej. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że prawa framuga okna oraz mężczyzna po prawej stronie są tam tylko po to, aby całkowicie zasłonić obraz po prawej stronie wież WTC, a dokładniej charakterystyczne punkty orientacyjne.
Na zdjęciu widzimy samolot. Fotograf dysponujący zwykłym sprzętem miałby około 0,3 sekundy na wykonanie tego zdjęcia od momentu wychylenia się dziobu samolotu zza ściany budynku po lewej stronie. Byłby w stanie wykonać to zdjęcie w takim czasie pod warunkiem, że siedziałby z okiem przy wizjerze aparatu i trzymał palec na spuście migawki - tylko znów pytanie, skąd wiedział, że trzeba czekać na pojawienie się samolotu. Zdjęcie mogło zostać wykonane automatycznie przy założeniu, że fotograf dysponował aparatem fotograficznym z samowyzwalaczem reagującym na ruch w wyznaczonym obszarze pola widzenia obiektywu, ale nie sposób chyba uwierzyć, że przypadkowy fotograf miał akurat przy sobie coś takiego.
Proszę zwrócić uwagę, że pomiędzy tym zdjęciem a zdjęciem pierwszym jest niewielka różnica w położeniu aparatu, która jednak skutkuje odsłonięciem przez budynek po lewej stronie dwóch kolejnych budynków pomiędzy budynkiem a wieżami. Wydaje się to trochę dziwne, że tak małe przemieszczenie pola obserwacji tak bardzo zmieniło widok tym bardziej, że kąt widzenia na pomarańczowy budynek na wprost niemal się nie zmienił. Framugi okna schodzą w dół do poziomej poprzeczki, za którą stoją owi panowie! Czyli właściwie to gdzie oni stoją? Proszę zwrócić uwagę na puchar stojący prawdopodobnie na parapecie oraz na dwie łatki poniżej miejsca, gdzie idąc od góry kończy się ściana wieży WTC. Najpierw widzimy prostokątną, niemal czarną łatkę, nieco niżej kwadratową, białą. Te łatki występują na wszystkich zdjęciach z tej serii.



wtc17.jpg

Około 3 - 4 sekundy później... Znikają panowie, znika okno, znika puchar. Zdjęcie wygląda na wykonane zza okna. Albo fotograf był tak szybki, że dobiegł do okna, otworzył go, ponownie ustawił aparat i zrobił zdjęcie, albo zostało ono wykonane przy użyciu drugiego aparatu.



wtc18.jpg

Około 3 sekundy później. Po lewej stronie pojawia się framuga w miejscu, gdzie na poprzednim zdjęciu jej nie było (na trzeciej i czwartej grupie okien, licząc od końca ściany), po prawej widać jej niewielki fragment. Na tle biało - beżowego budynku po prawej stronie, tuż nad dolną krawędzią zdjęcia widać chyba czubek pucharu z drugiego zdjęcia - tyle, ze w innym miejscu.



wtc19.jpg

Około 2 sekundy później - ponownie nie ma framug ani pucharu.

Jakie może być zatem wyjaśnienie tak ogromnych rozbieżności pomiędzy oficjalną propagandą a zdrowym rozsądkiem? Rozwiązanie jest tyleż proste, co trudne do wyobrażenia. Nie było żadnych terrorystów ani porwanych samolotów uderzających w wieże WTC. Samoloty istniały jedynie na ekranach telewizorów i od tamtej pory istnieją w naszych głowach, a same wieże WTC zostały zniszczone w wyniku kontrolowanego wyburzenia. Jesteśmy celem gigantycznego oszustwa, w którym wykorzystano najnowsze, ale jak widać jeszcze nie doskonałe, techniki przetwarzania obrazu oraz zaawansowane techniki manipulacji ludźmi. Po co to wszystko?
Nie od dzisiaj wiadomo, że Ameryka tonie w długach i jak ryba wody potrzebuje dostępu do tanich surowców strategicznych, z ropą naftową na pierwszym miejscu. Cała akcja związana z 11 września była spektakularnym i okrutnym show, mającym usprawiedliwić atak na suwerenne państwo i przejęcie jego zasobów ropy naftowej. Sama ropa jest również pośrednim środkiem do znacznie większego celu: ustanowienia przez USA niepodważalnego dyktatu nad światem. Zagadnienie to bardzo dobrze przedstawia Raport o wojnie w Iraku, który można pobrać w dziale Materiały. W wydarzeniach z 11 września ujawniły się w przerażającej skali chore, imperialne ambicje przywódców USA.
Co zatem stało się z prawdziwymi samolotami? Skoro rzeczywiście przepadły, to musiały zniknąć za sprawą innych ludzi i zostać zniszczone w inny sposób, niż podają oficjalne źródła.


gwbush.gifSkoro ataki USA na Afganistan i Irak były naturalną konsekwencją ataków z 11 września, to staje się jasne, że za atakami z 11 września stoją te same osoby, które odpowiadają za rozpętanie tych dwóch wojen. Czy są to te same osoby, które znamy z ekranów telewizorów, tego nie wiem, chyba nikt z "szarych" ludzi tego nie wie. Jednak obecni oficjele amerykańscy sprawiają często wrażenie ludzi do kontaktów z mediami, prezentujących raczej mierny poziom ludzki i kompetencyjny. Czy tacy ludzie są w stanie rzeczywiście rządzić państwem?
Nie można nie zadać sobie pytania, czy państwa "koalicji antyterrorystycznej" w momencie podejmowania decyzji o wysłaniu własnych wojsk do Iraku wiedziały, że 11 września był ustawionym przedstawieniem. I niestety trudno udzielić odpowiedzi negatywnej. Czy mamy uwierzyć, że najważniejsze osoby w państwie, dysponujące raportami wywiadu, służb bezpieczeństwa, najlepszych fachowców z dziedziny lotnictwa, budownictwa, terroryzmu nie wiedziały, że zamachy zostały ustawione? Tego nie wiem, ale wydaje się to niemożliwe aby nie wiedziały, tym bardziej, że również ludzie będący obecnie w Polsce u władzy podkreślali wielokrotnie zainteresowanie przejęciem pól naftowych w Iraku. Cała akcja z wysłaniem wojsk wydaje się być nastawiona na udział w podziale łupów wojennych.
Naiwnością ze strony wszystkich, którzy pomagają Amerykanom i Brytyjczykom jest oczekiwanie, że dostaną pola naftowe. Mogą dostać parę dolarów, ale nigdy nie dostaną bezpośredniego dostępu do irackiej ropy - bo ropa to niezależność, a to właśnie Amerykanie chcą ograniczyć na szeroką skalę. A poza tym czy niczego tych ludzi nie nauczyła historia lat 1939 i 1945?
Kiedy w ramach ONZ trzeba wysłać rozjemcze oddziały na przykład gdzieś do Afryki, ile jest dyskusji, sporów, uzgodnień kto ma to zrobić, kto ma za to zapłacić, często mijają długie miesiące, czasami lata, zanim uda się w końcu wysłać takie oddziały. A co widzimy w Iraku? W stosunkowo krótkim czasie kilkanaście państw oddało do dyspozycji Amerykanów łącznie ponad 20 tysięcy swoich najlepszych żołnierzy, wyposażonych w najlepszy sprzęt - i do tego zrobili to niemal na własny koszt. Cóż za godna podziwu bezinteresowność...
Kpiną w żywe oczy ze strony Amerykanów jest twierdzenie, że amerykańskie wojska opuszczą Irak tak szybko, jak to będzie możliwe. Amerykanie nie po to napadli na Irak, żeby się z niego wycofywać. Nawet jeżeli udałoby im się stworzyć w Iraku rząd całkowicie zależny od USA, to wojska amerykańskie i tak muszą w Iraku pozostać w celu ochrony pól naftowych. Tak więc spokój w Iraku jest wrogiem USA i amerykańskie służby specjalne na pewno postarają się, aby "ataki terrorystyczne" w Iraku nie ustawały. Istnieją tylko dwie sytuacje, kiedy wojska USA opuszczą Irak: jeśli na Bliskim Wschodzie wyczerpią się złoża ropy naftowej lub kiedy USA przestanie istnieć.

Amerykańska "kreatywna" propaganda z całą pewnością będzie nas karmić przerażającymi informacjami dotyczącymi zagrożenia świata przez terrorystów, wąglika, walizkowe bomby atomowe, kosmitów, Al Kaidę, Bin Ladena, Azjatów, Airbusy A380, planetoidy, czarne dziury, niezidentyfikowane samoloty nad Waszyngtonem, Iran, Koreę Północną, niedźwiedzie polarne, koniki morskie, itd., a w końcu będziemy straszeni jedni drugimi tak, że nawet samych siebie będziemy się bać. Niemal wszystkie te zagrożenia nie istnieją lub są ogromnie wyolbrzymiane. Można powiedzieć za Moorem: nie chodzi o nasze bezpieczeństwo, ale o to, żebyśmy się bali. Chodzi o to, abyśmy padli na kolana przed USA i poprosili o ratunek, żebyśmy uznali, że tylko USA jest w stanie zaprowadzić porządek na świecie, że tylko USA może nas obronić przed śmiertelnym niebezpieczeństwem - które właściwie nie wiadomo na czym polega i czy w ogóle istnieje. Ci którzy to zrobią usłyszą: "Dobrze wybraliście, uratujemy was, ale musicie robić to wszystko, co wam powiemy i zgadzać się ze wszystkim, co będziemy robić". A stąd jest już tylko krok do świata kontrolowanego przez Dobrego Wujka.
Ogromnie ważne w tym kontekście są słowa Jana Pawła II: "Nie lękajcie się". Jeśli damy się opanować strachowi, a szczególnie strachowi nieuzasadnionemu, bazującemu na nie istniejących zagrożeniach, będziemy zgubieni, bo przepełnieni strachem nie będziemy w stanie nawet racjonalnie myśleć, o działaniu już nie wspominając.
Obecne amerykańskie działania zmierzające do zaprowadzenia "pokoju" i "wolności" na świecie kojarzą mi się z pewną anegdotą, którą przypomniałem sobie niedawno słuchając radia. Zapytano pewnego mądrego człowieka: "Czy będzie wojna?". Człowiek odpowiedział: "Wojny nie będzie, ale pokój będzie taki, że nie zostanie kamień na kamieniu".
To wszystko świat otrzymuje od kraju niemal powszechnie uważanego za "najlepszą gospodarkę świata", kraju "największej demokracji i wolności słowa", kraju nade wszystko "miłującego pokój i braterstwo wszystkich ludzi" - Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Piekło wyje z radości.

Zapewne wielu Czytelnikom znane jest amerykańskie pismo Forbes, prezentujące zagadnienia związane z szeroko rozumianym światem biznesu. Forbes zamieszcza również interesujące zestawienia najbogatszych ludzi świata, największych firm świata, itp. Dosyć dawno nie przeglądałem tych zestawień, ale pamiętam jeszcze sprzed dwóch lat pewną ciekawostkę, że 400 najbogatszych Amerykanów dysponuje majątkiem prawie 1 biliona dolarów (1000 miliardów dolarów). Dla porównania dotychczasowe koszty wojny w Iraku to kwota około 170 - 200 miliardów dolarów. Taką wojnę może więc sfinansować stosunkowo wąska grupa ludzi. Ale po co ta wąska grupa ludzi ma wykładać na to swoje pieniądze, skoro mogą to zrobić wszyscy podatnicy.
Ważniejsze informacje płyną z innego zestawienia, a mianowicie z zestawienia 100 największych firm świata. Mówiąc "największe" mam w tym przypadku na myśli firmy o największej wartości rynkowej. W roku 2003 wartość rynkowa 100 największych firm świata wynosiła prawie 9,5 biliona dolarów, z czego w rękach Amerykanów znajdowało się 61,4% majątku tych firm, w rękach Brytyjczyków 13,5%. Tak więc za najważniejszymi państwami "koalicji antyterrorystycznej" stało około 75% majątku całego świata, który potrzebował się rozwijać. To tłumaczy, dlaczego właśnie tym państwom najbardziej zależało na "wyzwoleniu" Iraku. Wtedy od dłuższego czasu największą firmą świata był amerykański General Electric, a w pierwszej dziesiątce była tylko jedna firma naftowa, Exxon Mobil, na czwartym miejscu. Niedawno ponownie zajrzałem na ową listę. Obecnie majątek 100 największych firm świata wynosi nieco ponad 10 bilionów dolarów, z czego w rękach Amerykanów znajduje się 58,8% tego majątku, a w rękach Brytyjczyków 13%. Obecnie więc w rękach Amerykanów i Brytyjczyków znajduje się około 71% majątku największych firm świata, co oznacza spadek w porównaniu z rokiem 2003. Największą firmą świata nie jest już General Electric, ale jest nią też amerykański... Exxon Mobil. W pierwszej dziesiątce są obecnie trzy firmy naftowe: Exxon Mobil, BP oraz Royal Dutch / Shell Group, co jest ogromną zmianą w porównaniu z jedną firmą w roku 2003, do tego będącą wtedy na czwartym miejscu. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, dokąd płyną dolary z irackiej ropy, za które miał być odbudowywany Irak?

Co dalej? 31 marca 2005 roku Paul Wolfowitz został oficjalnie zatwierdzony na stanowisku prezesa Banku Światowego. Człowiek, który do tej pory był wiceministrem obrony USA, który jest jednym ze współtwórców napaści USA na Irak, został jednym z najważniejszych finansistów świata. Trzeba przyznać, że ma człowiek szerokie zainteresowania. Ale prawda w istocie jest inna. Jeden z zaproszonych gości powiedział w radiowej Jedynce ustosunkowując się wtedy jeszcze do kandydatury Wolfowitza na to stanowisko, że Wolfowitz nie ma pojęcia ani o finansach, ani o gospodarce, a jego główny atut w ubieganiu się o to stanowisko to poparcie Georga W. Busha. To jak widać wystarczy. Człowiek, który w filmie Fahrenheit 9/11 Moore'a ślini sobie grzebień w ustach, został postawiony na samym szczycie światowej finansjery. Mówiąc językiem filmu Michael Kael kontra World News Company: zakończenie fazy czwartej, przygotowanie do rozpoczęcia fazy piątej. A co zobaczymy w fazie piątej? Co Ameryka urządzi światu tym razem? Atak kosmitów? Atak atomowy? Może kolejny spektakularny "atak terrorystyczny"? A może gigantyczny światowy kryzys gospodarczy? Wydaje się, że ci ludzie nie cofną się już przed niczym, ludzkie zdrowie i życie nie ma dla nich najmniejszego znaczenia. Jak podają niezależne źródła, do tej pory w Iraku zginęło co najmniej 140 tysięcy cywilów. Dodając do tej liczby tych, którzy zginęli w WTC, zabitych żołnierzy amerykańskich, irackich oraz żołnierzy koalicji, liczba ta zapewne przekroczy 200 tysięcy (tak naprawdę nie wiadomo ilu Amerykanów zginęło do tej pory w Iraku, bo raczej nie ma podstaw, żeby wierzyć w "oficjalne" dane). A do tego przecież setki tysięcy ludzi zostało rannych, bardzo często zostając kalekami do końca życia, równocześnie tracąc często dorobek całego życia, pozostając bez dachu nad głową i środków do życia. Dlaczego to wszystko się dzieje, po co? Bo Ameryka w dalszym ciągu chce być bogata i wielka, w dalszym ciągu chce żyć ponad stan kosztem reszty świata - koszty nie grają roli, bo inni za to płacą, a i tak przeważnie nie wiedzą, o co toczy się ta gra.
Czy jest coś, co może być w tym wszystkim pocieszające? Tak, to że Bóg wyznaczył kres temu szaleństwu.

Wielka Nierządnica

Potem przyszedł jeden z siedmiu aniołów, mających siedem czasz, i tak odezwał się do mnie: "Chodź, ukażę ci wyrok na Wielką Nierządnicę, która siedzi nad wielu wodami, z którą nierządu się dopuścili królowie ziemi, a mieszkańcy ziemi się upili winem jej nierządu".

(Ap, 17 1-2)

Zapowiedź upadku "Wielkiego Babilonu"

Potem ujrzałem innego anioła - zstępującego z nieba i mającego wielką władzę, a ziemia od chwały jego rozbłysła. I głosem potężnym tak zawołał: "Upadł, upadł Babilon - stolica. I stała się siedliskiem demonów i kryjówką wszelkiego ducha nieczystego, i kryjówką wszelkiego ptaka nieczystego i budzącego wstręt, bo winem zapalczywości swojego nierządu napoiła wszystkie narody, i królowie ziemi dopuścili się z nią nierządu, a kupcy ziemi wzbogacili się ogromem jej przepychu".

Nakaz ucieczki

I usłyszałem inny głos z nieba mówiący: "Ludu mój, wyjdźcie z niej, byście nie mieli udziału w jej grzechach i żadnej z jej plag nie ponieśli: bo grzechy jej narosły - aż do nieba, i wspomniał Bóg na jej zbrodnie. Odpłaćcie jej tak, jak ona odpłacała, i za jej czyny oddajcie podwójnie: w kielichu, w którym przyrządzała wino, podwójny dział dla niej przyrządźcie! Ile się wsławiła i osiągnęła przepychu, tyle jej zadajcie katuszy i smutku! Ponieważ mówi w swym sercu: "Zasiadam jak królowa i nie jestem wdową, i z pewnością nie zaznam żałoby", dlatego w jednym dniu nadejdą jej plagi: śmierć i smutek, i głód; i będzie ogniem spalona, bo mocny jest Pan Bóg, który ją osądził.

Opłakiwanie zagłady Babilonu

I będą płakać i lamentować nad nią królowie ziemi, którzy nierządu z nią się dopuścili i żyli w przepychu, kiedy zobaczą dym jej pożaru. Stanąwszy z daleka ze strachu przed jej katuszami, powiedzą: "Biada, biada, wielka stolico, Babilonie, stolico potężna! Bo w jednej godzinie sąd na ciebie przyszedł!"
A kupcy ziemi płaczą i żalą się nad nią, bo ich towaru nikt już nie kupuje: towaru - złota i srebra, drogiego kamienia i pereł, bisioru i purpury, jedwabiu i szkarłatu, wszelkiego drewna tujowego i przedmiotów z kości słoniowej, wszelkich przedmiotów z drogocennego drewna, spiżu, żelaza, marmuru, cynamonu i wonnej maści amomum, pachnideł, olejku, kadzidła, wina, oliwy, najczystszej mąki, pszenicy, bydła i owiec, koni, powozów oraz ciał i dusz ludzkich. Dojrzały owoc, pożądanie twej duszy, odszedł od ciebie, a przepadły dla ciebie wszystkie rzeczy wyborne i świetne, i już ich nie znajdą.
Kupcy tych [towarów], którzy wzbogacili się na niej, staną z daleka ze strachu przed jej katuszami, płacząc i żaląc się, w słowach: "Biada, biada, wielka stolico, odziana w bisior, purpurę i szkarłat, cała zdobna w złoto, drogi kamień i perłę, bo w jednej godzinie przepadło tak wielkie bogactwo!" A każdy sternik i każdy żeglarz przybrzeżny, i marynarze, i wszyscy, co pracują na morzu, stanęli z daleka i patrząc na dym jej pożaru, tak wołali: "Jakież jest miasto podobne do stolicy?" I rzucali proch sobie na głowy, i wołali płacząc i żaląc się w słowach: "Biada, biada, bo wielka stolica, w której się wzbogacili wszyscy, co mają okręty na morzu, dzięki jej dostatkowi, przepadła w jednej godzinie".
Wesel się nad nią, niebo, i święci, apostołowie, prorocy, bo przeciw niej Bóg rozsądził waszą sprawę".
I potężny jeden anioł dźwignął kamień jak wielki kamień młyński, i rzucił w morze, mówiąc: "Tak z rozmachem Babilon, wielka stolica, zostanie rzucona i już jej nie będzie można znaleźć. I głosu harfiarzy, śpiewaków, fletnistów, trębaczy już w tobie się nie usłyszy. I żadnego mistrza jakiejkolwiek sztuki już w tobie nie będzie można znaleźć. I terkotu żaren już w tobie nie będzie słychać. I światło lampy już w tobie nie rozbłyśnie. I głosu oblubieńca i oblubienicy już w tobie się nie usłyszy: bo kupcy twoi byli możnowładcami na ziemi, bo twymi czarami omamione zostały wszystkie narody - i w niej znalazła się krew proroków i świętych, i wszystkich zabitych na ziemi.

(Ap 18)

Dziękczynne Alleluja niebiańskie

Potem usłyszałem jak gdyby głos donośny wielkiego tłumu w niebie - mówiących: "Alleluja! Zbawienie i chwała, i moc u Boga naszego, bo wyroki Jego prawdziwe są i sprawiedliwe, bo osądził Wielką Nierządnicę, co znieprawiała nierządem swym ziemię, i zażądał od niej poniesienia kary za krew swoich sług".

(Ap 19, 1-2)


"Wielki Babilon" to zbiorowisko ludzi sprzeciwiających się Bogu, nie przestrzegających Jego Praw, żyjących tak, jakby Jego nie było. "Wielki Babilon" to symbol "używania życia" za wszelką cenę, symbol wszelkiej krzywdy i wyzysku silniejszych wobec słabszych na przestrzeni dziejów. W wymiarze dosłownym prawdopodobnie nie znaleźlibyśmy wielu miejsc na Ziemi, gdzie nie byłoby tego typu zachowań, ale z obecnymi działaniami USA nic nie może się równać. Upadek "Wielkiego Babilonu" to zarazem upadek wszystkich systemów, które stworzył, z systemem filozoficznym i gospodarczym na czele. Na płaszczyźnie gospodarczej będzie to prawdopodobnie związane z upadkiem systemu papierowego pieniądza, co oznacza, że w wymiarze fizycznym przetrwają tylko ci, którzy będą mieć podstawowe środki do życia (żywność, wodę, ziemię uprawną). Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że Bóg czuwa nad wszystkim i że nic nie dzieje się bez Jego wiedzy i pozwolenia. Słyszy wszystkich płaczących w Wielkim Ucisku, wszystkich pokrzywdzonych, zabitych, zranionych. I ci świadczą przeciw możnym tego świata, którzy doprowadzili do tego, że kiedy miliony ludzi chorują z przejedzenia, co 3 sekundy na świecie umiera z głodu człowiek, że jeszcze nigdy w dziejach ludzkości na świecie nie toczyło się tak dużo wojen jak teraz, że według szacunków WHO w ciągu ostatnich 30 lat na świecie dokonano ponad 50 milionów aborcji, że coraz więcej ludzi jest wciąganych i daje się wciągać, a może nawet z ochotą wkracza w krąg "cywilizacji śmierci". "Grzechy jej narosły aż do nieba"... "Wyjście z niej" to przede wszystkim zaniechanie dotychczasowego sposobu życiu i skierowanie go ku Bogu, w następnej kolejności może być ostrzeżeniem przed koniecznością fizycznego opuszczenia miejsca, które ulegnie zagładzie. Znaki są zapowiedziane od dawna, i tak jak zawsze pojawiały się przed wielkimi wydarzeniami, tak też pojawią się (i pojawiają się) również teraz. Są i będą powszechnie widoczne, pytanie tylko jak wielu ludzi będzie chciało je zrozumieć.

----------------------------------------------------------------------
W opracowaniu wykorzystałem materiały pochodzące z następujących stron www:
http://www.911wasalie.com/phpwebsite/
http://www.airliners.net/
http://www.flightlevel350.com/index.php?action=ad
prezentację pana Horsta Mahlera Bildanalyse 9-11, format ppt, rozmiar 106MB
a także materiały pochodzące z innych stron www.
Fragmenty Apokalipsy św. Jana pochodzą z Biblii Tysiąclecia.

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,431,530 Unikalnych wizyt