12 USA 9/11: Data publikacji: 2 stycznia 2006 roku

Ataki na USA z 11 września 2001 roku,
czyli o samolotach których nie było.


Data publikacji: 2 stycznia 2006 roku

Tym razem przyjrzyjmy się dokładniej wnętrzu wież WTC i zastanówmy się, czy cokolwiek w ich wnętrzu było w stanie zatrzymać na odcinku poniżej 60 metrów uderzające w nie Boeingi 767.
Zamieszczone poniżej trzy ilustracje pochodzą z anglojęzycznej Wikipedii.
Na ilustracjach zostały przedstawione podstawowe wymiary wież WTC, miejsca uderzenia Boeingów, struktura wewnętrzna wież w przekroju podłużnym oraz wygląd przykładowego piętra.
Wymiary podane na ilustracjach wyrażone są w stopach (ft). 1 stopa to długość 0,30479 metra.


wtc51.JPG
wtc52.JPG
wtc53.JPG

wtc54.JPG

Powyżej zamieszczam kolejną ilustrację przedstawiającą oficjalną wersję zawalenia się wież. Nas najbardziej interesuje przekrój poprzeczny wieży znajdujący się po prawej stronie ilustracji z zaznaczonymi kolumnami nośnymi wież.

Zobaczmy teraz dwa zdjęcia wykonane wewnątrz wież WTC. Niech dadzą nam one obraz tego, jak wyglądały piętra wież od środka.



wtc55.jpg

wtc56.jpg

Zamieszczone powyżej dwa zdjęcia wraz z ilustracjami z Wikipedii uświadamiają nam bardzo istotną rzecz. Otóż jak łatwo obliczyć, około 72% powierzchni standardowego piętra wież WTC stanowiły powierzchnie biurowe (Open Plan Office). Oznacza to, że powierzchnia ta stanowiła prawie otwartą przestrzeń, ewentualnie podzieloną według potrzeby lekkimi ścianami działowymi. Około 28% powierzchni piętra stanowiła powierzchnia szybów windowych, schodów, szybów wentylacyjnych, innych instalacji budynku oraz kolumn nośnych. Widać, że i ten obszar w dużej części stanowiła pusta przestrzeń, co najwyżej mogła ona być oddzielona od reszty budynku nieco grubszymi, a zatem i cięższymi, ścianami.

Na przykładzie samolotu uderzającego w południową wieżę WTC przyjrzyjmy się dokładniej sile, z jaką uderzył on w wieżę i postarajmy się odnieść ją do znanych nam już informacji o wewnętrznej budowie wież oraz do pewnego znanego z życia przykładu.
Do obliczeń przyjmiemy, że samoloty miały masę 150,000 kg (150 ton) oraz że poruszały się z prędkością 236,11 m/s (850 km/h) na wysokości 320 metrów.
Całkowita energia każdego z samolotów jest równa sumie ich energii kinetycznej (postępowej) oraz potencjalnej (związanej z wysokością).
Energię kinetyczną obliczymy ze wzoru Ek=(m*V^2)/2. Dla podanych wyżej danych Ek = (150,000*(236,11^2))/2 = 4,1811*10^9 [kg*(m2/s2)].
Energia potencjalna jest równa Ep = m*g*h = 150,000*9,81*320 = 4,7088*10^8 [kg*(m2/s2)], gdzie g - przyspieszenie ziemskie g=9,81 (m/s2).
Suma tych wartości wynosi 4,6520*10^9 [kg*(m2/s2)].
Żeby sobie móc wyobrazić równoważnik tej energii, przeliczmy to na energię samochodu ciężarowego o masie 25,000 kg (25 ton) poruszającego się po ziemi z prędkością 27,78 m/s (100 km/h). Ponieważ h=0, więc poruszająca się ciężarówka posiada tylko energię kinetyczną, która wynosi Ek = (25,000*(27,78^2))/2 = 9,6466*10^6 [kg*(m2/s2)].
Obliczmy teraz, ile razy energia samolotu jest większa od energii ciężarówki: (4,6520*10^9 / 9,6466*10^6) = 482,24, co po zaokrągleniu da wartość 483.
A zatem energia uderzenia każdego z Boeingów o zadanych parametrach jest równa energii równoczesnego uderzenia 483 ciężarówek o zadanych parametrach. Oczywiście istnieją pewne różnice w skutkach uderzenia każdego z tych obiektów, ponieważ ciężarówki mogłyby się poruszać jedynie po ziemi, a uderzenie w wieżę na powierzchni ziemi niesie ze sobą nieco inne skutki niż uderzenie na wysokości 320 metrów. Trzeba jednak stwierdzić, że siła uderzenia każdego z Boeingów byłaby ogromna. Zasadniczą różnicą pomiędzy uderzeniem samolotów a ciężarówek jest to, że w przypadku samolotów ta ogromna energia byłaby skoncentrowana przede wszystkim na powierzchni około 20 m2 przekroju poprzecznego kadłuba, ponieważ w tego typu samolotach masa kadłuba stanowi znaczną część masy całego samolotu. Kadłub byłby więc tą częścią samolotu, która spowodowałaby największe uszkodzenia wież. Prędkość około 236,11 m/s to 1/3 prędkości wylotowej kuli karabinowej wystrzelonej z karabinu Kałasznikowa. Biorąc pod uwagę sam kadłub Boeinga mielibyśmy do czynienia z ważącym około 100 - 120 ton pociskiem lecącym z prędkością 1/3 prędkości kuli karabinowej. Czy struktura wież WTC byłaby w stanie zatrzymać taki pocisk?
Jest dla mnie oczywiste, że żaden z Boeingów nie mógłby się bez szwanku dostać do wnętrza wież. Zewnętrzna elewacja wież WTC składała się z pomocniczych kolumn nośnych przedzielonych przestrzeniami okiennymi wpuszczonymi nieco do środka wież. W momencie uderzenia skrzydła samolotów zostałyby w znacznej części zniszczone, paliwo z uszkodzonych zbiorników skrzydłowych zapaliłoby się, a szczątki skrzydeł spadłyby na ulice pod wieże WTC. Z kolei kadłuba nie byłoby w stanie nic zatrzymać. Znajdujące się wokół głównej osi wież powierzchnie biurowe nie stanowiłyby dla kadłuba prawie żadnej przeszkody, podobnie jak ściany oddzielające środek wież od przestrzeni biurowych. Elementami mogącym nieco wyhamować i rozbić kadłub na mniejsze fragmenty byłyby stropy oraz główne kolumny nośne wież. Jak widzimy na animacji z drugim samolotem uderzającym w wieżę południową, stropy nie stanowiły dla samolotu żadnego problemu - samolot wszedł w wieżę jak w masło. Z kolei kolumny, jak łatwo obliczyć, musiałyby być tak wytrzymałe, że w przypadku pierwszego samolotu uderzającego w północną wieżę, wyhamowałyby samolot na odcinku zaledwie około 27 metrów (!) Tylko co się stało z całą tą energią którą miał samoloty, skoro wieże w momencie uderzenia w nie samolotów nawet nie drgnęły? A przypominam, że wiejący wiatr mógł je odchylać od pionu o prawie 1 metr. Skoro wieże nie drgnęły to znaczy że nie istniała żadna zewnętrzna energia, którą musiałyby zaabsorbować.
Gdyby drugi samolot uderzył w wieżę tak, jak to zostało pokazane na ilustracji, w najgorszym razie zahaczyłby o 3 narożne kolumny nośne, które z całą pewnością nie byłyby w stanie go zatrzymać - co najwyżej mogłyby nieco rozbić kadłub i nieco zmienić tor jego lotu - w każdym razie dalsza droga stałaby przed nim otworem.
Palące się szczątki obydwu samolotów wraz ze szczątkami pasażerów, bagaży i wyposażenia samolotów, jak również wież, powinny były wylecieć po drugiej stronie wież. Ale jak wiemy, tak się nie stało.
Oglądając zdjęcia wież po uderzeniu samolotów widać, że zewnętrzne zniszczenia są prawie identyczne pomimo tego, że pierwszy samolot musiałby zostać zatrzymany na znacznie krótszym odcinku niż drugi samolot ze względu na to, że pierwszy samolot uderzył w dłuższy bok strefy kolumn nośnych, a drugi w narożnik krótszego boku strefy kolumn nośnych. A to oznacza, że południowa wieża WTC stanowiłaby dla drugiego samolotu znacznie mniejszy opór niż wieża północna. Oczywiste staje się, że skutki uderzenia powinny się wyraźnie różnić przy założeniu, że samoloty uderzyłyby tak, jak to jest pokazane na ilustracji.
Przyjmując zupełnie abstrakcyjnie, że samoloty zostałyby zatrzymane przez kolumny nośne wież (a więc w środku wież) należy sobie zdać sprawę z tego, że prawie całe paliwo z głównego zbiornika zapaliłoby się i spłynęłoby w dół schodami oraz spadłoby w dół pustymi szybami windowymi, rozpraszając się na długości co najmniej kilkudziesięciu metrów. Nie mogłoby być kompletnie mowy o podgrzewaniu do temperatury plastyczności kolumn nośnych wież. Tymczasem oficjalna wersja wydarzeń mówi nam, że samoloty co prawda zostały zatrzymane w środku wież, ale paliwo rozlało się tylko po okolicznych piętrach. Bzdura.
Proszę zwrócić uwagę, jakie szkody w Empire State Bulding zrobił bombowiec B-25. A cały B-25 ważył tylko nieco więcej, niż 2 silniki Boeinga 767 i poruszał się z prędkością niecałych 40% prędkości Boeingów 767.

Jakiś czas temu oglądałem na kanale Discovery program o rzeczywistym eksperymencie, jaki w USA w roku 1988 przeprowadziło jedno z laboratoriów badawczych. Eksperyment polegał na czołowym uderzeniu samolotem myśliwsko - bombowym F-4 Phantom w specjalny blok betonowy. Samolot znajdował się na specjalnym, napędzanym silnikami rakietowymi wózku, poruszającym się po torach. W chwili uderzenia w betonowy blok samolot miał prędkość około 215 m/s, a więc bardzo zbliżoną do prędkości Boeingów uderzających w wieże WTC. Długość samolotu F-4 Phantom to 19,1 m, rozpiętość skrzydeł 11,8 m, waga pustego samolotu to 12,700 kg, maksymalna waga to 27,900 kg.
Znalazłem w Internecie stronę laboratorium, które przeprowadziło ten eksperyment http://www.sandia.gov/news-center/video-gallery/ - link do galerii już jest nieaktualny, ale zdjęcia być może są umieszczone w innym miejscu na stronie laboratorium.
Możemy tam znaleźć znakomite zdjęcia z eksperymentu, wykonane szybkim aparatem fotograficznym oraz dwa filmy, w tym jeden wykonany szybką kamerą.
Z informacji podanych na stronie wiemy, że specjalny blok betonowy miał grubość 3,66 metra, a samolot został dociążony balastem wodnym symulującym paliwo. Przyjąłem, że masa samolotu wykorzystanego w eksperymencie wynosiła 20,000 kg.
Poniżej zamieszczam trzy zdjęcia pochodzące ze strony laboratorium w zmniejszonych rozmiarach w stosunku do rozmiarów wyjściowych. Przyjrzyjmy się tym zdjęciom.
Widoczny na zdjęciach ogień pochodzi z silników rakietowych napędzających wózek, na którym znajdował się samolot.



f4_1.JPG

f4_2.JPG

f4_3.JPG


W przypadku tego eksperymentu mamy do czynienia z przypadkiem niemal idealnym: czołowe uderzenie w bardzo masywny blok betonu. W przypadku wież WTC struktura wież stanowiła dla samolotu znacznie "rzadszą" przeszkodę, o znacznie mniejszym oporze w dodatku rozłożonym nierównomiernie. Mam na myśli to, że obszary o dużej gęstości (stropy, kolumny nośne) sąsiadowały z obszarami pustej przestrzeni.
Najważniejszą rzeczą, na którą chcę zwrócić uwagę jest kształt oraz kierunek rozchodzenia się fali uderzeniowej. Fala uderzeniowa składająca się ze szczątków samolotu, odłamków betonowego bloku oraz wody rozchodzi się w płaszczyźnie zbliżonej do płaszczyzny ściany, w którą uderzył samolot, ma ona grubość kilku metrów oraz obrys w kształcie koła. Ta ostatnia cecha udowadnia nam, że Boeing 757 uderzający prawie pod kątem prostym w ziemię w Pensylwanii powinien był wybić w ziemi lej o obrysie zbliżonym do kołowego.
Mając na uwadze wygląd fali uderzeniowej staje się oczywiste, że największe natężenie fali uderzeniowej powstałej w wyniku uderzenia Boeingów w wieże WTC powinna być obserwowane przede wszystkim w kierunku lotu samolotów, następnie w kierunku prawo - lewo od kadłuba samolotu (prawie puste przestrzenie biurowe stanowiłyby bardzo mały opór dla rozchodzącej się fali uderzeniowej) oraz w kierunku góra - dół - tutaj opór stawiany fali uderzeniowej przez stropy byłby znacznie większy niż w płaszczyźnie poziomej, przez co na zewnątrz efekty oddziaływanie tej części fali uderzeniowej nie byłyby prawie widoczne. Nie ma mowy o wytworzeniu fali uderzeniowej skierowanej przeciwnie do kierunku lotu samolotu. Na filmach z eksperymentu widać co prawda falę skierowaną przeciwnie do kierunku lotu samolotu, ale jest to fala wtórna powstała przez odbicie głównej fali uderzeniowej od ziemi i ma ona wielokrotnie mniejszą siłę od głównej fali uderzeniowej. W przypadku WTC należałoby się spodziewać wytworzenia fali wtórnej, powstałej z odbicia od stropów głównej fali uderzeniowej, ale byłaby ona bardzo słaba. Gdyby założyć, że wieże WTC, a dokładnie główne kolumny nośne wież, byłyby w stanie zatrzymać samoloty, moim zdaniem powinniśmy widzieć wydobywającą się ze ścian wież falę uderzeniową o szerokości około 20 metrów, czyli na długości około 1/3 szerokości ścian, przesuniętą o co najmniej kilkanaście metrów względem środka wież w kierunku lotu samolotów.
Na trzecim zdjęciu widać prawe skrzydło samolotu odcięte przez krawędź bloku. Efekt ten widać również bardzo dokładnie na filmie nakręconym z użyciem szybkiej kamery. Film został nakręcony z niewielkiej odległości z kierunku prostopadłego do toru poruszania się samolotu. Mimo tego, że samolot znajdował się stosunkowo blisko i poruszał się z prędkością porównywalną z prędkościami Boeingów z 11 września, jego kontury pozostają wyraźne i ostre - tak samo jak kontury Boeinga uderzającego w południową wieżę. Czyli można uzyskać bardzo wyraźny obraz bez rozmycia konturów mimo dużej prędkości samolotu. Można. Różnica polega jednak na tym, że amatorska kamera z 11 września pracowała z prędkością 30 klatek na sekundę, a specjalna kamera filmująca eksperyment pracowała z prędkością około 480 - 500 klatek na sekundę, czyli około 16 razy szybciej. Różnica jest gigantyczna i pokazuje ona, że niemożliwe byłoby sfilmowanie amatorską kamerą drugiego samolotu bez uzyskania widocznego rozmycia jego konturów wywołanego prędkością.
O ile dobrze pamiętam, samolot wybił w bloku krater o głębokości 1 metra. Energia uderzenia Boeingów z 11 września, biorąc pod uwagę tylko ich energię kinetyczną, byłaby około 7,5 razy większa. Gdyby we wnętrzu wież był podobny blok ze specjalnego betonu, być może zdołałby wyhamować pasażerskie Boeingi. Ale jak wiemy, w środku wież niczego takiego nie było.

wtc57.jpgNa zamieszczonym obok zdjęciu widać, że fala uderzeniowa w południowej wieży WTC ma zbliżoną moc we wszystkich kierunkach względem środka wieży. Dla mnie jest rzeczą oczywistą, że efekt ten nie mógł zostać spowodowany uderzeniem samolotu.
Wytłumaczeniem powyższych niezgodności, czyli zarówno symetrycznej fali uderzeniowej we wszystkich kierunkach, jej rozległości, jak i braku wstrząsu wywołanego uderzeniem może być moim zdaniem równoczesna detonacja ładunków wybuchowych rozłożonych równomiernie na jednym poziomie wokół pionowej osi wież. W jej wyniku obserwujemy falę uderzeniową rozchodzącą się równomiernie we wszystkich kierunkach oraz brak widocznego wstrząsu wież spowodowanego wzajemnym zniesieniem się części energii fal uderzeniowych zbiegających się do środka wież.
Wieże WTC musiały runąć, ale bynajmniej nie ze względu na uszkodzenia wywołane uderzeniami samolotów. Gdyby nie "pomoc" w zawaleniu się wież, pożary wygasłyby samoistnie, ale wtedy na górę dotarłyby ekipy strażaków, ratowników, a potem inżynierów, architektów, reporterów i w świat popłynęłyby zdjęcia uszkodzeń wewnątrz wież, na podstawie których bardzo szybko stałoby się jasne, że uszkodzenia te nie mogły zostać spowodowane przez samoloty. Tak więc w momencie pierwszych eksplozji los wież WTC był przesądzony. Z tego samego powodu, jak już wspomniałem, całkowicie wyburzono trzy segmenty Pentagonu i postawiono je od nowa.

Wieże WTC dla kadłubów Boeingów byłyby przeszkodą łatwą do pokonania. Lekkość konstrukcji wież nie postawiłaby im większego oporu. Świat jednak zobaczył, że w USA nawet tak lekkie budynki jak wieże WTC potrafią zjadać samoloty, nawet tak duże, jak pasażerskie Boeingi. Dwa samoloty zostały połknięte przez wieże WTC, jeden przez Pentagon oraz jeden został wessany przez pastwisko w Pensylwanii. W Trójkącie Bermudzkim co prawda znikały samoloty i okręty, ale do czasu wydarzeń z 11 września żaden samolot nie zginął na odcinku 60 metrów. No ale w USA przecież wszystko jest możliwe...

Wygenerowano w sekund: 0.01
2,431,809 Unikalnych wizyt