15 USA 9/11:Data publikacji: 1 marca 2006 roku

Ataki na USA z 11 września 2001 roku,
czyli o samolotach których nie było.

Data publikacji: 1 marca 2006 roku



wtc59.jpg

W niemal wszystkich opracowaniach dotyczących wydarzeń z 11 września 2001 roku pomija się fundamentalny czynnik, od którego zależałoby powodzenie całej akcji. Tym czynnikiem była pogoda.
Trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że terroryści po przejęciu kontroli nad samolotami byliby zdani wyłącznie na siebie i na własne umiejętności. Musieliby samodzielnie nie tylko odnaleźć cele, ale także precyzyjnie w nie trafić. Pokładowe układy GPS z całą pewnością byłyby do tego niewystarczające, ponieważ biorąc pod uwagę duże prędkości samolotów oraz opóźnienia w przetwarzaniu sygnałów moim zdaniem wyznaczenie pozycji samolotów tą metodą byłoby możliwe z dokładnością co najwyżej do kilkuset metrów, a to jest stanowczo zbyt mało, aby można było mówić o przeprowadzeniu akcji z taką precyzją, o jakiej mówi oficjalna wersja. Gdyby do tego doszły złe warunki atmosferyczne, cała akcja zakończyłaby się całkowitą klęską. Co prawda samoloty pasażerskie wyposażone są w układy umożliwiające loty w ograniczonej widoczności lub nawet bez widoczności, ale pod warunkiem, że samolot porusza się w wyznaczonych korytarzach powietrznych prowadzących od lotniska do lotniska oraz że samolot oraz lotnisko są wyposażone w odpowiednie urządzenia naprowadzające. Jest rzeczą oczywistą, że nie mogły istnieć naziemne instalacje naprowadzające samoloty na wieże WTC czy Pentagon.
Zamieszczone poniżej dwa zdjęcia pokazują, jak wyglądały wieże WTC przy niskim pułapie chmur.



wtc60.jpg

Gdyby więc 11 września 2001 roku pogoda była taka jak na zdjęciach, terroryści poruszaliby się w chmurach mając bardzo ograniczoną widoczność albo nawet całkowity brak widoczności. Ze względu na niewielką wysokość Pentagon byłby całkowicie niewidoczny nawet przy występowaniu tylko mgły. Terroryści w porwanych samolotach poruszaliby się dosłownie po omacku. Staje się zatem oczywiste, że planowana całymi latami akcja bez zapewnienia bardzo dobrych warunków pogodowych byłaby z góry skazana na niepowodzenie. Wynika z tego również, że precyzyjne zaplanowanie z wyprzedzeniem dnia ataku było niemożliwe właśnie ze względu na pogodę. Po dopięciu wszystkiego na ostatni guzik terroryści musieliby czekać w gotowości i ciągłej łączności z "centralą" na odpowiednie warunki atmosferyczne, narażając się tym samym na wykrycie przez służby bezpieczeństwa. Decyzja o przeprowadzeniu ataku mogłaby zostać podjęta najwcześniej kilkanaście godzin przed samym atakiem. Dochodzimy tu do bardzo ważnej kwestii. Otóż terroryści musieliby mieć regularny dostęp do bieżących, bardzo precyzyjnych prognoz pogody obejmujących ogromny obszar. Z całą pewnością prognozy pogody podawane w środkach masowego przekazu byłyby całkowicie niewystarczające do przeprowadzenia takiej akcji. Skąd więc mieliby mieć takie dane?



wtc61.jpg

Przyjrzyjmy się zamieszczonej mapie. Korzystając z serwisu http://maps.google.com/ oraz opublikowanych danych systemu Flight Explorer monitorującego ruch powietrzny nad terytorium USA http://www.flightexplorer.com/ naniosłem na mapie orientacyjne trasy lotów samolotów z 11 września. Mapa ta posłuży nam do przyjrzenia się szerszej gamie zagadnień.

Powróćmy do zagadnień związanych z pogodą. Jak już powiedziałem, terroryści musieliby mieć ciągły dostęp do bardzo precyzyjnych prognoz pogody obejmujących ogromny obszar. Obszar ten zaznaczyłem na mapie w postaci wieloboku zawierającego całe trasy lotów wszystkich samolotów. Na podstawie skali możemy obliczyć pole powierzchni tego wieloboku. Powierzchnia ta wynosi około 400,000 km2, czyli jest większa o około 25% od powierzchni Polski. Z całą pewnością bardzo precyzyjne prognozy pogody dla tak ogromnego obszaru posiada amerykańska armia oraz prawdopodobnie również amerykańska agencja kosmiczna NASA. Ale wątek przecieków tego typu danych w ogóle się nie pojawił przy okazji wyjaśniania wydarzeń z 11 września. Być może są również firmy udostępniające takie prognozy odpłatnie, ale w oczywisty sposób zainteresowanie ze strony prywatnego odbiorcy takimi danymi obejmującymi tak ogromny obszar musiałoby wzbudzić podejrzenia. Ale jak już wspomniałem wątek pogody jest prawie całkowicie nieobecny w opisie wydarzeń z 11 września.
Zapewnienie idealnej pogody było konieczne z zupełnie innych, czysto technicznych powodów. Mówiąc "technicznych" mam na myśli warunki konieczne do wykonania animacji komputerowych samolotów z wykorzystaniem techniki blue box, co w wolnym tłumaczeniu oznacza "niebieska skrzynka". Poniżej zamieszczam opis tej techniki.

Zapoznamy się teraz z kluczowaniem, podstawową techniką filmową umożliwiającą łączenie obiektów z tłem oraz pozwalającą na przenoszenie modeli realnych do wirtualnego świata. Blue-box, nazwa która się już w artykule przewinęła kojarzy się czytelnikowi ze ścianą pokrytą głębokim, niebieskim kolorem. Obecnie jest to raczej niebieski pokój, o gabarytach na tyle dużych, aby aktorzy mogli się w nim swobodnie poruszać (trzeba wiedzieć, że technika blue-boxu jest również szeroko stosowana w produkcji telewizyjnej, gdzie całe studio, oprócz konferansjerów, generowane jest przez komputer). Gwarancją pełnego złudzenia po skluczowaniu (czyli skomponowaniu tła i obiektu) jest równomierne natężenie koloru niebieskiego - dlatego też w gestii specjalistów od oświetlenia jest takie ustawienie fluorescencyjnych lamp, by w każdym punkcie niebieskiego tła światło miało tą samą "temperaturę". Aby to w ogóle było możliwe ściany muszą być zaokrąglone na krawędziach i rogach. Oczywiście kolor ścian nie musi być koniecznie niebieski - wybór koloru zależy od przyjętego klucza i ubrań w których występują postacie. Najnowocześniejszą techniką kluczowania jest "grey box" w którym ściany pokryte są farbą o wysokim współczynniku odbicia (niektóre znaki drogowe są pokryte tego typu farbą). Jest to uniwersalne rozwiązanie, gdyż ściany studia filmowego nabierają koloru użytego oświetlenia, dobranego tak, aby nie pokrywały się z kolorami obecnymi na pierwszym planie. Pierwszym krokiem jest więc właściwe przygotowanie studia, przyjęcie odpowiedniego klucza koloru i sfilmowanie danej sceny.
Podczas cyfrowego przetwarzania w technice "blue-box" w miejsce tła podstawiany jest sfilmowany przy innej okazji obraz drugiego planu. Komputer, kierując się zadanym kluczem koloru wykrywa które piksele należą do tła, a które należy pozostawić jako obraz z pierwszego planu. W ten sposób tworzona jest tzw. maska - obraz o rozdzielczości odpowiadającej kluczowanemu obrazowi. Każdy piksel maski zawiera informację o tym, czy w danym punkcie maska jest włączona czy też wyłączona. Następnie maska nakładana jest na obraz filmowany w "blue-boxie" oraz na obraz z drugiego planu, który ma nam posłużyć jako tło. Niby logiczne ale przecież za w pełni skomputeryzowane rozwiązanie tej techniki w 1995 roku firma Ultimatte otrzymała Oscara. "Blue-box", z całą swoja "prostotą" będzie jeszcze przez długi czas służyć kinematografii oraz telewizji (wirtualne studia).

Źródło: http://www.open-mind.pl/

Nowy Jork oraz bezchmurne, błękitne niebo 11 września 2001 roku były więc naturalnym plenerem filmowym. Połączenie tej informacji z wiedzą na temat tego, kto miał niezbędne dane potrzebne do wyznaczenia dnia ataku daje nam odpowiedź na pytanie, kto rzeczywiście za nim stoi.

Przyjrzyjmy się nieco dokładniej trasom lotów samolotów.
Zacznijmy od lotu AAL11 z Bostonu do Los Angeles. Po kilkunastu minutach lotu samolot wykonuje skręt w prawo, kierując się w kierunku północno - zachodnim w stronę granicy z Kanadą. Nie mam planów amerykańskich korytarzy powietrznych, ale ten kierunek nie jest raczej korytarzem przeznaczonym do lotu do Los Angeles, które znajduje się w kierunku południowo - zachodnim od Bostonu. Prawdopodobnie więc już w tym momencie naziemne służby kontroli lotów powinny były zainteresować się znaczącą zmianą kierunku lotu samolotu. Tak się jednak nie stało. Samolot leci w kierunku północno - zachodnim, po czym wykonuje ostry skręt w lewo. Miejsce zmiany toru samolotu znajduje się w bezpośredniej bliskości lub nawet nad dużym, trudno dostępnym obszarem mokradeł i jezior, a więc również obszarem o bardzo małym zaludnieniu. Tutaj mógł zaginąć rzeczywisty Boeing 767, jeśli w ogóle istniał. Według oficjalnej wersji samolot po wykonaniu ostrego zwrotu w lewo kontynuuje swój lot i kończy go rzekomym uderzeniem w północną wieżę WTC. Od miejsca wykonania zwrotu w kierunku granicy z Kanadą do chwili rzekomego uderzenia w północną wieżę WTC samolot przeleciał około 500 kilometrów, co zabrało mu około 35 - 40 minut. W tym czasie dziwne manewry samolotu nie zainteresowały żadnych służb kontroli ruchu lotniczego ani też obrony powietrznej.

wtc62.jpgPierwsza faza lotu UAL175 z Bostonu również do Los Angeles przebiega bez zakłóceń. Samolot kieruje się wyznaczonym korytarzem w kierunku południowo - zachodnim. W pewnym momencie wykonuje zakręt w lewo i po obszernym łuku zawraca w stronę Nowego Jorku, rzekomo kończąc swój lot uderzeniem w południową wieżę WTC.
Przyjrzyjmy się zamieszonemu obok powiększeniu prezentacji torów lotów samolotów z 11 września 2001 roku opracowanej na podstawie danych systemu Flight Explorer, a więc w oparciu o dane pochodzące z oficjalnego źródła. Proszę zwrócić uwagę na to, że ostatnie odczyty położeń obydwu samolotów rzekomo uderzających w wieże WTC, które przecież znajdowały się bardzo blisko siebie, znacząco się różnią. Dokładne odzwierciedlenie ostatnich odczytów położenia samolotów na mapie pokazuje, że odległość ostatniego położenia samolotu UAL175 od ostatniego położenia samolotu AAL11 wynosi około 60 kilometrów(!), przy czym tylko położenie samolotu lotu AAL11 odpowiada umiejscowieniu wież WTC.

Pozostałe dwa tory lotów porwanych samolotów pokazują nam kolejne sprzeczności z oficjalną wersją i zdrowym rozsądkiem. Terroryści wiedząc o tym, że po przejęciu samolotów mogliby liczyć tylko na siebie, staraliby się opanować samoloty jak najszybciej po starcie, ponieważ zdawaliby sobie sprawę z tego, że każdy kilometr oddalania się od potencjalnego celu znacznie zmniejsza ich szanse na wykonanie zadania ze względów nawigacyjnych oraz naraża ich w ostateczności na zestrzelenie przez samoloty obrony powietrznej. Mając to na uwadze, przyjrzyjmy się pozostałym dwóm trasom lotów.
Lot AAL77 z Waszyngtonu do San Francisco początkowo również przebiega bez żadnych zakłóceń. Według danych Flight Explorer, samolot znika z ekranów radarów w odległości około 500 kilometrów na zachód od Waszyngtonu, po około 35 - 40 minutach lotu. I na podstawie tych danych można stwierdzić, że jest to koniec jego historii. Samolot po prostu znika. Ale według oficjalnej propagandy samolot w tym miejscu wykonuje skręt w lewo i zawraca w kierunku Waszyngtonu. Czy islamscy terroryści byliby aż tak bezmyślni, że czekaliby na opanowanie samolotu przez około 500 kilometrów lotu, a po opanowaniu samolotu uważaliby, że zdołają sami przelecieć w drodze powrotnej kolejne 500 kilometrów i nie nękani przez nikogo około 40 minut później zdołają uderzyć w Pentagon? Zanim ponownie znaleźliby się nad Waszyngtonem minęłaby około godzina i 15 minut od podejrzanej zmiany trasy przez samolot UAL175 oraz około 45 minut i około 30 minut od chwili uderzenia samolotów odpowiednio w północną i południową wieżę WTC. Chcąc w tych warunkach wykonać taki przelot terroryści musieliby liczyć na ogromne szczęście i całkowitą bezczynność amerykańskiej obrony powietrznej.
Tak samo należy odczytywać ostatni lot, słynny "lot bohaterów" UAL93 z Nowego Jorku do San Francisco. Samolot po starcie przelatuje około 670 kilometrów, po czym na południowy zachód od Cleveland zawraca, co należy odczytywać jako oznakę przejęcia całkowitej kontroli nad samolotem przez terrorystów. I znowu pojawia się pytanie: co terroryści chcieli osiągnąć tym manewrem? Czy wierzyli w powodzenie szalonego pomysłu, według którego udałoby im się samodzielnie przelecieć kolejne 500 - 700 kilometrów (35 - 55 minut lotu) i uderzyć w jakiś cel w Nowym Jorku, Waszyngtonie czy innym miejscu na Wschodnim Wybrzeżu? Czy tak nieracjonalne myślenie może cechować ludzi, którzy rzekomo przygotowali tak perfekcyjny plan ataku? Czy mieliby oni jakiekolwiek szanse wykonać zadanie, jeżeli przejęliby samolot około 45 minut po uderzeniu samolotu w północną wieżę WTC, około 30 minut po uderzenia samolotu w wieżę południową oraz około 30 minut po zniknięciu z radarów samolotu AAL77?
Absurd decyzji podejmowanych przez rzekomych islamskich terrorystów staje się jeszcze bardziej widoczny, kiedy przyjrzymy się bardziej ogólnej kwestii. Skoro islamscy terroryści dążą do osłabienia potęgi gospodarczej i militarnej USA, to głównym celem ich ataków powinny być wszelkiego typu obiekty strategiczne takie jak zakłady przemysłowe, elektrownie, węzły komunikacyjne, infrastruktura transportowa (mosty, wiadukty, porty, linie kolejowe, lotniska), infrastruktura łącznościowa (nadajniki, przekaźniki, centrale telefoniczne) i wszystkie inne obiekty w bezpośredni lub pośredni sposób powiązane z wytwarzaniem i dystrybucją dóbr oraz informacji.
Kiedy kilka lat temu (to był chyba rok 1999 albo 2000) dokerzy wszystkich amerykańskich portów Zachodniego Wybrzeża rozpoczęli strajk, doszło do sparaliżowania wymiany handlowej USA z resztą świata przez Pacyfik. Tysiące amerykańskich firm, w tym również tych największych takich jak na przykład Boeing, stanęły w obliczu realnego zagrożenia wstrzymania produkcji z racji niemożności otrzymania podzespołów potrzebnych do produkcji oraz niemożności dostarczenia do klientów wyprodukowanych towarów. Podobnie było też na przykład z Nissanem. Wstrzymanie produkcji w tak dużych firmach wyzwoliłoby rekację łańcuchową o gigantycznych negatywnych skutkach. Straty całej amerykańskiej gospodarki z tytułu tego strajku szacowane były na ponad 2 miliardy dolarów każdego dnia strajku. 2 miliardy dolarów strat każdego dnia bez konieczności porywania samolotów i samobójczych ataków.
Tymczasem terroryści, zdając sobie sprawę ze wszystkich tych zależności, nie wiedzieć czemu wysadzają w powietrze dwa biurowce oraz fragment Pentagonu, w którym w dodatku prawie nikogo nie było. Czy to doprowadzi do osłabienia potęgi gospodarczej i militarnej USA? Oczywiście, że nie. Dlaczego terroryści, mając w powietrzu cztery potężne samoloty z kilkudziesięcioma tonami paliwa w zbiornikach każdego z nich, wybierają tak podrzędne strategicznie cele? Proszę popatrzeć na trasę lotu UAL93. Rzekomi islamscy terroryści, zamiast zawracać z okolic Cleveland z zamiarem zniszczenia czegoś ponad pół tysiąca kilometrów dalej, mieli w odległości kilkunastu minut lotu prawie na wprost miasto Detroit - stolicę amerykańskiego przemysłu motoryzacyjnego, w którym to sektorze w USA pracują miliony ludzi. W Detroit swoje zakłady ma Ford, General Motors oraz Chrysler. Zniszczenie zakładów produkcyjnych firm borykających się z dużymi problemami finansowymi doprowadziłoby do powiększenia ich problemów, może nawet do bankructwa. Ale terroryści wolą zawrócić i ryzykować kolejną blisko godzinę lotu, żeby zniszczyć może kolejny biurowiec gdzieś w Nowym Jorku czy Waszyngtonie. Przecież w tym działaniu nie ma odrobiny sensu i logiki.
Zniszczenie wież WTC uderzyło przede wszystkim w sektor małych i średnich firm. Największych nawet nie drasnęło, za wyjątkiem linii lotniczych i firm ubezpieczeniowych. Słowem, najbardziej dostało się zwykłym ludziom. Najważniejsze jest to, że ataki z 11 września 2001 roku w żaden sposób nie zmniejszyły zdolności wytwórczych USA, a to w przypadku islamskich terrorystów powinno być głównym celem ataków. Staje się to logiczne, jeżeli zrozumie się, że to nie islamscy terroryści stali za atakami.

Wydarzenia z 11 września 2001 roku, a przede wszystkim to, że wbrew elementarnej logice głównym celem ataków stała się ludność cywilna, kojarzą mi się ze znanymi powszechnie z historii podobnymi wydarzeniami. Mam tu na myśli alianckie bombardowania niemieckich miast pod koniec II Wojny Światowej oraz atak atomowy USA na japońskie miasta Hiroshimę i Nagasaki. Wielu historyków twierdzi, że wydarzenia te z punktu widzenia prowadzonych działań wojennych nie miały żadnego strategicznego znaczenia. Było jasne, że hitlerowskie Niemcy oraz ich sojusznicy tę wojnę przegrali. Ataki jednak zostały przeprowadzone, a ich głównym celem i ofiarami stała się ludność cywilna, którą zmasakrowano i zastraszono samymi atakami, jak też ich skutkami. To samo zostało wykonane 11 września 2001 roku. Obawiam się, że wobec oczywistych dowodów wszystkie te wydarzenia łączy jeszcze jedna ważna cecha: we wszystkich tych działaniach główną rolę odgrywali Amerykanie i Brytyjczycy.



wtc63.jpg

Proszę popatrzeć na zamieszczone powyżej zdjęcie i zastanowić się, czy trafienie pasażerskimi Boeingami 767 w wieże WTC było łatwe czy bardzo trudne.

Zachęcam do zapoznania się z prostym, bezpłatnym symulatorem lotu YS Flight Simulation System 2000. Symulator umożliwia wirtualne loty jednym z kilkudziesięciu samolotów, w tym również Boeingiem 767. W ramach treningu zachęcam do przeprowadzenia bezpiecznego lądowania tym samolotem, mając do swojej dyspozycji dobrą pogodę i system naprowadzania na pas oraz wiedząc, że szerokość pasa startowego jest tylko nieco mniejsza niż wynosiła szerokość ścian wież WTC.
Symulator można pobrać na przykład ze strony http://dobreprogramy.pl/index.php?dz=17&pg=112. Życzę udanych lotów i pożytecznych przemyśleń.

Wygenerowano w sekund: 0.00
2,420,661 Unikalnych wizyt