"Katrina" w USA, zamieszki we Francji

Data publikacji: 1 lutego 2006 roku

Nie sposób pominąć milczeniem wydarzeń sprzed kilku miesięcy, które przykuwały uwagę całego świata ze względu na skalę tragedii, złości i nienawiści, z jaką ludzi zwrócili się przeciwko sobie w trudnej sytuacji. Mam tu na myśli skutki huraganu Katrina w USA oraz zamieszki na tle rasowym we Francji. Te wydawałoby się odległe wydarzenia łączy to samo: ogromne zaniedbania z przeszłości, które teraz wybuchają ze zwielokrotnioną siłą.
Świat z przerażeniem oglądał obrazy z USA, przede wszystkim z Nowego Orleanu, który został prawie zmieciony z powierzchni ziemi. Ci z jego mieszkańców, którzy nie zdążyli się ewakuować lub nie chcieli tego zrobić, skazali się na piekło. Wobec ogromnej skali kataklizmu, rażących zaniedbań ze strony amerykańskich władz, w obliczu śmierci, ludzie wręcz rzucili się sobie do gardeł. Wzajemne grabieże, zabójstwa i gwałty stały się normalnymi zjawiskami codziennego życia. Jawnie rasistowskie doniesienia amerykańskich mediów również. Przypomnę tu tylko najbardziej znane doniesienia, w których biali Amerykanie znajdowali jedzenie w sklepach, podczas gdy kolorowi, a przede wszystkim czarni, kradli je w sklepach. Świat patrzył, jak w tym rzekomo najbardziej rozwiniętym państwie świata, ludzie umierali na ulicach z głodu, pragnienia i braku lekarstw.
W wyniku przejścia huraganu życie straciło ponad 1,200 ludzi, a straty szacowane są na grubo ponad 100 miliardów dolarów. Dzisiaj, czyli ponad 5 miesięcy od tamtych wydarzeń, nadal poszukiwanych jest ponad 3,200 ludzi. Z obszarów objętych zniszczeniami ewakuowanych zostało około 400,000 ludzi, z których zaledwie około 100,000 do tej pory wróciło do swoich domów. Reszta nadal mieszka w motelach, hotelach, schroniskach, u rodziny czy znajomych czy wręcz koczuje na ulicach. Ostatnie doniesienia amerykańskich władz mówią, że nie zostaną odbudowane dzielnice Nowego Orleanu położone najbliżej rzeki Missisipi, czyli zamieszkane przez najbiedniejszych mieszkańców, głównie Murzynów. Tak będzie taniej, a rzece Missisipi zostaną przywrócone jej naturalne tereny rozlewowe, co uchroni Nowy Orlean przed podobnymi katastrofami w przyszłości. Niestety, władze amerykańskie nie mówią, gdzie mają się podziać dziesiątki tysięcy ubogich ludzi, którzy zamieszkiwali te dzielnice.

Wiele było wstrząsających scen, które widzieliśmy w telewizyjnych relacjach z USA. Mnie w pamięci najbardziej utkwiły dwie z nich.
Pierwsza to wystąpienie przedstawicielki amerykańskich władz, która przed kamerami oznajmiła, że w rejon zniszczeń, głównie do Nowego Orleanu, kierowane są duże oddziały Gwardii Narodowej i wojska upoważnionych do użycia broni palnej w celu zaprowadzenia porządku, po czym dodała: I mamy nadzieję, że jej użyją. Zabrzmiało to tak, jakby mówiła: Zróbcie wreszcie tam porządek i pozabijajcie tę....
Drugi obraz to scena z lotniska, gdzie samolot transportowy przywiózł kilka, może kilkanaście ton pomocy w postaci wody pitnej, żywności, lekarstw. W sytuacji, kiedy dla tysięcy ludzi, przede wszystkim chorych, bezcenna jest każda minuta widzimy, jak żołnierze wspaniałej amerykańskiej armii rozładowują ten samolot... ręcznie. Ustawiają się w rządku i paczka po paczce podają sobie z rąk do rąk przywieziony ładunek. Kilka, może kilkanaście ton ładunku, paczka za paczką, godzina za godziną... Po co się spieszyć? Po co rozładowywać samolot na przykład wózkami widłowymi? Nie ma pośpiechu. Ludzie umierają? Niech umierają, my tylko wykonujemy rozkazy...

Na pozostałych Amerykanach wydarzenia z Nowego Orleanu bynajmniej nie zrobiły większego wrażenia. W dniu uderzenia huraganu, czyli 29 sierpnia 2005 roku, w Nowym Jorku rozpoczął się turniej tenisowy US Open. W ciągu następnego tygodnia, kiedy na południu USA tysiące ludzi walczyło o życie, korty w Nowym Jorku odwiedziła rekordowa w całej historii turnieju liczba 392,000 widzów.

Żałoba narodowa została ogłoszona 3 września na dni 5 i 6 września, z czego 5-go września był Labor Day, czyli dzień wolny od pracy. Czyli jak mówi stare powiedzenie business is business i nie może być nieuzasadnionych przestojów w gospodarce. To samo było też widoczne po zamachach z 11 września 2001 roku, kiedy Amerykanie byli wręcz zmuszani przez propagandę do zabawy, chodzenia na zakupy, na mecze, do kin, co miało rzekomo dać kolejny dowód na niezłomność amerykańskiego narodu, którego nie są w stanie złamać nawet najgroźniejsi terroryści. Obowiązek wydawania pieniędzy i tworzenia popytu szczególnie wtedy urósł wręcz do obywatelskiego obowiązku każdego Amerykanina.
W Ameryce biznes to podstawa i nawet taka tragedia jak huragan Katrina jest okazją do zarabiania pieniędzy przez firmy turystyczne, które oferują wycieczki po zniszczonych dzielnicach Nowego Orleanu. Po trupach do pieniędzy...

Rozruchy we Francji rozpoczęły się 27 października 2005 roku i trwały przez następnych kilka tygodni, skutkując między innymi spaleniem ponad 10,000 samochodów, zniszczeniami budynków użyteczności publicznej, rannymi oraz wprowadzeniem stanu wyjątkowego. Przyczyną zamieszek była śmierć dwóch nastolatków pochodzących z biednych rodzin imigrantów, za którą imigranci obwinili francuskich policjantów. W zamieszkach uczestniczyli przede wszystkim imigranci z Afryki, w tym z byłych francuskich kolonii. Tysiące ludzi, którzy przez dziesięciolecia spychani byli na margines życia społecznego, wykonując z reguły najgorsze i najmniej płatne prace. Pozornie opłacało się to zarówno Francji, ponieważ państwo miało zasoby taniej i mało wymagającej siły roboczej, jak i samym imigrantom, którzy mimo wszystko mogli żyć na wyższym poziomie, niż w krajach które opuścili. Ale czas pokazał, że dla większości z nich awans społeczny jest zamknięty, z czym nie mogą się pogodzić.

Podobna sytuacja jest w Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Niemczech... Przykład wydarzeń z USA po przejściu huraganu Katrina stanowi jaskrawy dowód tego, że ludność napływowa, traktowana była i jest jako ludzie niższej kategorii, przeznaczona głównie do pracy na rzecz "lepszych" ludzi. Zachód, umożliwiając napływ ludności do swoich państw, zapomniał o tym, że nie ma "darmowych obiadów" i że polityka minimalizacji kosztów siły roboczej wcześniej czy później musi się źle skończyć. To, co wydarzyło się w USA na przełomie sierpnia i września 2005 roku stanowi tylko namiastkę wydarzeń, do których może dojść w przypadku gwałtownego i głębokiego kryzysu gospodarczego, kiedy miliony napływowej ludności zrozumieją, że nie dość, że całe pokolenia ich przodków i oni sami pracowali na rzecz swoich "dobrodziejów", to w końcu zostali bez środków do życia i bez żadnej pomocy, za to z powszechnie dostępną bronią palną.
A przecież skala nieludzkiego wyzysku ludzi, szczególnie w USA, jest przerażająca. Szacuje się, że w czasie trzech stuleci trwania oficjalnego niewolnictwa w Stanach Zjednoczonych siłą przywieziono tam z Afryki około 20 milionów niewolników. Ilość zabitych w czasie polowań i transportu jest prawdopodobnie 4 - 5 razy większa (!) (za http://www.okiem.pl/) Czy mogą zatem dziwić wydarzenia z USA, skoro to państwo zostało zbudowane na dziesiątkach milionów ludzkich trupów? Czy może dziwić to, że USA wszem i wobec trąbią o poszanowaniu praw człowieka, sami wykonując niedawno tysięczny wyrok śmierci? Czy może dziwić to, że każdego roku w USA zabija się nawzajem 20,000 ludzi? Czy może dziwić to, że wywoływanie wojen i uczestnictwo w nich to podstawowe dążenie amerykańskich przywódców? Czy może dziwić to, że amerykańska gospodarka opiera się na produkcji zbrojeniowej? Czy może dziwić to, że wojna uzasadnia i podtrzymuje rozwój USA, skoro 30% siły roboczej USA pracuje w sektorze zbrojeniowym? Wojna jest siłą napędową amerykańskiej gospodarki, śmierć, zniszczenie i destrukcja jest tym, co przynosi największe zyski amerykańskim firmom. Ten kraj nie może funkcjonować w stanie pokoju, ten kraj nie może funkcjonować bez wojny. Ktoś policzył, że od zakończenia II Wojny Światowej Stany Zjednoczone przeprowadziły różnego rodzaju operacje wojskowe na terenie blisko 50 innych państw! Czy tak postępuje państwo, któremu zależy na spokoju na świecie?

Czy wiemy, jaki jest obecnie najlepszy w USA biznes mając na uwadze stosunek oczekiwanego zysku do poniesionych nakładów i czasu ich zwrotu? Nanotechnologie? Informatyka? Telekomunikacja? Biotechnologie? A może podbój kosmosu? Nie. Najlepszym obecnie biznesem w USA jest budowa więzień. Amerykański system społeczno - prawny jest wydajnym producentem wszelkiej maści przestępców, dla których potrzeba ponad 1,500 nowych miejsc w więzieniach. Każdego tygodnia mniej więcej tylu ludzi otrzymuje wyroki i ląduje w celach. Na czym polega ten biznes? Otóż więźniowie w USA w ramach wyroków pracują za znacznie niższe wynagrodzenie niż obowiązujące dla normalnych pracowników, często wykonując pełnowartościowe prace, na przykład produkcyjne, dzieląc się przy tym zarobionymi pieniędzmi z więzieniem. W oczywisty sposób więzienia są traktowane jako zaplecza taniej siły roboczej co sprawia, że wiele małych miejscowości walczy (!) o budowę na ich terenie więzień, bo skoro powstanie u nich więzienie, będzie tania siła robocza, która z kolei przyciągnie kapitał inwestycyjny, na czym skorzystają wszyscy mieszkańcy. Tak więc oczywistą rzeczą jest, że amerykański przemysł więzienny (tak się oficjalnie nazywa) będzie robił wszystko, aby zasoby taniej siły roboczej w postaci więźniów rosły, bo to oficjalnie pobudza rozwój gospodarczy, szczególnie małych, prowincjonalnych ośrodków i nabija kabzę prywatnych firm, w których posiadaniu znajdują się prawie wszystkie więzienia w USA. Taki stan rzeczy sprawia, że każdy kto rzeczywiście będzie dążył do zmniejszenia liczby więźniów w USA zostanie uznany za zdrajcę i wichrzyciela, który chce doprowadzić do osłabienia potęgi USA (!) A nie są to puste słowa, bo armia współczesnych niewolników w USA rośnie z tygodnia na tydzień, już obecnie osiągając wielkość kilkuset tysięcy ludzi.

Poruszone przeze mnie tematy nie są jednak niczym nowym w historii ludzkości, szczególnie w odniesieniu do USA, które nazywane są "tyglem narodów". Mniejsza skala tego zjawiska występuje w wielu krajach zachodniej Europy, gdzie podziały społeczne są również bardzo wyraźne. Wydarzenia, do jakich może dojść z tego powodu, mogą doprowadzić do całkowitego rozkładu istniejących struktur społeczno - gospodarczych. Historia lubi się powtarzać, a takie wydarzenia już kiedyś miały miejsce.

Następnie Daniel udał się do Arioka, któremu król wydał polecenie, by pozabijał mędrców babilońskich, i tak powiedział do niego: "Nie zabijaj mędrców babilońskich! Wprowadź mnie przed króla, a podam królowi znaczenie [snu]". Ariok zaprowadził szybko Daniela do króla i tak powiedział do niego: "Znalazłem męża spośród uprowadzonych z Judy, który oznajmi królowi znaczenie [snu]". Król zwrócił się i powiedział do Daniela, który nosił imię Belteszassar: "Czy możesz rzeczywiście wyjawić mi sen, jaki widziałem, i jego znaczenie?" Daniel odpowiedział wobec króla: "Tajemnicy, o którą król pyta, nie zdołają wyjawić ani mędrcy, ani wykładacze snów, ani wróżbici, ani astrologowie. Jest jednak Bóg w niebie, który odsłania tajemnice, i On oznajmia królowi Nabuchodonozorowi, co nastąpi przy końcu dni. Twój sen i widzenia, jakie miałeś na swym łożu, są następujące: Ciebie, królu, na twym łożu ogarnęły myśli, o tym, co ma później nastąpić. Ten zaś, który odsłania tajemnice, wyjawił tobie, co się stanie. Co do mnie zaś, tajemnica ta stała mi się wiadoma nie dlatego, jakobym był mędrszy od wszystkich ludzi, lecz aby udzielić wyjaśnienia królowi, a ty, byś rozumiał myśli swego serca.
Ty, królu, patrzyłeś: Oto posąg bardzo wielki, o nadzwyczajnym blasku stał przed tobą, a widok jego był straszny. Głowa tego posągu była z czystego złota, pierś jego i ramiona ze srebra, brzuch i biodra z miedzi, golenie z żelaza, stopy zaś jego częściowo z żelaza, częściowo z gliny. Patrzyłeś, a oto odłączył się kamień, mimo że nie dotknęła go ręka ludzka, i ugodził posąg w jego stopy z żelaza i gliny, i połamał je. Wtedy natychmiast uległy skruszeniu żelazo i glina, miedź, srebro i złoto - i stały się jak plewy na klepisku w lecie; uniósł je wiatr, tak że nawet ślad nie pozostał po nich. Kamień zaś, który uderzył posąg, rozrósł się w wielką górę i napełnił całą ziemię. Taki jest sen, a jego znaczenie przedstawimy królowi. Ty, królu, królu królów, któremu Bóg Nieba oddał panowanie, siłę, moc i chwałę, w którego ręce oddał w całym zamieszkałym świecie ludzi, zwierzęta polne i ptaki powietrzne i którego uczynił władcą nad nimi wszystkimi - ty jesteś głową ze złota. Po tobie jednak powstanie inne królestwo, mniejsze niż twoje, i nastąpi trzecie królestwo miedziane, które będzie panowało nad całą ziemią. Czwarte zaś królestwo będzie trwałe jak żelazo. Tak jak żelazo wszystko kruszy i rozrywa, skruszy ono i zetrze wszystko razem. To, że widziałeś stopy i palce częściowo z gliny, częściowo zaś z żelaza, [oznacza, że] królestwo ulegnie podziałowi; będzie miało coś z trwałości żelaza. To zaś, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną, a palce u nóg częściowo z żelaza, częściowo zaś z gliny [oznacza, że] królestwo będzie częściowo trwałe, częściowo zaś kruche. To, że widziałeś żelazo zmieszane z mulistą gliną [oznacza, że] zmieszają się oni przez ludzkie nasienie, ale nie będą się odznaczać spoistością, podobnie jak żelazo nie da pomieszać się z gliną.
W czasach tych królów Bóg Nieba wzbudzi królestwo, które nigdy nie ulegnie zniszczeniu. Jego władza nie przejdzie na żaden inny naród. Zetrze i zniweczy ono wszystkie te królestwa, samo zaś będzie trwało na zawsze, jak to widziałeś, gdy kamień oderwał się od góry, mimo że nie dotknęła go ludzka ręka, i starł żelazo, miedź, glinę, srebro i złoto. Wielki Bóg wyjawił królowi, co nastąpi później; prawdziwy jest sen, a wyjaśnienie jego pewne".
(Dn 2, 24 - 44)


Wydarzenia ostatniego roku pokazały nam, jak bardzo krucha jest siła utrzymująca równowagę społeczną zarówno w USA, jak i w niektórych krajach Europy. Nie ma czynnika spajającego w całość różnych ludzi, nie ma wspólnych dążeń, nie ma wspólnych celów. Byliśmy świadkami namiastki tego co się może stać, jeżeli ta krucha równowaga zostanie naruszona na dużą skalę.

happy_new_year.JPGMedia nie ustają w utwierdzaniu nas, że jedynym supermocarstwem świata są Stany Zjednoczone. Równocześnie tą samą drogą docierają do nas informacje, które wyraźnie pokazują, że wcale tak nie jest.
Jak wiadomo, najbardziej zaawansowane technologicznie państwa świata budują na orbicie okołoziemskiej Międzynarodową Stację Kosmiczną (ISS). 6 stycznia 2006 roku została podana informacja o tym, że Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA, najpotężniejsza agencja kosmiczna świata, dysponująca najnowszymi technologiami i gigantycznymi funduszami, po powszechnie znanych problemach i katastrofach wahadłowców nie ma czym wynieść własnych astronautów na ISS. Amerykański Kongres w przyspieszonym tempie uchwalił ustawę zezwalającą USA na korzystanie z rosyjskich technologii kosmicznych, równocześnie puszczając w niepamięć doniesienia o możliwym wpieraniu przez Rosję irańskiego programu jądrowego. Oznacza to, że amerykańskich astronautów będą wynosić w kosmos Rosjanie przy użyciu własnych statków Sojuz do roku co najmniej 2011. Amerykanie za każdego astronautę będą płacić Rosjanom po około 22 miliony dolarów. Jest to dla nich jedyne rozwiązanie, ponieważ rozsypujące się ostatnie egzemplarze amerykańskich wahadłowców nie nadają się obecnie do lotów i jest niemal pewne, że przez najbliższe co najmniej kilkanaście lat NASA nie będzie mieć nowych, efektywnych, bezpiecznych pojazdów zdolnych do wyniesienia ludzi na orbitę. Tym samym jedynym państwem na świecie mającym technologię i pojazdy zdolne do regularnego wynoszenia ludzi na orbitę i sprowadzania ich na ziemię jest Rosja, często przez samych Amerykanów traktowana z wysoka i wyśmiewana za zacofanie cywilizacyjne i techniczne. Dla wielu ludzi jest szokiem to, że Ameryka straciła na długie lata możliwości samodzielnego załogowego operowania nawet na orbicie wokółziemskiej.
Pojawiające się co jakiś czas informacje ze strony NASA o planowanym na przykład załogowym locie na Marsa są oczywistą kpiną i propagandą bez pokrycia. Te rzekomo realistyczne plany można co najwyżej odłożyć na półkę z kiepską literaturą science - fiction.

Patrząc na osiągnięcia techniczno - inżynieryjne ostatnich lat mizerny dorobek USA jest jeszcze bardziej widoczny. Francja oddała do użytku najwyższy wiadukt świata, zachodnioeuropejskie konsorcjum Airbus zbudowało największy samolot pasażerski świata - Airbusa A380, a firma jako całość skutecznie konkuruje z amerykańskim Boeingiem na globalnym rynku samolotów pasażerskich, odbierając mu światowy prymat już w kilku obszarach. Unia Europejska dokonała kolejnego poszerzenia, zwiększając tym samym wielkość rynku do ponad 400 milionów ludzi. W ostatnim czasie Unia Europejska rozpoczęła również wynoszenie na orbitę satelitów tworzących najnowszy system pozycjonowania i nawigacji satelitarnej Galileo, który w przeciwieństwie do amerykańskiego systemu GPS będzie systemem przede wszystkim cywilnym, bardziej dokładnym i nie posiadającym możliwości jego wyłączenia, co można zrobić w systemie amerykańskim. W pracach nad systemem Galileo biorą udział również polscy naukowcy, opracowując i budując między innymi system synchronizacji czasu satelitów. Również Unia Europejska buduje w Europejskim Ośrodku Badań Jądrowych (CERN) pod Genewą największy akcelerator cząstek na świecie, umożliwiający prowadzenie jeszcze bardziej dokładnych badań nad materią (jeszcze większy akcelerator miał powstać w USA, ale środki na jego budowę zostały przesunięte na amerykańskie wojny). W pracach CERN również bierze udział wielu polskich naukowców. Chińczycy w 2003 roku wysłali człowieka w kosmos, Azjaci budują najwyższe budynki świata, coraz bardziej dynamicznie rozwijają swoje gospodarki. A co robi Ameryka? Ameryka zgodnie z planem rozbiła o kometę sondę kosmiczną, co część naukowców przyjęła z zachwytem, a pozostali zastanawiali się do czego to było potrzebne. Kilkanaście dni temu NASA wystrzeliła sondę, która za 9 lat ma zbadać Plutona. I to właściwie wszystko. Ucichła sprawa odbudowy WTC, Bin Laden też już przestał ich interesować. Ameryka woli wywoływać wojny, woli śmierć i destrukcję, woli prowokacje i kłamstwa, woli wprowadzać całkowitą inwigilację własnych obywateli, woli budować coraz to nowsze, droższe i bardziej niszczycielskie rodzaje broni (Ameryka ma obecnie ponad 10,200 głowic atomowych o różnej sile i środki przenoszenia umożliwiające ich użycie w każdym czasie i w każdym miejscu na Ziemi).

Widziałem niedawno polski plakat propagandowy z 1950 roku. Na plakacie przedstawiony był regał z półkami, na których leżały bomby. Półki były opisane: "na szkoły", "na szpitale", "na drogi", a całość była zatytułowana "Amerykańskie wydatki budżetowe". Jak widać, przez ostatnie 50 lat zmieniło się tylko to, że amerykańskie wydatki budżetowe "na szkoły, szpitale i drogi" są coraz większe.

Wszystko to robione jest kosztem zdrowia i życia milionów ludzi, w tym również własnych obywateli. Ale w przyrodzie nic nie ginie, o czym świadczą między innymi wydarzenia z Nowego Orleanu i Francji. A kto sieje wiatr, ten zbiera burze.

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,431,540 Unikalnych wizyt