Zobacz temat

 Drukuj temat
Kryzys paliwowy to wymysł polityków
Kojan
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 27-11-2007 21:56
Użytkownik

Postów: 7
Data rejestracji: 30.12.06

Kryzys paliwowy to wymysł polityków
Łukasz A. Turski*

Problem ropy naftowej jest w naszej cywilizacji problemem czysto i wyłącznie politycznym. Dlatego nie widzę żadnego powodu, żeby w ciągu kilku czy nawet kilkunastu lat nie odciąć energetycznej pępowiny świata od tego surowca, zastępując go znacznie czystszym i znacznie powszechniejszym paliwem, jakim jest na przykład wodór.

Raz do roku któraś ze stacji telewizyjnych emituje "Hindenburg" - film o ostatnim wielkim sterowcu wypełnionym wodorem, który zakończył swój żywot w ogniu. Realizatorzy filmu sprytnie wykorzystali tę historię, by wzbudzić histerię strachu wobec paliwa wodorowego. Film ten jest jednak zupełnym kłamstwem. W katastrofie "Hindenburga" nikt się nie spalił. A wszystkie ofiary śmiertelne to osoby, które wyskoczyły z płonącego sterowca ze strachu. O tym jednak z filmu niestety się nie dowiemy.

Technologia wodoru jest dostępna, a upowszechnienie paliwa wodorowego nie naruszy w żadnym stopniu tkanki cywilizacyjnej zbudowanej na paliwie naftowym. Będziemy mieli takie same samochody, tak samo będziemy musieli jeździć na stację paliw i tankować wodór do zbiorników. Zmieni się natomiast jedynie to, że w miejsce budzących strach produktów spalania materii organicznej - dwutlenku węgla, związków azotu itp. - będziemy produkować wodę. A przecież, jak pamiętamy z pierwszych lekcji chemii - gdy spala się wodór, powstaje zwykłe H2O.

Oczywiście wodór trzeba jakoś wytwarzać. Dziś dla celów chemicznych pozyskuje się go z nieszczęsnej ropy naftowej, bo tak jest najprościej. Jednak na skalę masową trzeba będzie otrzymywać wodór z wody morskiej, której mamy na Ziemi pod dostatkiem. I można go pozyskiwać dość prosto - jeśli ma się dostateczną ilość energii elektrycznej.

Przestawienie cywilizacji na spalanie wodoru napotyka więc na jeden podstawowy problem: tani dostęp do prądu. Możemy go jednak mieć tyle, ile chcemy, jeśli skorzystamy z energii atomowej. Nie istnieje inny znany światowej nauce sposób dostarczenia wystarczającej ilości taniej, czystej i bezpiecznej energii. Wszystkie opowieści o alternatywnych jej źródłach są wyssane z palca. I żadne z nich nie będą w stanie zaspokoić potrzeb naszej cywilizacji. Bezpośrednio pozyskiwanej energii słonecznej jest bowiem po prostu zbyt mało. A doskonale wszystkim znane wiatraki to technologia bardzo przyjemna i bezpieczna, tyle że w żaden sposób nie jest w stanie dostarczyć tyle energii elektrycznej, ile nam potrzeba.

Przestawienie się na biopaliwa to kolejne oszustwo, a w skali kuli ziemskiej propozycja granicząca wręcz z ludobójstwem. Popularyzacja biopaliw oznacza bowiem, że zamiast roślin, którymi wyżywią się ludzie, będziemy uprawiać rośliny po to, by je spalić w samochodach. Cała ta akcja promocyjna biopaliw odbywa się zresztą za plecami noszonego dziś na rękach laureata Pokojowej Nagrody Nobla Ala Gorer17;a. Nie tak dawno inny amerykański laureat Nobla z chemii - Melvin Calvin - zajął się na poważnie problemem biopaliw. Obliczył, jaka powinna być podstawowa jednostka powierzchni pola uprawnego, by sadzić rośliny waśnie na biopaliwa. Okazało się, że jest ona równa wielkości stanu Arizona. A dla zaspokojenia głodu energetycznego naszego świata potrzeba by mnóstwo takich Arizon. Tego - rzecz jasna - nie da się zrobić, choćby z powodu braku wody. Co prawda towarzysze radzieccy chcieli już kiedyś nawodnić pustynię, odwracając Amu Darię. Spowodowali jednak - jak wiemy - gigantyczną katastrofę ekologiczną Morza Aralskiego.

Nie znamy alternatywy dla energii jądrowej. Jej źródła są w wyobrażalnym dla nas astronomicznym czasie istnienia Ziemi niewyczerpane. Histeria antyatomowa oddaje nas natomiast w ręce państw - mówiąc bardzo delikatnie - politycznie niestabilnych, władających olbrzymimi, ale wyczerpywalnymi w skończonym czasie kilku - kilkunastu pokoleń zasobami ropy.

Wodór można wykorzystywać na najróżniejsze sposoby i w najróżniejszych urządzeniach. Nie trzeba do tego kosmicznych technologii. Ledwie kilka lat temu w Rzymie rozpętała się awantura, gdy wyszło na jaw, że niektóre taksówki od dawna jeździły na wodorze. Nic złego się z nimi nie działo, dopóki sprawa nie ujrzała światła dziennego - wówczas podniósł się wrzask, jak potwornie niebezpieczny jest wodór. Tylko że nie jest on w żaden sposób bardziej niebezpieczny niż zbiornik benzyny. Niestety staliśmy się cywilizacją, która panicznie boi się zjawisk przyrodniczych, a to na skutek szerzącego się skrajnego nieuctwa. Dzieci wychodząc ze szkół, nie rozumieją praw przyrody i nie znają matematyki. Potem można im wmówić wszystko: cud biopaliw i przekleństwo elektrowni jądrowych. A przecież od czasów tragedii w Czarnobylu myśmy się naprawdę sporo nauczyli. To, że towarzysze radzieccy zbudowali niebezpieczną fuszerkę nie oznacza, że nie da się stworzyć elektrowni bezpiecznych i nowoczesnych.

Problem tak zwanych radioaktywnych odpadów z elektrowni jądrowych to kolejny przedmiot histerii. Walter Marshall, niegdyś szef brytyjskiego Energy Generating Board, obliczył, na jakiej powierzchni zmieściłyby się te odpady, gdyby przez czterdzieści lat energia atomowa była jedynym źródłem energii na potrzeby całego Królestwa. Wyszło mu circa pół boiska do piłki nożnej. To da się upilnować! Pomijam już ten prosty fakt, że wszystko, co się wyjmie z reaktorów, jest cennym produktem dla dalszej przeróbki w różnych gałęziach przemysłu.

Ropa i węgiel, które dziś bezmyślnie spalamy w silnikach i piecach, są rzeczywiście nie do zastąpienia w przemyśle chemicznym i farmakologicznym. Marnowanie ich jako paliwa jest zbrodnią na naszych prawnukach, którym może zabraknąć organicznego surowca do produkcji tworzyw sztucznych i leków ratujących życie.

Uważam zatem pojęcie rzekomego kryzysu paliwowego czy energetycznego za wymysł polityków. Bo gdyby zaufać naukowcom, bardzo szybko daliby sobie radę z owym "kryzysem". Ludzkość zawsze popełniała czyny barbarzyńskie. Do XX wieku czyniła tak jednak wyłącznie z głupoty, za każdym razem reflektując się dzięki postępowi nauki. Dopiero nasza generacja przestała się uczyć na błędach. Odmawia rezygnacji z wojen o ropę, bo odmawia nadążania za nauką.

*Łukasz A. Turski, profesor fizyki teoretycznej w Centrum Fizyki Teoretycznej Polskiej Akademii Nauk i na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego

Źródło: Dziennik
http://www.dzienn...w_USA.html

Pozdr.
 
Kazimierz
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 03-12-2007 09:14
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

Ja myślę, że prawda jest niestety brutalna. Paliwa były, są i prawdopodobnie będą czynnikiem wywierania presji i zastraszania. Ten, kto ma takie zasoby, w oczywisty sposób ma przewagę nad tymi, którzy ich nie mają, a którzy przecież ich potrzebują. Bez tego elementu zarówno USA, jak też Rosja nie mogłyby nawet marzyć o pozycji, które mają obecnie. Tak więc jeżeli chodzi o paliwa to moim zdaniem może co najwyżej dojść do transformacji z jednego paliwa w drugie, którego zasoby i tak będą w rękach dużych państw. Obecne mocarstwa po prostu nie mogą sobie pozwolić na upowszechnienie tanich i powszechnie dostępnych źródeł energii - bo czym wtedy szantażowałyby inne kraje? Taka jest niestety brutalna prawda. Arabowie nie martwią się tym, jak rosnące ceny ropy będą wpływać na gospodarki, ale tym, że przez taniejącego dolara nie zarabiają tyle, ile mogliby zarabiać.
Niestety, ale obecnie nie wyobrażam sobie sytuacji, że np. samochody będą napędzane jakimś tanim paliwem innego pochodzenia niż ropa naftowa. Nie dlatego, że nie jest to technicznie wykonalne, ale dlatego, że światowe mocarstwa zbyt wiele na tym by straciły.
 
Dennis
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 03-12-2007 15:21
Użytkownik

Postów: 219
Data rejestracji: 14.10.07

Mocarstwa jak mocarstwa, więcej stracą spekulanci. Nie zastanawiałem się jakimi obrotami moga poszczycić się giełdy towarowe w tym rynku ropy - a jest ich przecież kilka. Sądzę też, że zmiana jaka przyjdzie w Stanach w przyszłym roku wyłoni demokratę na prezydenta. Będzie to z pewnoscią ktoś zdecydiwanie inny niż Bush. Z kolei rządy demoktratów mogą złagodzić opcję preferencji w stosunku do ropy i położą nacisk na rozwój nowych technoogii.
 
Kojan
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 29-12-2007 14:23
Użytkownik

Postów: 7
Data rejestracji: 30.12.06

Może to jeszcze nic nie znaczący krok, ale mam nadzieję, że to taki mały kamyczek, który poruszy lawinę.

"Islandia stawia na wodór
Islandia rezygnuje z węgla i ropy naftowej i w najbliższych latach chce całkowicie przestawić się na zasilanie wodorem - najbardziej przyjazne środowisku naturalnemu. To pierwszy taki program na świecie.

Spalanie wodoru jest całkowicie nieszkodliwe dla środowiska. Nie powoduje żadnych zanieczyszczeń ani tzw. efektu cieplarnianego. Islandczycy - bardzo czuli na puncie czystości środowiska - chcą wykorzystać to paliwo do napędzania wszystkich maszyn w swoim kraju. Wodór ma być też głównym źródłem energii, stosowanym powszechnie w przemyśle i gospodarstwach domowych oraz w transporcie. W przyszłości Islandia ma zamiar nawet eksportować wodór do krajów europejskich.

Uchwalony właśnie przez islandzki parlament program przewiduje stopniowo coraz większe stosowanie silników elektrycznych zasilanych wodorowymi ogniwami paliwowymi. Energię elektryczną, potrzebną do produkcji wodoru metodą elektrolizy, mają dostarczać elektrownie wodne zbudowane na licznych, choć niewielkich, rzekach islandzkich oraz źródła geotermalne, których nie brak w tym skalistym, obfitującym w wulkany kraju.

Bragi Arnasson, profesor chemii z uniwersytetu w Reykjaviku, ocenia, że proces przechodzenia na czyste, ekologiczne systemy napędu zajmie ok. 30-40 lat. Obecnie po drogach Islandii porusza się ok. 180 tys. samochodów. Kraj ten ma również flotę rybacką złożoną z 2500 trawlerów. "

Źródło: http://www.dzienn...wodor.html

Pozdr.
 
Przeskocz do forum:
Wygenerowano w sekund: 0.02
2,472,859 Unikalnych wizyt