13 USA 9/11: Zarkawi i amerykańskie manipulacje

Ataki na USA z 11 września 2001 roku,
czyli o samolotach których nie było.


Data publikacji: 2 stycznia 2006 roku

Zarkawi.jpeg16 grudnia 2005 roku światowe agencje informacyjne po raz kolejny zalały nas doniesieniami o niejakim Zarkawim, który po raz kolejny o mały włos, a zostałby schwytany. Jednak i tym razem udało mu się uciec. W całym 2005 roku Zarkawi był już prawie złapany 3 albo 4 razy. Zaczyna się to już robić nudne, ale wobec całkowitego braku zainteresowania ze strony USA osobą Bin Ladena, ktoś musiał zastąpić jego miejsce. Nie jest ważne, że ten człowiek prawdopodobnie nie istnieje w rzeczywistości, że jest tylko wymysłem amerykańskich służb specjalnych, ważne jest, żeby ludzie wierzyli, że rzeczywiście taki ktoś istnieje i że jest tak przebiegły i sprytny, że od kilku lat wodzi za nos nawet Amerykanów i oczywiście stwarza śmiertelne zagrożenie dla całego świata. W końcu pewnie Amerykanie przebiorą za niego jakiegoś pastucha a dzielni amerykańscy Marines na przykład zastrzelą go w brawurowej akcji, tym samym po raz 2578 ratując świat przed zagładą. Póki co jednak przedstawienie z Zarkawim w roli głównej trwa.
Jeden z największych polskich portali internetowych oczywiście również zamieścił przy tej okazji informację agencyjną na ten temat wraz ze zdjęciem rzekomego Zarkawiego. Zdjęcie zamieszczam obok.
Moim zdaniem zdjęcie jest ewidentnie fałszywe. Zdjęcie jest fotomontażem, jest wynikiem obróbki komputerowej, ale obróbki bardzo nieudolnej, wręcz amatorskiej. Ewidentnie widać na przykład to, że twarz zupełnie nie pasuje do reszty zdjęcia. Nie można określić jednoznacznie, z którego kierunku pada światło. Prawe oko wydaje się być otwarte, podczas gdy lewe jest zamknięte, a w dodatku wygląda tak, jakby było podbite. Jednym słowem, amerykańskie służby specjalne po raz kolejny odwaliły fuszerkę. Otwartą kwestią pozostaje to, czy agencje informacyjne przekazując w świat takie fałszywki wraz z komentarzem z gatunku fantastyki polityczno - wojennej robią to nieświadomie, czy też z rozmysłem wprowadzają w błąd opinię publiczną.
W informacji na temat osiągnięć Amerykanów w tropieniu Zarkawiego czytamy między innymi, że Amerykanom udało się jakiś czas temu przejąć laptopa Zarkawiego, w którym to laptopie Amerykanie znaleźli prawdziwą kopalnię informacji. Dowiedzieli się między innymi, że Zarkawi prowadził regularną korespondencję z Bin Ladenem. Tak, to rzeczywiście wielkie odkrycie - chyba nikt się tego nie spodziewał, a najbardziej zaskoczony tą informacją jest chyba amerykański wywiad. Paranoja. Przyjmując, że ta historia ma w sobie choć trochę prawdy, to amerykański wywiad powinien był być zaskoczony, gdyby na dyskach tego laptopa znalazł tylko przepisy na serniki i sałatki. Ale dla Amerykanów prawdziwą zdobyczą jest informacja, że Zarkawi kontaktował się z Bin Ladenem. To już nawet nie jest śmieszne, to już jest żałosne. Te wszystkie historie są tak prymitywne, tak płytkie, kompletnie bez wyobraźni i bez polotu, że zdumienie może budzić to, że tak wielu ludzi daje się na nie nabierać.

Te amerykańskie osiągnięcia w ściganiu terrorystów przypominają mi scenę z filmu Monty Pythona Żywot Briana, kiedy to oddział żołnierzy rzymskich tropiący członków antyrzymskiego ruchu oporu, wpada do maleńkiej, zagraconej izdebki, w której schowało się kilku działaczy podziemnej organizacji. Po kilku minutach intensywnych poszukiwań żołnierze wybiegają z izdebki, a ich dowódca dumnie melduje swojemu przełożonemu: Znaleźliśmy to i pokazuje mu drewnianą łyżkę.

Uważam, że głównym zajęciem CIA i innych amerykańskich służb specjalnych szczególnie w okresie ostatnich kilku lat jest tworzenie informacyjnego chaosu, wprowadzanie do mediów jawnie fałszywych informacji, mających na celu tworzenie swego rodzaju zasłony dymnej dla rzeczywistych informacji, które w tym dymie po prostu giną.
Jakiś czas temu znalazłem w Internecie cykl zdjęć zatytułowany Historia jednego spojrzenia. Właściwie jest to zbiór pomysłowych i zabawnych przeróbek wykorzystujących jeden motyw - charakterystyczną twarz zamienianą na rzeczywistych zdjęciach lub grafikach z twarzami innych ludzi lub postaci. Głównym celem ich prezentacji tutaj jest pokazanie możliwości obróbki i przetwarzania obrazu, jakie stwarza współczesna technika komputerowa. Prezentowane fotomontaże stoją na znacznie wyższym poziomie niż "Zarkawi" i gdyby nie charakterystyczna twarz, zapewne większość ludzi oglądających te zdjęcia nie potrafiłaby stwierdzić, czy są one prawdziwe czy fałszywe. Zdjęcia można obejrzeć w Galerii http://analizyrynkowe.cal.pl/photogallery.php?album_id=3.

Ostatnio świat usłyszał również o tajnych więzieniach CIA znajdujących się między innymi w Polsce, w których to więzieniach przetrzymywano, przesłuchiwano i prawdopodobnie również torturowano ludzi - rzekomych terrorystów. Poprzednie i obecne polskie władze uzasadniają potrzebę udostępnienia takich możliwości dla CIA walką z terroryzmem i wsparciem dla naszego podobno najważniejszego sojusznika w NATO. Dla mnie oznacza to, że polskie władze oficjalnie zezwoliły wywiadowi obcego państwa na działanie na terytorium Polski. To tak jakby sąsiadowi pozwolić na to, żeby robił w naszym domu wszystko na co ma ochotę - pod warunkiem, że będzie to miało związek z walką z terroryzmem. Oczywiste staje się, że nasz sąsiad zrobi wszystko, żeby każdą działalność, szczególnie tę nie związaną z terroryzmem, uzasadniać walką z terrorystami. Być może poprzedni i obecni przywódcy Polski w swojej naiwności pozwoliliby, żeby ich sąsiad robił w ich własnym domu wszystko, co mu się podoba. Ale dlaczego pozwalają na takie działanie w naszym wspólnym domu? Dla mnie pozostawienie przez polskie władze amerykańskiemu wywiadowi wolnej ręki w działaniach na terytorium Polski jest działaniem stojącym w jawnej sprzeczności z bezpieczeństwem Polski oraz z dobrze pojętym, długofalowym interesem naszego kraju.
Dowiedzieliśmy się również o tym, że Bush nie pytając nikogo o zdanie, w tajnym rozporządzeniu zezwolił nowej specjalnej amerykańskiej organizacji rządowej (których jest już około 30) na inwigilację tysięcy Amerykanów. Inwigilacja obejmuje (bo naiwnością byłoby sądzenie, że została zakończona) podsłuchiwanie rozmów telefonicznych, poczty elektronicznej i prawdopodobnie również bezpośredni wywiad połączony z obserwacją. Ale to dopiero początek. Najbliższe lata prawdopodobnie przyniosą wydarzenia, które uzasadnią wprowadzenie prawie całkowitej kontroli wszystkiego i wszystkich - w imię wyssanych z palca historii.

Świat PAP, 17.12.2005 MZ /17:14

USA: Służby specjalne podsłuchują obywateli

Prezydent Bush zezwolił na zakładanie Amerykanom podsłuchów po zamachach z 11 września 2001 roku. Według "New York Times'a", który ujawniał sprawę, od trzech lat tajemnicza Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego szpieguje kilkaset osób dziennie.

Prezydent Bush potwierdził doniesienia gazety i podkreślił, że dzięki tej decyzji - podjętej w ramach wojny z terroryzmem - uratowano wielu ludzi. W Stanach Zjednoczonych pojawiły się jednak głosy sugerujące, że prezydent przekroczył swoje uprawnienia.

O sprawie napisał wczorajszy "New York Times". Według dziennika, w 2002 roku George Bush podpisał tajne rozporządzenie, które dało służbom specjalnym prawo do podsłuchiwania międzynarodowych rozmów telefonicznych i kontrolowania e-maili, zarówno obcokrajowców, jak i obywateli Stanów Zjednoczonych. Inwigilacją zajmuje się otoczona aurą tajemniczości Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

---------------------------------

Chip.pl, 29.12.2005/ 11:31

Wieczne ciasteczka

Amerykańska Narodowa Agencja Bezpieczeństwa (NSA) jest oskarżana o łamanie prawa dotyczącego prywatności internautów. Okazało się, że po wizycie na stronie Agencji na komputerze użytkownika pozostają pliki cookie, które nie wygasają w przewidzianym prawem terminie. Jeden z internautów odkrył ponadto, że ciasteczka ze strony NSA nie tylko miały wygasnąć w... 2035 roku, ale ich zadaniem było śledzenie, które witryny się odwiedza.

Rzecznik prasowy NSA tłumaczy, że te "długotrwałe" cookies to wynik pomyłki powstałej podczas aktualizacji oprogramowania.


Wiosną 2003 roku, kiedy amerykańska demokracja dotarła do Bagdadu, przywieziona na gąsienicach amerykańskich czołgów i zrzucona razem z napalmem, białym fosforem i dziesiątkami tysięcy amerykańskich bomb, agencje informacyjne donosiły o tysiącach Irakijczyków, którzy z ogromną radością i wdzięcznością witali amerykańskich wyzwolicieli. Oglądaliśmy relację na żywo, kiedy rzekomo tłumy Irakijczyków z pomocą amerykańskich żołnierzy zrzucały z postumentu w centrum Bagdadu pomnik Saddama Husajna. To widzieliśmy w telewizji. A jak wyglądało to naprawdę, widać na zamieszczonym poniżej zdjęciu.


Prawdziwy_Irak.jpg
Wygenerowano w sekund: 0.00
2,431,534 Unikalnych wizyt