04 Amerykanie na Księżycu - polemika

Zamieszczam poniżej moją polemikę z panem Janem Strzeleckim, zapoczątkowaną na forum mojej strony i dotyczącą moich wątpliwości co do prawdziwości amerykańskich lotów na Księżyc http://analizyrynkowe.cal.pl/forum/viewthread.php?forum_id=8&thread_id=15
Pan Jan Strzelecki starał się wyjaśnić moje błędy i przekonać mnie, że się mylę posądzając Amerykanów o oszustwo. W toku tej dyskusji zmieniłem zdanie w dwóch kwestiach. Otóż doszedłem do wniosku, że skafandry astronautów mogły zapewnić im w miarę bezpieczne oddychanie oraz wentylację (chłodzenie i ogrzewanie). W tym zakresie nadal nie wydaje mi się, aby mogły one zapewnić astronautom odpowiednią ochronę radiacyjną. Na stronie http://pl.wikipedia.org/wiki/Promieniowanie_kosmiczne znalazłem artykuł na temat promieniowania kosmicznego docierającego do Ziemi. Czytając go proszę pamiętać, że Ziemia jest chroniona przez ogromne pole magnetyczne oraz ponad 100 kilometrów atmosfery. Księżyc takiej ochrony nie ma. W dodatku trzeba oczywiście uwzględnić również promieniowanie słoneczne, będące wynikiem syntezy termojądrowej zachodzącej w Słońcu.
Druga sprawa to możliwość padania cieni na powierzchnię Księżyca w różnych kierunkach. Zjawisko takie jest możliwe do zaistnienia w normalnych warunkach, przy oświetleniu światłem słonecznym. I to wszystko, co udało się wyjaśnić.
Dziękuję panu Janowi Strzeleckiemu za spokojną i wyważoną dyskusję.
Pozostaje we mnie jednak niedosyt, że jeżeli mnie i w ogóle wszystkim osobom poddającym w wątpliwość amerykańskie loty na Księżyc zarzuca się brak wiedzy w tym zakresie i bazowanie na wątpliwych przesłankach, czepianie się rzeczy nieistotnych, brak rzetelnych argumentów – to właściwie to samo można powiedzieć o tych wszystkich, którzy uznają te loty za prawdziwe. Twierdzą oni, że to jest prawda – bo tak i koniec.
Zwracam się do Czytelników z apelem o nadsyłanie naukowych opracowań potwierdzających prawdziwość lotów na Księżyc – tytułów książek, czasopism, namiarów na artykuły, itd. - najlepiej w języku polskim, ale nie tylko. Było to tak ogromne przedsięwzięcie i tak doniosłe wydarzenie w dziejach ludzkości, że tych materiałów powinny być ogromne ilości. Powtarzam – chodzi o materiały naukowe, publikowane w książkach, czasopismach czy Internecie.

---------------------------------

JS – Jan Strzelecki, Kazeite
KO – Kazimierz Ożóg

JS: W swoim artykule z 1 lipca 2005 roku pan Kazimierz Ożóg wysuwa hipotezę, że amerykańskie loty na Księżyc zostały sfałszowane. Hipotezę tą popiera szeregiem obserwacji, błędnych niestety, jak ten artykuł wykaże. Zajmijmy się więc poszczególnymi zarzutami, poczynając od samego początku: Mamy tutaj stwierdzenie, że „wierzchnia warstwa kombinezonu astronauty powinna mieć od nasłonecznionej strony temperaturę około +50 - +60 stopni Celsjusza, podczas gdy część
kombinezonu pozostająca w cieniu powinna mieć temperaturę -40 - -50 stopni Celsjusza lub jeszcze niższą".
I teraz pytanie brzmi: dlaczego „powinna"? Przecież skafander ani nie nagrzeje się błyskawicznie do temperatury 60 stopni, ani się błyskawicznie nie ochłodzi. Tak samo astronauci nie stali przez cały czas w jednym miejscu, tylko przemieszczali, obracając w różne strony, więc ich skafandry nie miały po prostu czasu, żeby się nierównomiernie nagrzać.
„Ten sam problem dotyczy kamer oraz aparatów fotograficznych używanych na Księżycu." I wytłumaczenie jest to samo. Chciałem też przypomnieć, że próżnia jest najlepszym znanym izolatorem – filmy w aparatach były więc doskonale zabezpieczone przed wpływem temperatury.

KO: Proszę dokładnie wyjaśnić dlaczego skoro księżycowy grunt nagrzewa się do temperatury powyżej 100 Celsjusza (przy Słońcu w zenicie), a w czasie księżycowej nocy jego temperatura spada do -180 stopni (również znacznie niższa temperatura w cieniu), to skafandry astronautów czy powierzchnia lądownika nie będzie podlegać tym prawom - bo tak zrozumiałem pańskie wyjaśnienie.

JS: Skafandry kosmonautów nie nagrzeją się błyskawicznie do tej temperatury. Tak napisałem. Oczywiście, jeżeli zostawić cokolwiek na Księżycu na Słońcu na parę godzin, to nagrzeje się do owej temperatury, ale nie od razu. O to mi chodziło.

KO: A co z lądownikiem oraz pojazdem księżycowym, co z aparaturą badawczą? Sam lądownik był wystawiony na działanie Słońca przez kilka dni.

JS: Z aparaturą badawczą jest to samo co z aparatami fotograficznymi – w ich wnętrzu panowała próżnia. A lądownik księżycowy mógł być zabezpieczony przed wpływem Słońca w sposoby który nie dałoby się zastosować w skafandrach kosmicznych.

KO: "Mógł być" czy był? Może zechciałby pan na przykład opisać zabezpieczenia termiczne i radiacyjne na przykładzie fotografii lądowników?

JS: To chyba wychodzi poza zakres pierwotnego artykułu, nie sądzie pan? Ale cóż, na przykład to złote pokrycie to aluminiowany poliester (mylar), dzięki któremu ponad 50% padającego światła było odbijane. M.in. z tego powodu jest tak pofałdowany.

KO: Ale na wielu zdjęciach kabina lądownika zwrócona do Słońca nie ma takiego zabezpieczenia.

JS: "The lander employs passive as well as active systems to maintain the temperature of the lander's subsystems. The lander's top side is designed to face away from the sun to radiate heat more efficiently. Radiators from active cooling systems are placed on this side, and the bottom side is insulated and covered with reflective coatings to protect the lander from the Sun's heat. While the cryogenic fuel of the lander is only protected by passive thermal systems, the boil-off of the fuel is still useable by the RCS thrusters."

http://www.tsgc.utexas.edu/archive/design/lunar_lander.html

Wystarczyły mi 2 minuty, żeby znaleźć tę informację. Czy tak trudno byłoby znaleźć ją panu? Czy pan chce być przekonany, że się myli, czy wręcz przeciwnie - chce pan za wszelką cenę udowodnić "winę" Amerykanów?

KO: Czy zastanawiał się pan kiedykolwiek, czy chociażby ta informacja jest prawdziwa? Czy też przyjął ją pan za prawdziwą dlatego, że podali ją Amerykanie?

JS: Jest to stały punkt w programie zwolenników teorii spiskowych. "To są amerykańskie dane, więc muszą być sfałszowane!"
Hm, cóż, dla przykładu jakoś te wszystkie satelity komunikacyjne, zbudowane przy założeniu, że dane podane przez NASA są prawdziwe, rzeczywiście działają tak, jakby te dane były prawdziwe.
A to znaczy, że albo są prawdziwe, albo do spisku należą dosłownie wszyscy: naukowcy, inżynierowie, astronomowie, itp, itd. A to jest po prostu niemożliwe. Czyli, jeżeli Amerykanie nie kłamali w sprawie danych potrzebnych do prawidłowego działania satelitów komunikacyjnych w kosmosie, to nie ma żadnego powodu, żeby zakładać z góry, że kłamali w sprawie lądowania na Księżycu.

KO: :) Czyli to jednak św. Mikołaj przynosi dzieciom prezenty. Bo skoro rodzice zawsze mówią dzieciom prawdę, to przecież tak jest. A dzieci przynosi bocian.

JS: To jest zupełnie nietrafiona analogia - żaden z naukowców, inżynierów, astronomów nie twierdzi, że św. Mikołaj istnieje naprawdę. Czyli, mam rozumieć, że nie chce pan odpowiadać na pytanie "czy wszyscy naukowcy, inżynierowie i astronomowie należą do spisku?"

KO: Chcę powiedzieć, że nie ma ludzi, którzy zawsze mówią prawdę i nie ma ludzi, którzy zawsze kłamią.

JS: Ależ nie - dla przykładu, uważam informacje o rosyjskim lądowniku za prawdziwe, czyli uznaję, że był on sprawny na tyle, na ile testy na orbicie mogły to wykazać, pomimo tego, że wiem, że mogli skłamać w sprawie okoliczności lądowania Gagarina na Ziemi.
„Amerykański lądownik był napędzany silnikiem rakietowym, który przy lądowaniu powinien był wzbić do góry ogromne obłoki pyłowe, które następnie osiadałyby na powierzchni Księżyca przez długie godziny."
Nieprawda, ponieważ „mała masa naszego naturalnego satelity powoduje, że nie jest on w stanie utrzymać w swoim polu grawitacyjnym żadnych gazowych cząstek, przez co nie posiada on atmosfery" – każde wzbite w górę ziarenko po prostu natychmiast opadnie na dół. I właśnie dlatego
nogi lądownika były czyste – nie było w okolicy żadnego pyłu, który mógłby na nich osiąść.

KO: Proszę wytłumaczyć dlaczego cząstki pyłu księżycowego powinny od razu opaść na powierzchnię, skoro uzyskały znaczną energię, a oddziaływanie grawitacyjne Księżyca jest przecież znacznie mniejsze niż Ziemi.

JS: Ponieważ nie ma atmosfery, która by hamowała ich opadanie. Na Księżycu nie uświadczymy ziemskich tumanów kurzu.

KO: Oczywiście, że nie będzie tumanów kurzu. Ale ponieważ właśnie nie ma atmosfery, nie ma też oporów dla lotu wzbitego w górę pyłu księżycowego, przez co cząstki gruntu powinny latać wkoło znacznie łatwiej niż na Ziemi.

JS: Zadam może proste, wręcz retoryczne pytanie: Jak silnik rakietowy lądownika miałby niby nadać księżycowemu pyłowi jakąś prędkość? Niech pan zawsze pamięta, że na Księżycu nie ma atmosfery.

KO: Skoro nie mógłby nadać prędkości pyłowi księżycowemu, nie mógłby też jej nadać lądownikom.

JS: Nie musiał - kiedy pył był zdmuchiwany, silnik jedynie hamował opadanie lądownika. Czyli, jego ciąg był znacznie zdławiony. Cały lądownik ważył na Ziemi niecałe 15 ton.

KO: Skoro pył księżycowy jest znacznie mniejszy niż ziemski, tym bardziej byłoby go łatwiej ruszyć. Skoro pył wzbijają do góry buty astronautów i koła pojazdu księżycowego, tym bardziej powinien to zrobić silnik rakietowy.

JS: I zrobił to - zdmuchnął pył z okolic w którym wylądował.

KO: Zakłada pan, że w wszystkie drobiny pyłu poruszały się prostoliniowo na zewnątrz od lądownika. A co z drobinami księżycowego gruntu, które musiałyby się wielokrotnie odbić od gruntu, podpór lądownika, spodu lądownika? Gdzie one się podziały?

JS: Zostały zdmuchnięte przez odrzut.

KO: Powierzchnia Księżyca nie jest płaska jak stół i siła ciągu silnika rakietowego musiała skierować część księżycowego gruntu w różnych kierunkach i płaszczyznach.

JS: Które to kierunki i płaszczyzny były skierowane od lądownika, nie do niego. Po prostu, lądownik nie jest zakurzony, bo "odkurzył" go odrzut jego silnika.

KO: No i oczywiście znacznie mniejsza grawitacja.

JS: Co oznacza, że działa na nie mniejsza siła.

KO: Na jednym z filmów jadący pojazd księżycowy zabiera na koła sporą ilość gruntu i przerzuca go przez koło dokładnie tak, jak moim zdaniem wyglądałoby to na Ziemi.

JS: Zostawiając jednocześnie za sobą wyraźne ślady, do których pana zdaniem potrzebna by była wilgoć. Czyli, gdyby nakręcono to na Ziemi, ów piasek musiałby być jednocześnie mokry i suchy.

KO: Dlaczego jednocześnie? To są różne ujęcia filmowe.

JS: Więc do jednego ujęcia używano suchego piasku, a do innych go moczono, ale tak, że wyglądał identycznie? Czy dostrzega pan, jak teorie tłumaczące to rzekome fałszerstwo stają się coraz bardziej skomplikowane i jak zaczynają sobie przeczyć? Chociażby ten filmik, do którego podałem link - jest na nim powiedziane, że astronauci ani razu nie popisali się jakimś szczególnie wysokich skokiem, który mógłby potwierdzić, że są w stanie niskiej grawitacji (co oczywiście nie jest prawdą) - ale jednocześnie zwolennicy teorii spiskowej dziwią się, jak astronauci mogli się poruszać w "sztywnych od różnicy ciśnienia" skafandrach.

KO: Podskakujący astronauta na filmie wzbija w górę sporą ilość księżycowego gruntu, który spada na powierzchnię Księżyca wręcz tak samo, jakby podrzucić piasek na plaży. Nie ma ani szybkiego opadania, ani rozprzestrzeniania się pyłu na znaczne odległości - całość wygląda bardzo naturalnie - naturalnie jak na Ziemi.
Może znajdę linki do tych filmów, to panu podeślę.

JS: Może coś takiego?
http://video.google.com/videoplay?docid=-1545215479860438866&q

KO: Na przykład.

JS: I według pana na tych ujęciach astronauci nie prezentują wyjątkowej jak na ziemskie warunki krzepy? Nawet przed operacją przyśpieszenia filmu?

KO: Może widział pan wczoraj, jak pan Owsiak podskakiwał w skafandrze astronauty po księżycowej powierzchni w studio TVP - na lince. Niczym się to nie różniło od amerykańskich obrazów z Księżyca. Linka z dalszej odległości była zupełnie niewidoczna pomimo braku jakichkolwiek kamuflaży. Polecam panu obejrzenie tej sceny - może będą ją jeszcze pokazywać.

JS: Nieprawda - na przykład poruszał rękoma zbyt wolno, by mogło to wyglądać "realistycznie" przy dwukrotnie zwolnionym filmie.
„Grunt księżycowy powinien się zachowywać jak suchy piasek na plaży" – Niby dlaczego? Czy księżycowy piasek jest podobny strukturą do ziemskiego? Nie, nie jest. Skąd więc to założenie?

KO: Proszę wytłumaczyć dlaczego księżycowy "piasek" jest inny od ziemskiego i jak powinien się zachowywać.

JS: Jest inny od ziemskiego, ponieważ jest chociażby o wiele bardziej drobny. A powinien zachowywać się właśnie tak, jak to zostało zaobserwowane. Pańskie stwierdzenie, że powinien zachowywać się jak piasek ziemski nie jest poparte żadnym dowodem.

KO: Czyli jak?

JS: Czyli sprawiać, że wszelkie ślady w nim wybite nie będą się zapadały, na przykład.
„Szokiem dla wielu osób będzie obejrzenie tych filmów z prędkością zaledwie dwukrotnie większą - czar pryska" – a astronauci nabierają wtedy nadludzkich mocy, przemieszczając się po powierzchni Księżyca z niesamowitymi prędkościami, tak samo zresztą jak księżycowy piasek.
Innymi słowy, widać wyraźnie, że pierwotna prędkość filmu jest tą właściwą.

KO: Przemieszczają się wtedy z normalną, ziemską prędkością.

JS: Gdy film jest przyśpieszony dwukrotnie? Nie. Może to tak pozornie wyglądać, ale, jak napisałem, po bliższym przyjrzeniu się takiemu filmowi będzie z niego wynikało, że astronauci nabierają nadludzkiej mocy. Głównie chodzi tutaj o szybkość ich ruchów i gestów, niemożliwych do wykonania tak, by wyglądały naturalnie po spowolnieniu.
Dalej pada kategoryczne stwierdzenie, że „widzimy zdjęcia, na których idealnie widać na przykład lądownik zarówno od strony oświetlanej przez Słońce, jak również wszystko, co znajduje się w jego cieniu. To na Księżycu jest niemożliwe." Dlaczego niemożliwe? Jest to możliwe na Ziemi, więc na Księżycu, z racji braku „atmosfery rozpraszającej światło i zmniejszającej kontrasty" efekt ten będzie jeszcze bardziej widoczny. Dlaczego tak się dzieje? Bo lądownik oświetlony jest jeszcze przez jedno dodatkowe źródło światła – powierzchnię Księżyca. Autor mówi co prawda, że to nie wystarcza, jednak wystarczy wyjść na powietrze podczas pełni Księżyca (do czego zachęcam wszystkich czytelników), by móc zaobserwować, jak silnie odbija on światło Słońca. A na jego powierzchni efekt jest jeszcze silniejszy. I proszę – albedo 0,12 jakoś wystarcza...

KO: Tutaj zupełnie się z panem nie zgodzę, ponieważ przeczą temu codzienne obserwacje. Ale jeżeli ma pan przykłady ziemskich zdjęć wykonanych pod słońce, na których wszystko dokładnie widać, proszę o ich przesłanie.

JS: Codzienne obserwacje? Na Ziemi podczas dnia jestem w stanie bez trudu dostrzec wszystko, co znajduje się w cieniu.

KO: Zgadza się - ale widzi pan to dzięki własnym oczom. Natomiast najlepszym nośnikom fotograficznym jest jeszcze daleko do sprawności ludzkiego oka i jego zdolności równoczesnego postrzegania obszarów bardzo jasnych i bardzo ciemnych. To co widzi pan własnymi oczami w tej sytuacji będzie znacznie się różniło od tego, co będzie w stanie zarejestrować aparat fotograficzny. Dlatego też prosiłem pana o przesłanie zdjęć wykonanych pod słońce.
Mówi pan o świetle odbijanym od powierzchni Księżyca. Jego natężenie jest największe w czasie pełni, a więc wtedy, kiedy z Ziemi widzimy oświetloną całą jego powierzchnię zwróconą do Ziemi. To oznacza, że patrząc z okolic "środka" Księżyca w kierunku Ziemi Słońce na księżycowym niebie będzie się znajdować w okolicach zenitu, co w czasie misji księżycowych nie miało miejsca.

JS: A co to ma do rzeczy, że Księżyc nie był w czasie misji księżycowych w pełni? :)

KO: Mówię o położeniu Słońca na księżycowym niebie. Położenie słońca nisko nad horyzontem obserwatora powodowałoby znacznie większe rozpraszanie światła niż w przypadku jego położenia w zenicie.

JS: Przecież na Księżycu nie ma niczego, co mogłoby rozpraszać światło Słońca?

KO: Skoro nie ma atmosfery, fotony światła docierające ze Słońca odbiją się nawet zaledwie jeden raz od powierzchni Księżyca i odlecą w kosmos lub zakończą życie, przekazując swoją energię cząstkom gruntu (w uproszczeniu). Ich natężenie w cieniu będzie zatem znikome, natomiast po stronie nasłonecznionej ogromne.
Skoro twierdzi pan, że do powierzchni Księżyca dociera taka sama ilość światła niezależnie od położenia Słońca nad księżycowym horyzontem, to logiczne staje się, że jednak astronauci i lądownik musiały być wystawione na działanie takiej samej temperatury jak przy oświetleniu Słońcem w zenicie, czyli około 100 - 110 stopni Celsjusza.

JS: Pan najwyraźniej ciągle nie rozumie pojęcia nagrzewania się i ochładzania materiałów... Czy jeżeli ustawia pan czajnik na gazie, to chyba nie powinno pana dziwić, że po pewnym czasie nagrzeje się wraz z wodą, a po wyłączeniu ognia jego temperatura zacznie spadać? Tak samo było na Księżycu - powierzchnie nieoświetlone stają się chłodniejsze - powierzchnie oświetlone stają się gorętsze. Astronauci poruszając się i obracając nagrzewali się równomiernie, nie przegrzewając się dzięki systemom chłodzenia.

KO: Nie zmienia to podstawowego faktu, na który zwróciłem panu uwagę.
Widzi pan, teraz pan chce mi tłumaczyć jak jest na Księżycu, używając ziemskich analogii. Problem w tym, że czajnik część przyjmowanego ciepła oddaje atmosferze - na Księżycu prawie cała dostarczana energia nagrzewa oświetlone przez Słońce obiekty.

JS: I przez to nie musimy się przejmować mechanizmem wymiany ciepła znanym jako konwekcja. Co oznacza, że na Księżycu obiekty będą się nagrzewały wolniej. Prawa fizyki obowiązują tak samo na Ziemi, jak i na Księżycu.

KO: Proszę, a mnie zarzuca pan brak doświadczenia w robieniu zdjęć na Księżycu.

JS: Czyli twierdzi pan, że zaprzeczam samemu sobie, tak? Z jednej strony twierdzę, że prawa fizyki są takie same na Ziemi jak i na Księżycu, a z drugiej strony twierdzę, że fotografia księżycowa różni się od ziemskiej, tak?
W jaki sposób te dwa stwierdzenia sobie przeczą? Fotografie są takie jakie są, bo światło zachowuje się tak, jak się zachowuje, zgodnie z prawami fizyki. A chociaż prawa fizyki są takie same na Księżycu, jak i na Ziemi, to inne są warunki. To staram się panu przekazać.
Poza tym, ten cały argument opiera się cały czas na pańskiej osobistej niewiedzy - nie wierzy pan, żeby kosmiczne skafandry mogły wytrzymać takie różnice temperatur. A ja powiedzmy wierzę. Co wystarcza w zupełności, by obalić ten argument.

KO: Pańska wiara w tym wypadku to za mało, podobnie jak moja - dlatego swoje twierdzenia popieram argumentami. Liczyłem na to, że w sposób naukowy obali pan rzekome oczywiste błędy tych wszystkich, którzy poddają w wątpliwość amerykańskie loty na Księżyc. Widzę jednak, że to nie nastąpi.

JS: Przykład: "Grunt księżycowy powinien się zachowywać jak suchy piasek na plaży" - czy to jest argument? Nie, to jest jedynie pański pogląd, nie poparty żadnymi dowodami.
Kolejny przykład: wyjaśniłem panu, jak na Księżycu zachodzi wymiana ciepła, w sposób jak najbardziej naukowy. A pańska odpowiedź sprowadza się do "na Księżycu nie ma atmosfery, więc wszystko będzie się szybciej nagrzewało", co naukową odpowiedzią nie jest.
Mówiąc o znacznikach autor twierdzi, że są zdjęcia, „na których jakiś obiekt na zdjęciu przesłania znacznik (!), co jest całkowicie niemożliwe do wystąpienia w rzeczywistości." Ponownie, kłania się tutaj brak atmosfery. Pozostaje jeszcze pytanie, kto mógłby być tak pieczołowitym acz niefrasobliwym montażystą „fałszowanych zdjęć", że pociął wszelkie obiekty tak, by znaczniki były „zasłaniane" tylko przez ich jasne części. Albo tylko przed ciemne części, bez różnicy.
Widać tutaj, że w poszukiwaniu anomalii autor w ogóle nie zastanawiał się nad sposobem ich sfałszowania – a jeżeli nie dałoby się ich sfałszować tak, by wytworzyć sugerowany przez autora efekt, prawdziwość ich pozostaje niepodważona.

KO: Proszę wyjaśnić, dlaczego znaczniki na księżycowym "Słońcu" po przyciemnieniu zdjęć są w całości widoczne, a są zdjęcia na których znacznik lub jego część jest przesłonięta przez obiekt na zdjęciu.

JS: ... Czy to nie jest właśnie dowód na prawdziwość tych zdjęć? Bo według mnie takie zdjęcia udowadniają, że te znaczniki ciągle tam są - trzeba tylko znacznie przyciemnić zdjęcia, by je zobaczyć.

KO: Dlaczego zatem przesłaniane są przez inne obiekty?
Gdyby to Słońce było rzeczywistym źródłem światła, znacznik zostałby całkowicie prześwietlony.

JS: To chyba zależałoby od ustawień aparatu fotograficznego, prawda?

KO: Nie w przypadku, kiedy równocześnie są wyraźnie widoczne szczegóły powierzchni Księżyca.

JS: Dlaczego nie? Przecież już ustaliliśmy, że powierzchnia Księżyca odbija światło...

KO: Proszę sobie zrobić zdjęcie pod słońce tradycyjnym aparatem fotograficznym i zrozumie pan to.

JS: Mogę zrozumieć tylko to, że na Ziemi coś takiego nie jest do końca możliwe. Nie powie mi, czy jest to niemożliwe na Księżycu. Tak samo jak zachowanie ziemskiego piasku nie powie mi, jak zachowuje się piasek na Księżycu.

KO: Dlaczego zatem wierzy pan Amerykanom? Tylko dlatego, że panu to wszystko pokazali twierdząc, że tak jest na Księżycu?

JS:Bo wiem, że moja wiedza nie jest kompletna. To jest powód najważniejszy - wiem dokładnie z doświadczenia, że jeżeli coś wydaje się mi podejrzane, jest bardzo prawdopodobne, że wynika to z mojej niewiedzy.
A poza tym, wierzę Amerykanom, bo astronomowie, zarówno zawodowi, jak i amatorzy, mogli śledzić amerykańskie pojazdy księżycowe, gdy te leciały na i z Księżyca. Bo księżycowe próbki gleby są dosłownie nie z tej ziemi. Bo na Księżycu nadal działają odbłyśniki pozostawione przez
astronautów, dzięki którym m.in. można dokładnie zmierzyć odległość Księżyca od Ziemi. I tak dalej, i tak dalej.

KO: Skąd pan wie w takim razie, że pokazali panu prawdę?

JS: Bo łatwiej byłoby im polecieć na Księżyc i wszystko nakręcić naprawdę, aniżeli sfałszować to w studiu filmowym.

KO: To, że w samym środku "słońca" w dalszym ciągu jest on widoczny według mnie świadczy o tym, że źródło światła wytwarza światło o rzędy wielkości słabsze od światła słonecznego.

JS: A dlaczego pańskim zdaniem są przesłaniane? Bo jest to fotomontaż? W którym znaczniki, które z założenia miały być na samej górze, znalazły się z bliżej nieokreślonych przyczyn na samym dole tej układanki? Takie wyjaśnienie nie ma sensu.

KO: Skoro w jednym przypadku Słońce nie jest w stanie przesłonić znacznika, a w drugim przesłania go na przykład flaga, to coś tu nie gra.

JS: Albo ustawienia aparatu fotograficznego są inne.

KO: Różnice w ustawieniach parametrów naświetlania nie są w stanie dać takich efektów tym bardziej, że aparaty fotograficzne użyte w rzekomych misjach księżycowych miały znacznie zredukowane możliwości regulacji parametrów ekspozycji w celu uproszczenia ich obsługi.

JS: Czy robił pan zdjęcia takim aparatem fotograficznym na Księżycu? Nie robił pan. Więc nie jest pan w stanie powiedzieć, czy jest czy nie jest do możliwe.

KO: Jak widzę, nie ma pan doświadczenia w tym względzie. Trzeba było to po prostu napisać.

JS: Pan też nie ma doświadczenia w dziedzinie robienia zdjęć fotograficznych na Księżycu, więc, mamy tutaj równe szanse.

KO: Mam jednak tę przewagę nad panem, że mam doświadczenie w robieniu zdjęć na Ziemi

JS: Nie na tyle, by uniknąć popełnienia błędów w określeniu kąta padania promieni słonecznych na Księżycu na pokazanym mi zdjęciu. I o to chodzi - sam pan przyznał w ten sposób, że pańskie doświadczenie nie wystarcza, by poprawnie oceniać księżycowe zdjęcia.
Kolejnym zarzut jest taki: „Nie mogą również ujść uwadze zdjęcia, na których cienie rozchodzą się w różnych kierunkach" – ja osobiście uczyłem się o tym w szkole podstawowej – nazywa się to perspektywa. Cienie są równoległe do siebie, ale na fotografii równoległe nie będą.

KO: Perspektywa dotyczy obiektów, a nie światła słonecznego.

JS: I cieni przez nie rzucanych. Kierunek światła słonecznego można zaobserwować tylko na podstawie rzucanych cieni, prawda?

KO: Ze względu na odległość Księżyca od Słońca oraz wielkość Słońca nie może być mowy (w tej skali) o tym, że światło słoneczne rozchodzi się na zasadzie stożka Tyndalla, co zresztą jest zjawiskiem związanym właśnie z istnieniem atmosfery.
Rozchodzenie się cieni w różnych kierunkach może być złudzeniem wywołanym ukształtowaniem terenu lub zniekształceniami wprowadzanymi przez obiektywy szerokokątne. Ale są zdjęcia, których nie można wyjaśnić w ten sposób. Jedyne wyjaśnienie to małe źródła światła znajdujące się blisko fotografowanej sceny. Proszę zobaczyć załączone zdjęcie.
Nie ma na nim widocznych śladów zniekształceń wprowadzanych przez obiektyw szerokokątny, tak więc zdjęcie zostało wykonane przy użyciu aparatu panoramicznego, albo zostało złożone z kilku zdjęć. Na czerwono zaznaczyłem kierunki rozchodzenia się światła na powierzchni Księżyca na podstawie cieni rzucanych przez różne obiekty. Na biało zaznaczyłem kierunki rozchodzenia się światła w przestrzeni na podstawie długości cienia astronauty oraz charakterystycznych śladów cienia elementów lądownika w odniesieniu do ich położenia na lądowniku. Wygląda na to, że to "słońce" na zdjęciu to jedynie dekoracja. Jeżeli znalazłby pan podobne zdjęcie wykonane w ziemskich warunkach przy oświetleniu sceny jednym źródłem światła, proszę o jego przesłanie.

JS: Pańskie zaznaczenia nie odpowiadają jednak rzeczywistości, głównie dlatego, że spogląda pan na dwuwymiarowe przedstawienie trójwymiarowych obiektów, w dodatku jeszcze w zdjęciu panoramicznym

KO: Zgoda. Cienie mogą płatać różne figle.

JS:„Zdarzają się również zdjęcia czy ujęcia filmowe, które oficjalnie zostały wykonane w miejscach oddalonych o wiele kilometrów, a które to zdjęcia po nałożeniu na siebie dają identyczny obraz otoczenia" – nie, nie zdarzają się – po nałożeniu na siebie widać wyraźnie, że ów obraz otoczenia jednak różni się od siebie drobnymi szczegółami. To tak jakby idąc w kierunku Pałacu Kultury i Nauki przejść sto metrów – Pałac na pierwszy rzut oka pozostanie niezmieniony, ale nasze otoczenie ulegnie drastycznej zmianie.
Autor pyta „Czy taki "księżycowy krajobraz" trudno byłoby zrobić na Ziemi?" – odpowiedź brzmi – bardzo trudno. Żaden ze zwolenników teorii spiskowej jakoś nie zauważył, że w filmie „Odyseja Kosmiczna 2001" powierzchnia Księżyca przedstawiona jest w zupełnie inny sposób niż wygląda w rzeczywistości. Już nie wspominając o tym, że „Odyseja" roi się od błędów, których na taśmach i zdjęciach księżycowych po prostu nie ma. Jeżeli ten film miał być próbą generalną, to była to całkowicie nieudana klapa.

KO: Proszę napisać o jakie błędy chodzi.

JS: Ponownie, nie wie pan o czym pan mówi. Niech pan przeczyta chociażby tę stronę:
http://www.moviemistakes.com/film8
Co mamy dalej? Ach, owo niewidzialne, śmiertelnie zabójcze promieniowanie kosmiczne. „Ziemia wytwarza wokół siebie ogromne pole magnetyczne, rozciągające się na tysiące kilometrów od jej powierzchni. Pole to chroni Ziemię i nas wszystkich przed zabójczym promieniowaniem kosmicznym, przede wszystkim naszego Słońca. Często wysoka aktywność słoneczne sprawia, że promieniowanie to ma szczególną siłę" – owszem, prawda, tylko że misje księżycowe zostały przeprowadzone w dniach zmniejszonej aktywności słonecznej, często tuż po zaobserwowanych maksimach. Właśnie dlatego misja marsjańska będzie potrzebowała lepszej ochrony przed promieniowaniem, ponieważ na pewno będzie musiała stawić czoła zwiększonej aktywności słonecznej w czasie podróży. Zaś generalnie mówienie o „zabójczym promieniowaniu" panującym w kosmosie jest jedynie przesadzonym, nie popartym faktami panikowaniem.
Czy w artykule są jakieś konkretne wartości? Nie ma. Są tylko ogólnikowe, pozbawione wartości stwierdzenia. Wystarczy powiedzieć, że promieniowanie kosmiczne nie jest tak zabójcze, jak zostało to powiedziane, by je obalić.

KO: Proszę o podanie oficjalnych wartości promieniowania na powierzchni Księżyca i odnieść je do wartości spotykanych w codziennym życiu, na przykład do dawki promieniowania wytwarzanego w czasie prześwietlenia rentgenowskiego czy wytwarzanego przez kuchenkę mikrofalową albo pierwiastki promieniotwórcze. Skoro ja nie podałem tych wartości liczę na to, że pan poprawi mój błąd.

JS: Skoro nie podał pan tych wartości, nie muszę udowadniać, że się pan myli.

KO: W porządku. W takim razie zostaje tak jak jest.

JS: Następnie autor zdradza swoją niewiedzę dotyczącą poziomu amerykańskiej technologii kosmicznej: „Zastanawiające dla mnie jest również to, w jaki sposób Amerykanie byli w stanie przeprowadzić telewizyjną relację na żywo z powierzchni Księżyca, jak również relacje na żywo w kolorze (!) z pokładu statku lecącego na Księżyc" – cóż, niewiedza na temat danego tematu nie oznacza, że coś zostało sfałszowane. A porównywanie technologii komercyjnej z kosmiczną jest już zupełnym nieporozumieniem.

KO: Proszę napisać w jaki sposób była realizowana ta transmisja oraz w jaki sposób był przesyłany sygnał. Proszę też napisać coś o kamerach ustawionych na powierzchni Księżyca, przy użyciu których była realizowana transmisja. O ile się orientuję, taka kamera do zasilenia przetwornika lampowego potrzebuje wytworzyć napięcie rzędu co najmniej kilku tysięcy wolt. A może w kamerach zostały użyte inne przetworniki? Proszę o tym napisać.

JS: Jeżeli nie wie pan, w jaki sposób była realizowana ta transmisja, to nie muszę udowadniać, że się pan myli. To do pana należy udowodnienie pańskich twierdzeń.

KO: :) W porządku, czyli zostaje tak jak jest.
Proszę pana, skoro chce pan obalić moje argumenty, to jak pan chce to zrobić nie podając swoich?

JS: Ależ podaję argumenty. Jedynie czasami nie podaję dowodów je popierających, jeżeli owe argumenty przeciwstawiają się argumentom typu "piasek księżycowy jest taki sam jak ziemski".
Dalej przechodzimy do prób określenia powodów „fałszerstwa". Autor zadaje pytanie „Czy Amerykanie w ciągu 7 lat potrafiliby rozwinąć technikę lotów kosmicznych od kilkunastominutowego lotu na orbicie wokółziemskiej jednego człowieka do trwającego około 10 dni lotu załogowego na długości ponad 800,000 kilometrów i doprowadzić do lądowania na Księżycu pierwszego człowieka w dniu 21 lipca 1969 roku?"
– Cóż, Rosjanom się to prawie udało, dlaczego nie miałoby się to udać Amerykanom? Chociaż, wbrew stwierdzeniu, że byli „w stanie powtórzyć to 5 razy bez żadnych problemów" (zbywając ten szósty, feralny lot Apollo 13 machnięciem ręki) – już sam lądownik Apollo 11 o mało co nie roztrzaskał się o skały – dopiero sam Neil Armstrong ręcznie zmienił planowane miejsce lądowania. To niby nie był problem?

KO: Co to znaczy, że Rosjanom się prawie udało, skoro nawet nie doszło do próby wysłania statku załogowego na Księżyc?

JS: To znaczy, że mieli lądownik kosmiczny, skafandry kosmiczne oraz rakietę N-1, teoretycznie zdolną wynieść je na Księżyc. Niestety dla nich, podczas czterech prób startu rakieta czterokrotnie zawiodła. http://www.russianspaceweb.com/l3.html

KO: Czyli nawet nie oderwali się od Ziemi do lotu na Księżyc. Twierdzenie w tym wypadku, że prawie im się udało polecieć na Księżyc, jest przesadzone.

JS: Przesadzone? Mieli gotowy, przetestowany w kosmosie lądownik księżycowy. Nie mieli tylko rakiety. Gdyby N-1 zadziała sprawnie, zaryzykowali by lot na Księżyc. To nie jest przesadzone stwierdzenie.

KO: To tak jakby ktoś przygotował się do podróży z Polski do Australii i nawet nie wyszedł przed dom, a pan stwierdziłby, że prawie dojechał do Australii.

JS: Pańska analogia jest błędna. Zaoferuję swoją: To tak jakby pan swoim starym samolotem wielokrotnie doleciał do Chin i z powrotem i miał nadzieję, że w nowym doleci do Australii. Niestety, nowy samolot zawodzi.
Autor pyta dalej: „Jak zatem wytłumaczyć to, że mając tak ogromne doświadczenie w załogowych lotach na Księżyc, Amerykanie nie potrafili zrobić nawet dobrej stacji kosmicznej na orbicie wokółziemskiej?"
– A wytłumaczenie jest bardzo proste – stacją kosmiczną nie da się polecieć na Księżycu. Programy Sojuz i Mir były po prostu rosyjską próbą wyjścia z twarzą z wyścigu na Księżyc. Kiedy stało się dla nich jasne, że wyścig przegrali, uruchomili już PO lądowaniu Amerykanów program stacji orbitalnych. Daty są podane w artykule, proszę sprawdzić - Lądowanie na Księżycu – rok 1969. "Sojuz" – lata 1971 – 1982. „Mir" – rok 1986.

KO: Chodzi o to, że zapewnienie warunków potrzebnych do przeżycia załogi na tak ogromnym dystansie w praktycznie otwartej przestrzeni kosmicznej powinno było zaowocować bardzo wymiernymi doświadczeniami w zakresie długiego przebywania ludzi w kosmosie. Tymczasem nic takiego się nie stało. W końcu Amerykanie musieli uznać, że nie są w stanie samodzielnie zbudować stacji orbitalnej i musieli dogadać się z Rosjanami o korzystanie z ich "Mira".

JS: I zaowocowało, czego rezultatem był Skylab. A potem Amerykanie uznali,
że taniej jest się dogadać z Rosjanami i tak zrobili.

KO: Ponieważ Amerykanie od samego początku mieli ze swoją stacją ogromne problemy.

JS: Wynikające z uszkodzeń powstałych podczas startu. W porównaniu z pierwszymi próbami Rosjan i tak mieli więcej powodzenia ze swoją stacją.

KO: Tym bardziej potwierdza to stwierdzenie, że nie byli w stanie zbudować i utrzymać takiej stacji.

JS: W jaki sposób doszedł pan do tego wniosku?

KO: Powtórzę po raz kolejny - w taki sposób, że mając doświadczenia z tak długiego i skomplikowanego lotu właściwe zaprojektowanie i zbudowanie sprawnie działającej stacji orbitalnej powinno być uwieńczone sukcesem.
Jeżeli Rosjanie byli w stanie zbudować taką stację bez lotu na Księżyc, to Amerykanie mając takie doświadczenia powinni to byli zrobić znacznie łatwiej i szybciej. Ale tego nie zrobili - tak, jakby z misji księżycowych nie wyciągnęli żadnych wniosków w tym zakresie.

JS: Tym co zawiodło u Rosjan, nie były systemy podtrzymywania życia, ale napęd. Stacja kosmiczna napędu nie potrzebuje. Więc doświadczenia USA i ZSSR w dziedzinie budowy stacji kosmicznych było mniej więcej takie samo. Różnica polega na tym, że Amerykanie zaprzestali budowy dalszych stacji, a Rosjanie nie, ponieważ była to dla nich jedyny sposób na zachowanie twarzy.

KO: Amerykanie zaprzestali korzystania ze stacji, bo nie wiedzieli jak to taką stację trzeba zbudować.

JS: Stacja Skylab została przecież zbudowana. Tak samo jak ISS, po części amerykańska, też jakoś działa.

KO: Mając za sobą rzekomych siedem załogowych lotów na Księżyc nie potrafili zbudować stacji, która zapewniałaby podstawowe warunki do przeżycia dla ludzi. Jak zatem przeżyli astronauci podróżujący na Księżyc?

JS: Ponieważ m.in. jej panele słoneczne uległy uszkodzeniu. To jest zupełnie inna para kaloszy - nie widzi pan tego? Czy amerykańskie i rosyjskie lądowniki miały panele słoneczne?
Na koniec autor wyraża zdziwienie co do braku naśladowców: „Cel został osiągnięty, więc każdy kto poleciałby teraz na Księżyc, będzie zaledwie "drugim", więc nie ma po co tego robić. Proste?" Proste.
Oczywiście, drugim, skrzętnie przemilczanym przez autora powodem są pieniądze – mimo wszystko łatwiej wspiąć się na Mount Everest niż polecieć znowu na Księżyc. Doprawdy, sugerowanie, jakoby Polaków byłoby stać na wysłanie człowieka na Księżyc dowodzi tylko braku
wiedzy na temat realiów i kosztów takiego przedsięwzięcia.

KO: Nie zrozumiał pan mojej przenośni.
Poza tym twierdzi pan teraz to samo co ja: że łatwiej jest wyjść z domu na podwórko niż pojechać do miasta oddalonego o 1000 kilometrów od domu.

JS: Teraz? Przecież nie podałem tego twierdzenia w wątpliwość, kiedy użył pan go po raz pierwszy w odniesieniu do lotu Gagarina, zamiast tego podając przykłady innych osiągnięć Rosjan. Innymi słowy, zgodziłem się od razu, że trudno porównywać lot suborbitalny z lądowaniem na Księżycu.
I to "wychodzenie na podwórko" jest dokładnie tym, czym zajmowano się od czasu ostatniego lądowania na Księżycu, czyż nie? Właśnie z powodu braku pieniędzy i motywacji.

KO: Proszę o rozwinięcie i uzasadnienie pańskiego twierdzenia, że korzyści z eksploracji kosmosu są zbyt małe w porównaniu do kosztów.

JS: Proszę o rozwinięcie i uzasadnienie pańskiego twierdzenia, że nawet Polska mogłaby sobie pozwolić na program kosmiczny. To pan powinien udowodnić swoje stwierdzenie, że tak jest, zanim pan zażąda ode mnie dowodów na to, że tak nie jest.

KO: Proszę pana, proszę jeszcze raz przeczytać to, co napisałem w opracowaniu:
"Czy dla nas, Polaków, nie byłoby ogromną nobilitacją wśród narodów świata, gdybyśmy wysłali na Księżyc naszych rodaków? Oczywiście, że byłoby to dla nas powodem do wielkiej dumy, niezależnie od tego, czy Polak stanąłby na Księżycu jako drugi czy jako pięćdziesiąty drugi człowiek w historii. To nie jest osiągnięcie, o którym dzisiaj mówią wszyscy, a o którym następnego dnia nikt nie pamięta - to są wydarzenia wpisujące się na zawsze w historię ludzkości."
Gdzie tu jest mowa o tym, że Polska mogłaby sobie pozwolić na taki program kosmiczny? Gdzie ja powiedziałem, że bylibyśmy w stanie wysłać człowieka na Księżyc?

JS: Jak to, gdzie jest mowa? "Czy dla nas, Polaków, nie byłoby ogromną nobilitacją (...)" Jest mowa o Polakach? Jest. Jest mowa o kosztach? Nie ma. Czy może chciał pan napisać "Czy dla nas, Polaków, nie byłoby ogromną nobilitacją wśród narodów świata, gdybyśmy wysłali na Księżyc
naszych rodaków, pomimo iż nas na to nie stać?"

KO: Proszę mi nie wmawiać tego, czego nie napisałem.

JS: W porządku - więc co pan chciał powiedzieć, mówiąc o tych Polakach?

KO: Dokładnie to co napisałem.

JS: Więc proszę napisać mi jeszcze raz, używając innych słów, bo wyszło na
to, że nie jestem w stanie zrozumieć, co pan miał na myśli

KO: Na to wygląda.
To tak, jakby pan twierdził, że skoro Mount Everest został zdobyty, więc nie byłoby sensu się na niego wspinać. Ja twierdzę, że takie opowieści w odniesieniu do Księżyca są kompletnie bzdurne, ponieważ wylądowanie na jego powierzchni byłoby dla każdego państwa ogromną nobilitacją - również dla Polski. Czy wyraziłem się wystarczająco jasno?

JS: Nie. To tak, jakbym twierdził, że skoro Mount Everest został zdobyty, więc nobilitacja związana z byciem pierwszym na przykład Polakiem na Mount Everest nie usprawiedliwiałaby kosztów tego przedsięwzięcia. Dlatego w kosmosie nie ma polskiej stacji kosmicznej, ani na Księżycu nie było polskiej misji załogowej. Ba - nie ma nawet polskich satelitów, wystrzelonych przez polskie rakiety. Bo nas po prostu na to nie stać.

KO: Tylko że ja nigdy nie twierdziłem że nas na to stać.

JS: I wracamy do punkty wyjścia - skoro nas na to nie stać, to co robią Polacy w pańskiej analogii?

KO: Mówi pan, że zabrakło pieniędzy i motywacji? Mówi pan, że jest nieekonomiczne wydanie na przykład 50 miliardów dolarów na loty kosmiczne, których efekty w postaci wyników badań, nowych technologii, nowych produktów, itd. za 5 czy 10 lat będą się zwracać się w gospodarce wielkościami 10 miliardów dolarów każdego roku i będą to zyski coraz większe? Mówi pan, że to jest nieopłacalne?

JS: Najwyraźniej, sądząc po ilości programów kosmicznych... jest.

KO: Ponawiam więc pytanie: dlaczego zaprzestano lotów na Księżyc i dlaczego trzeba było czekać następnych kilkanaście lat na regularne załogowe misje orbitalne?

JS: Ponawiam odpowiedź - bo uznano to za nieopłacalne. A poza tym, odpowiadając konkretnie, bo już wydano te pieniądze, które zaczęły się zwracać.

KO: A zatem po co teraz Amerykanie znowu chcą polecieć na Księżyc? Dla prestiżu? Dla sławy? Bo nie mają co zrobić z pieniędzmi?

JS: Mamy już rok 2007 - po prostu czasy się zmieniły. To powinno być oczywiste. Technologie staniały i zostały rozwinięte, więc loty kosmiczne stały się tańsze.

KO: Tańsze? Jedna misja wahadłowca to koszt - o ile się orientuję - 150 - 200 milionów dolarów - i to jest tylko stosunkowo krótki lot orbitalny.

JS: Tak naprawdę jest to 450 milionów dolarów.

KO: Ile dzisiaj kosztowałby lot na Księżyc - gdyby to było technicznie możliwe? 50 razy tyle? 100 razy?
JS: http://www.nasa.gov/pdf/54873main_budget_chart_14jan04.pdf

KO: 2018 – 2019 rok "First Human Lunar Mission" :)
...a wahadłowce miały być 10 razy tańsze w eksploatacji i gotowe do ponownego startu w ciągu kilku dni od zakończenia misji. Papier przyjmie wszystko.

JS: Nie twierdzę, że NASA nie przekroczy tego budżetu, niemniej jednak, jest to odpowiedź na pańskie pytanie.

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,420,688 Unikalnych wizyt