Tragedia w Katowicach

Data publikacji: 1 marca 2006 roku

Tragedia w Katowicach była kolejnym wydarzeniem w ciągu ostatniego roku, które każe znacznie bardziej realnie spojrzeć na trendy długookresowe dotyczące Polski. W wyniku tych wydarzeń zdecydowałem o przeniesieniu do Archiwum działu Cykl Milenijny Polski oraz opracowania z działu Myśli dotyczącego wpływu śmierci Jana Pawła II na zmianę ku lepszemu naszego podejścia do życia. Opracowania te wobec oczywistych faktów dziejących się w rzeczywistym świecie uznaję za w dużej części nieaktualne lub przesuwające ich realizację znacznie dalej, niż w ciągu najbliższych dziesięcioleci.

Katowicka tragedia pokazała, jak ogromna jest skala zaniedbań w zakresie podstawowych, elementarnych ludzkich działań, pokazała to, że w imię zysku ludzie ciągle gotowi są ryzykować zdrowie i życie tysięcy innych ludzi.
Trudno określać winę poszczególnych ludzi - to zrobią sądy. Jednak nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości, że wina za to co się stało spoczywa na dziesiątkach ludzi. Po katastrofie nagle zaczęli się pojawiać ludzie, którzy wiedzieli od dawna, że hala ma mniejsze czy większe usterki, że dochodziło tam od dłuższego czasu do szeregu zaniedbań. Dlaczego ci ludzie mówią o tym dopiero teraz? Co zrobili mając te informacje, żeby zapobiec tragedii? A może niczego nie zrobili?
Niczego naszych decydentów i ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo obiektów nie nauczyły podobne niedawne wydarzenia w Rosji i w Niemczech. Nie podjęto własnych, oddolnych inicjatyw mających doprowadzić do nie dopuszczenia do wystąpienia takiej tragedii w Polsce. Za to po tragedii w Katowicach wybuchła prawdziwa panika odśnieżania i sprawdzania obiektów. Kto żyw ruszył z łopatami w rękach do zrzucania śniegu z dachów nawet tam, gdzie absolutnie nie było to konieczne. W rezultacie w pierwszym tygodniu paniki odśnieżania w Polsce spadło z dachów 5 osób. W Rzeszowie, gdzie pokrywa śniegu nie przekraczała 20 - 25 centymetrów i gdzie od początku zimy nikt dachów nie odśnieżał, dachy wręcz uginały się od odśnieżających. Dochodziło do tak nienormalnych sytuacji, że w jednym z rzeszowskich przedszkoli do odśnieżenia dachu została skierowana przedszkolna... kucharka. Z jednej skrajności Polska wpadła w drugą skrajność skutkującą tym samym: bezmyślnym, nieodpowiedzialnym narażaniem zdrowia i życia innych ludzi.
Źródłem tej paniki nie jest bynajmniej troska o zdrowie i życie innych ludzi. Podstawowym czynnikiem wywołującym te działania jest skrajny egoizm decydentów i ich strach o własne stołki. Gdyby było inaczej, cała ta akcją byłaby przeprowadzona z głową, a nie na zasadzie pospolitego ruszenia.

Niesmak budzi we mnie postawa mediów, podkreślających jak po raz kolejny polskie społeczeństwo wspaniale zareagowało na nieszczęście, jak powszechna była pomoc dla ofiar oraz ich rodzin, jak to dobrze o nas świadczy. Co za bzdury. Co takiego wspaniałego pokazało polskie społeczeństwo? Pokazało normalną postawę wobec nieszczęścia innych ludzi, postąpiło tak, jak powinno się postępować. Tymczasem normalne, właściwe postępowanie urosło do rangi heroicznych postaw!

Bardzo smutne jest to, ze takie postawy w wymiarze powszechnym nie są codziennością jak powinno być, że musi umrzeć ktoś wielki, że musi się coś zawalić, że muszą zginąć dziesiątki ludzi, żeby takie postawy wyzwolić. Kiedy mijają dni i tygodnie od wydarzenia, kiedy media powoli przestają o tym mówić, kiedy oddziałujący bodziec staje się coraz słabszy, normalność znika. Jest to tym bardziej uderzające, że w Polsce za ludzi wierzących uważa się ponad 90% społeczeństwa. Co to jest zatem za wiara, skoro wyzwala w ludziach ludzkie odruchy tylko od święta, przy okazji tragedii? Dlaczego ludzie nie potrafią być ludźmi na co dzień, ale potrzebują jakiejś tragedii czy śmierci, żeby przynajmniej przez chwilę zachowywać się godnie?
Niestety, nawet śmierć jednego z największych Polaków i jednego z największych ludzi w historii świata - Jana Pawła II - prawie niczego w naszych postawach nie zmieniła. Ludzie jak się zabijali, tak się zabijają, jak kradli tak kradną, jak dawali i brali łapówki tak dalej to robią, jak skakali sobie do oczu, tak dalej skaczą, jak tratowali się na promocjach w hipermarketach, tak dalej się tratują. W skali powszechnej nie zmieniło się nic. Z pewnością są jednostki, które takie wydarzenia poruszają i które pod ich wpływem trwale się zmieniają na lepsze, ale to za mało w skali całego społeczeństwa, to za mało, żeby zmieniły się postawy całego społeczeństwa. A bez trwałej zmiany postaw całego społeczeństwa nie ma co liczyć na poprawę sytuacji Polski w jakimkolwiek wymiarze. Widać to również po tym, że Polska nie ma mądrych przywódców politycznych i być może nawet przez najbliższe dziesięciolecia mieć ich nie będzie - bo niby skąd mają się oni wziąć?

Jak zwierzył się kiedyś jeden z najbliższych współpracowników Jana Pawła II, Papież mocno wierzył w moralną siłę polskiego narodu, w to, że zdoła się on oprzeć nawale zachodniego, konsumpcyjnego stylu życia. Niestety, kiedy Polska otworzyła się na świat, zachodni styl życia wdarł się szturmem do Polski, a to rzekomo silne moralnie społeczeństwo połamało się jak sucha trzcina. Papież był tym bardzo zaniepokojony.
Dzisiaj nawet dla wielu biednych ludzi pieniądz stał się celem samym w sobie. Wielu z tych, którzy dzisiaj cierpią niedostatek chciałoby być bogatszymi niestety nie po to, by godnie żyć, kształcić się i rozwijać własne uzdolnienia, ale po to, żeby kupić sobie "komórki", samochód, komputer, DVD...

Dochodzę do wniosku, że skoro tylko tragiczne wydarzenia są w stanie zmobilizować nas do ludzkich odruchów, i to na krótki czas, to trwałą zmianę może wywołać jedynie jakieś powszechne, traumatyczne wydarzenie, na przykład powszechne zagrożenie życia w wyniku działań wojennych albo głębokiego kryzysu gospodarczego.

Wydarzenia, z jakimi mamy do czynienia w ostatnim czasie są swego rodzaju dzwonkami alarmowymi pokazującymi nam, że jeżeli w powszechnym wymiarze nie zmienimy radykalnie swoich postaw, nasze zaniedbania i tragedie z nich wynikające będą coraz większe. Ważne jest, abyśmy potrafili właściwie odczytywać te wydarzenia i właściwie zmieniać nasze postępowanie. Bez tego nie będzie poprawy w naszym życiu i w naszym kraju, bo bez naszej rozumnej, ciągłej pracy samo z nieba nam nie spadnie. Nie wykorzystując szans, które obecnie mamy, za kilkanaście - kilkadziesiąt lat po raz kolejny w naszej historii możemy mieć poczucie tego, że po kolejnym złotym rogu ostał nam się znowu jeno sznur.

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,420,679 Unikalnych wizyt