Zobacz temat

 Drukuj temat
Prognoza dla DJIA
Kazimierz
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 05-04-2007 22:01
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

Takie coś znalazłem

www.bestonlinetrades.com/images/djia2.gif

Strona www http://www.beston...rades.com/
 
FURMAN
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2007 10:50
Użytkownik

Postów: 211
Data rejestracji: 28.11.06

Kazik, teraz poprowadź (na wykresie DJ) kreski:

1 - po dołkach z 1994, 1996, 1998, 2000 - przedłuż ją odpowiednio - powrót do przełamanej?!

2 - po dołkach z 1987, 1990, 1995 - przedłuż ją odpowiednio - wsparcie

Prawda, że ładny układ wychodzi? Wink
Możesz mieć rację, to by nam dawało jakieś 10% wzrostu na DJ w kilka miesięcy.
Wpisało by się ładnie w schemat "większość nie ma racji".

Co dalej? Formowało by się potężne RGR na DJ, a na DJ skorygowanym o inflację M?
S&P - M?
NASDAQ dotarłby wreszcie do pierwszego fibona, bo teraz mu to nie idzie.
Chyba całkiem możliwe.
Pytanie co w tym czasie będzie robić nasza giełda?
Edytowane przez FURMAN dnia 06-04-2007 10:55
pozdrawiam
 
Kazimierz
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2007 13:30
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

Na wykresie liniowym da się zrobić coś takiego
Kazimierz dodał/a następującą grafikę:


[10.35Kb]
 
Kazimierz
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2007 13:42
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

...a na wykresie logarytmicznym coś takiego jak widać poniżej. Moim zdaniem ten wykres lepiej oddaje sytuację, bo dolna linia trendu jest znacznie dłuższa. Jeżeli wzrosty mają być kontynuowane, to DJIA powinien szybko odkleić się od tej linii i zacząć wyraźnie rosnąć. Pytanie, czy jest w stanie to zrobić. Chyba że dojdzie do powtórki z historii (Irak 2003) i rozpętanie kolejnej wojny da DJIA impuls do wzrostu. Jeżeli to nie nastąpi, to chyba jasne jest, co może się stać po przełamaniu w dół obecnie 21 letniej linii trendu wzrostowego.
Patrząc na fałszywe wybicia poniżej tej linii należałoby przyjąć filtr o wielkości 10% oddalenia kursu od linii jako potwierdzenie przełamania linii trendu plus oczywiście filtr czasowy.
Kazimierz dodał/a następującą grafikę:


[11.19Kb]
 
Kazimierz
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2007 13:46
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

FURMAN napisał/a:
Co dalej? Formowało by się potężne RGR na DJ

Ale jak widzisz tę formację? Teraz formowałaby się głowa?
 
FURMAN
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2007 14:09
Użytkownik

Postów: 211
Data rejestracji: 28.11.06

TAK, ale wykres liniowy moim zdaniem lepiej to obrazuje (potencjalną i ewentualną RGR lepiej tam będzie widać), tylko kreski pociągnął bym troszkę inaczej.
Z tym, że jeśli by do tego doszło, to prawe ramię będzie raczej mizerne w porównaniu z lewym.
Nie mam danych o obrotach, bo być może one nie potwierdzają tworzenia tej formacji, ale patrząc na różne wskaźniki (długoterm.) jest to możliwe.

Może Hister, Olek, Kmicic albo pozostali uczestnicy tego forum by się wypowiedzieli na ten temat.

Co rynek zrobi oczywiście zobaczymy. Znowu musimy się uzbroic w cierpliwość Smile
Edytowane przez FURMAN dnia 06-04-2007 14:18
pozdrawiam
 
olek
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 06-04-2007 21:43
Użytkownik

Postów: 45
Data rejestracji: 01.12.06

Zgodnie z cyklem prezydenckim w USA weszlismy wlasnie w 2-letni okres wzrostow. Ten cykl potwierdza sie na GPW. Dotychczas byly to lata: 95-96, 99-2000, 03-04. Ciekawostką (ale jakze obiecujaca) jest fakt (majacy potwierdzenie w poprzednich cyklach), ze jedna z fal wzrostowych w tym cyklu ma 83%. Czekaja nas zatem wzrosty, o jakich chyba teraz nawet nie marzymy. Potwierdzeniem tej cyklicznosci moze byc rozwoj polskiej gospodarki, a takze jeszcze wciaz u nas niewielki (w porownaniu ze srednia dla krajow rozwinietych) przeplyw oszczednosci z kont bankowych do funduszy inwestycyjnych. Czytalem, ze do funduszy zostala przeniesiona dopiero polowa oszczednosci, ktore powinny sie tam znalezc, jesli mamy miec takie same proporcje, jak w innych krajach. (Zobaczcie, ile kasy naplynelo do funduszy w marcu - 9 mld). Uwazam, ze Polska ma teraz swoj czas, jakiego nie miala od dziesiecioleci. I ma rzad, ktory potrafi o polskie interesy narodowe sie troszczyc.
Bardzo dziekuje Kazimierzowi za wykres z wieloletnia letnia linia trendu w Stanach. To wlasciwa perspektywa przy wieszczeniu bessy.
Czy polskie indeksy moga tez miec 20 letnia linie trendu wzrostowego?
Poki co, to kwiecien jest na GPW miesiacem tradycyjnie sprzyjajacym bykom. Pierwsze dni zdaja sie to potwierdzac.
 
Kazimierz
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 10-04-2007 13:21
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

olek napisał/a:
Zgodnie z cyklem prezydenckim w USA weszlismy wlasnie w 2-letni okres wzrostow.

No, to jest ciekawe spostrzeżenie, ale to oznaczałoby, że nie ma kiedy zrobić bessy Smile Teraz wybory prezydenckie, potem olimpiada, potem znowu wybory, olimpiada i tak w kółko Smile
Kiedyś ta reguła przestanie się sprawdzać. Mając na uwadze to co robi USA reguła ta może w każdej chwili zostać zakłócona, np. atakiem na Iran.

Czy polskie indeksy moga tez miec 20 letnia linie trendu wzrostowego?

Jeżeli będą istnieć wystarczająco długo, to na pewno jakąś linię trendu długookresowego będą mieć Smile

DJIA ma obecnie mocny opór w okolicach 12650 pkt. - tam jest otwarcie tygodniowej, bardzo wysokiej czarnej świecy. W zasięgu jej korpusu indeks przebywa obecnie już szósty tydzień, próbując podejść pod ten poziom. Jak na razie robi to z widocznymi obawami.
 
olek
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 10-04-2007 23:17
Użytkownik

Postów: 45
Data rejestracji: 01.12.06

Teraz wybory prezydenckie, potem olimpiada...

W obu wypadkach chodzi o rok 2008. Stad wlasnie 2-letni okres wzrostow przed nami.
 
FURMAN
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 11-04-2007 08:20
Użytkownik

Postów: 211
Data rejestracji: 28.11.06

olek napisał/a:
Zgodnie z cyklem prezydenckim w USA weszlismy wlasnie w 2-letni okres wzrostow. Ten cykl potwierdza sie na GPW. Dotychczas byly to lata: 95-96, 99-2000, 03-04.



Osobiście obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie.
Wystarczy popatrzeć "troszkę bardziej historycznie" na te lata prezydenckie i olimpiady itd, łatwo zauważyć, że odstepstwa od tej "zasady" były często, czasami ostre odstępstwa.
Uważam, że taka zasada po prostu nie istnieje.


olek napisał/a: Czekaja nas zatem wzrosty, o jakich chyba teraz nawet nie marzymy. Potwierdzeniem tej cyklicznosci moze byc rozwoj polskiej gospodarki, a takze jeszcze wciaz u nas niewielki (w porownaniu ze srednia dla krajow rozwinietych) przeplyw oszczednosci z kont bankowych do funduszy inwestycyjnych.
Uwazam, ze Polska ma teraz swoj czas, jakiego nie miala od dziesiecioleci. I ma rzad, ktory potrafi o polskie interesy narodowe sie troszczyc.


Tak, fundusze inwestycyjne, procenty, zyski - nic nie robić i zarobić - jeśli nasz kraj pójdzie tą drogą, to mamy pozamiatane.
Stać nas na coś mądrzejszego, po kiego grzyba mamy budować u siebie kulawy kapitalizm jak on na świecie zaczyna się sypać, tu potrzeba diametralnie innych zasad.
Zawsze uważałem, że Polacy, to mądrzy ludzie - wierzę Olek, że sądzisz podobnie - sami musimy wprowadzić te mądre zasady, ale na to trzeba czasu.

Co do wzrostów, to...
Kazik też o takich wzrostach wiele razy wspominał.
Moim zdaniem nie nadszedł jeszcze na te wzrosty czas.
Polska ma niestety tzw. "cyklicznego pecha", to się zmieni, ale jeszcze nie za tym podejściem.
Zapewne będziemy musieli z tym niestety poczekać z 10-15lat.
Okres, który przed nami, bedzie zapewne ostatnim "cyklem pechowca", po nim nastąpi dopiero ten mocny wzrost, o którym piszesz i o którym od wielu lat wspomina Kazik.
To co się teraz dzieje w naszej polityce, to dopiero namiastka tego co może sie stać (za wiele lat), być może że to dopiero zaczątki "pozytywnego myślenia", myślenia o narodzie - chociaż sam do końca jeszcze nie jestem do tego przekonany.
Upłynie jeszcze dużo czasu zanim zmiany te przerodzą się w coś większego i... wydadzą owoc.
Edytowane przez FURMAN dnia 11-04-2007 08:26
pozdrawiam
 
FURMAN
#11 Drukuj posta
Dodany dnia 13-04-2007 12:15
Użytkownik

Postów: 211
Data rejestracji: 28.11.06

Zgadnijcie kto to napisał. Wink


"Cóż, mamy przywilej życia w czasach łatwego pieniądza, łatwo dostępnego kredytu, śmiesznie niskich stóp procentowych (vide Japonia), czyli ogólnie ujmując finansowej meganadpłynności, wzmaganej jeszcze rozwojem substytutów kredytu, jakimi są derywaty, obecnie wykreowanymi chyba już na wszystko :-)) Kronikarze ekonomiczni jeszcze długo będą opisywać tę złotą erę papierowego bogactwa, kiedy niepowstrzymana fala radośnie kreowanego pieniądza rozlewała się wszędzie, windując ceny na wszystkich rynkach, docierając nawet do takich zakątków świata jak Wietnam i Zambia, gdzie niestrudzeni łowcy globalnych okazji z banków i funduszy inwestycyjnych widzieli przez swoje różowe okulary r0;plenty of opportunitiesr1;
Czas na pytanie zasadnicze - co zmieni tę sytuację? Ogólna odpowiedź jest prosta - zmniejszenie podaży pieniądza oraz związana z tym niemożność zapewnienia dopływu nowych, coraz większych środków niezbędnych do podtrzymania wyśrubowanych cen. Odpowiedź szczegółowa, czyli co spowoduje ten spadek podaży pieniądza, jest bardziej złożona. Najprościej byłoby powiedzieć, że banki centralne, widząc rosnącą presję cenową w rozgrzanej r0;pustymr1; pieniądzem gospodarce będą podnosić cenę pieniądza. Ale ja bym na to aż tak nie liczył, szczególnie w USA. W USA znaczenie poziomu stóp wyznaczanego przez FED dawno zdewaluowało się jako nośnik informacji o stanie koniunktury, a rynek gra z FED w kotka i myszkę. W tej grze rynek niezachwianie wierzy, że FED podwyższa stopy tylko po to, żeby je zaraz obniżyć, więc jakby trochę na niby. Zatem rynekr30; pompuje ceny akcji przez cały okres podwyżek i ma nadzieję, że za momentr30; będzie je można jeszcze bardziej wywindować, bo przecież FED może już tylko obniżać :-). To oczywisty dowód na to, że rynki traktują FED trochę jak zdziecinnialego staruszka, ktory grozi palcem, ale niewiele może. I to poniekąd prawda, bo niestety odnoszę wrażenie, że kontrola nad podażą pieniądza, tak kluczowa dla uniknięcia katastrofy spekulacyjno-inflacyjnej, wymyka się spod kontroli banków centralnych. Przez liczne czynniki, takie jak globalizacja przepływów kapitałowych, ale też niekontrolowany (i Bóg jeden wie do czego prowadzący w razie kryzysu) rozwój derywatów, szczególnie na stopy procentowe. Poza tym odkąd rynkowe mechanizmy wyznaczania poziomu stóp procentowych zaczęły zastępować banki centralne, czyli instytucje, zawsze rodzi się tam pokusa, żeby poświęcić długoterminową stabilność monetarną na rzecz doraźnych potrzeb - jak się stalo w USA po roku 2001, gdy FED drastycznie ściął stopy FED funds ze strachu przed raczej imaginacyjną recesją i deflacją. Nie bez powodu podnoszą się głosy, że Greenspan napompował wtedy tanim kredytem balon rynku nieruchomości, by ratować balon giełdowy. Wiadomo jednak, że w końcu padnie formuła r0;sprawdzamr1; i życie milionów maklerów, bankierów no i oczywiście prostych dawców kapitału, czyli inwestorów, stanie się znacznie trudniejsze.
Zapalnikiem stanie się zapewne sytuacja w USA, a konkretnie los prawdziwego bohatera naszych czasów, czyli Amerykańskiego Konsumenta (AK). Przez ostatnie 25 lat AK wydawał co roku o 0,5% więcej, niż zarobił. Stopa oszczędzania spadla w tym okresie z +11% do -1% rocznie. Cała gospodarka amerykańska, od budżetu federalnego, po budżet domowy zwykłego Joe nie bilansuje sie dodatnio. USA m.in. dzięki temu, że emitują walutę globalną i przyciągają nadal inwestycje portfelowe, mogły przez lata pozwolić sobie na bycie wielkim importerem netto i żyć z dużym deficytem handlowym. W końcu mogą za wszystko płacić dość swobodnie emitowanym dolarem. Wszyscy chcą tam sprzedawac i przyjmują (choc coraz bardziej kwaśno) dolary, a Chinczycy i Japonczycy sa do tego stopnia uzależnieni od eksportu do USA, że bez szemrania kupuja amerykanskie obligacje, byle tylko AK miał za co kupować ich towary. To sie nazywa być imperium w nowoczesnym sensie - mogę płacić za dobra tego świata walutą, której dewaluacją nie tylko się nie przejmuję ale nawet się z niej cieszę. Mogę zadłużać się, a inni chętnie mnie sfinansują, nawet jeśli ureguluję swoje zobowiązanie walutą tańszą o kilkadziesiąt procent w stosunku do kursu z dnia emisji długu. Po prostu ludzie tak mnie lubią i szanują, że poniekąd płacą mi za to, abym od nich kupował.
No i tu jest chyba najsłabsze ogniwo tego łańcuszka szczęścia. Od 1999 roku dolar stracił ok. 50% wartości w stosunku do euro. Z kolei AK wydaje się już na tyle obciążony zobowiązaniami, że nie jest w stanie znacząco zwiększać poziomu konsumpcji. Tym bardzie że wzost ceny surowców (paliwa) wynikający m.in. właśnie ze słabego dolara i luźnej polityki monetarnej, napędzającej koniunturę, uderza coraz bardziej w rozporządzalny budżet prostego Joe. Jeśli ponadto dojdzie do spadku wartości nieruchomości i większej korekty na rynku akcji, również tzw. efekt bogactwa, trzymający AK w iluzji wiecznej propsperity pryśnie jak bańka mydlana. Poza tym nie zapominajmy, że osobnym czynnikiem ryzyka dla rynku akcji w najbliższym 10-leciu jest czynnik demograficzny - nie należy raczej liczyć na to, że starzejący się baby boomers będą skłonni do końca życia utrzymywać wysokie zaangażowanie w akcjach. W wieku emerytalnym preferencja dla bezpieczeństwa znacznie rośnie i nic tego nie zmieni. Jeśli w wyniku zachwiania rynków w USA, spadku konsumpcji oraz, niewykluczone, ratunkowej obniżki stóp przez FED nastąpi gwałtowny spadek kursu dolara, wydarzenia mogą się potoczyć szybko. Załamanie dolara spowoduje paniczną ucieczkę od aktywów amerykańskich, cena papierów dłużnych USA gwałtownie spadnie, a więc stopy rynkowe wzrosną. FED chcąc nie chcąc będzie musiał podnieść stopy, by ratować dolara i jednocześnie chronić kraj przed importowaną inflacją. Jeśli jeszcze zbiegnie się to ze zmianą preferencji posiadaczy akcji w wieku przedemerytalnym, poniesione wtedy straty rynku mogą być odrabiane przez 20 lat. Oczywiście załamanie gospodarcze w USA rozleje się w postaci recesji po całym świecie i nie sądzę, by obecny entuzjazm do inwestowania we wszystko i wszędzie był wówczas do utrzymania
Z dość dużą dozą odpowiedzialności za słowo można zrekapitulować, że żyjemy w czasach poprzedzający wybuch finansowej supernowej. W końcu pieniądz to tylko wynalazek, a wynalazki czasem mogą zaszkodzić wynalazcy :-). Mija właśnie 25 lat od rozpoczęcia w USA obecnego cyklu rynkowej hossy. WIadomo, że nie ma możliwości utrzymania warunków, które legły u jej podstaw. Nie da się już pogłębiać deficytu budżetowego w stylu Reaganomiki, a produktywność też już tak nie wzrośnie. Rynek akcji jest już w pełni dowartościowany, 60% populacji USA ma akcje, kapitalizacja rynku akcji wzrosła z 60% PKB w 1980 r. do 120% obecnie. Trudno zatem myśleć o dramatycznym popycie na papiery udziałowe. Demografia też nie zapowiada wzrostu partycypacji w rynku. Jeśli ekspansja monetarna nie zostanie szybko ujęta w karby, nawet kosztem bolesnej korekty, nastąpi w końcu wybuch supernowej, po którym straty psychiczne inwestorów będą tak duże, że zapewne minie generacja, zanim pojawi się możliwość powrotu do fazy hossy."





pozdrawiam
 
Kazimierz
#12 Drukuj posta
Dodany dnia 12-05-2007 21:43
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

Alex napisał/a:
(...) Ale moze spasc DOW nie z powodow technicznych jak sugierujecie ale fundamentalnych (...)

Nie powtórzę dokładnie tego powiedzenia dotyczącego rynków, ale mniej więcej brzmi ono tak: Nie jest istotne, czy informacje są dobre czy złe, istotne jest to, jak na te informacje reaguje rynek.
Chodzi mi o to, że moim zdaniem czynniki fundamentalne co prawda nie wyglądają dobrze, ale rynek jak na razie nie przejmuje się nimi. Do czasu, kiedy na wykresach zaczną się pojawiać sygnały ostrzegawcze, możemy być niemal pewni dalszych wzrostów.

Alex, jeśli możesz napisz kilka zdań jak się żyje w NY - mam na myśli przeciętną amerykańską rodzinę. Jak jest z pracą (czy Twoim zdaniem tak rzekomo niska stopa bezrobocia w USA znajduje potwierdzenie w rzeczywistości), czy jedna osoba jest w stanie utrzymać współmałżonka i powiedzmy dwójkę dzieci, jak wygląda sprawa codziennego bezpieczeństwa, dostępu do edukacji i świadczeń zdrowotnych, czy jest możliwe życie bez brania kredytów, itp.
Jeżeli przyglądasz się trendom ekonomiczno - społecznym w swoim otoczeniu czy nawet dalej, to jaki jest Twoim zdaniem ich kierunek, jakie są tendencje? Czy ludzie są coraz bogatsi? Coraz lepiej wykształceni? Mniej pracują? itd.
 
FURMAN
#13 Drukuj posta
Dodany dnia 14-05-2007 08:19
Użytkownik

Postów: 211
Data rejestracji: 28.11.06

Kazik, przypuszczam, że przed zwałą/krachem nie zobaczysz sygnałów ostrzegawczych na indeksach, chyba, że za taki sygnał przyjmiesz hiperbolę, albo dywerygencje na wskaźnikach, ale one już są.

Jeśli chodzi o samo załamanie/KRACH, to sądzę, że nastąpi w tym roku.
Prosze Olka, aby tego nie komentował Smile Wink
Edytowane przez FURMAN dnia 14-05-2007 08:21
pozdrawiam
 
Kazimierz
#14 Drukuj posta
Dodany dnia 14-05-2007 09:07
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

FURMAN napisał/a:
Kazik, przypuszczam, że przed zwałą/krachem nie zobaczysz sygnałów ostrzegawczych na indeksach, chyba, że za taki sygnał przyjmiesz hiperbolę, albo dywerygencje na wskaźnikach, ale one już są.

Ale Pawle, po to właśnie jest analiza techniczna, żeby ostrzegać przed takimi wydarzeniami.
Hiperbole są ostrzeżeniem, ale ich na DJIA nie ma. Wskaźniki średnio i długookresowe są wykupione, ale przecież takie wykupienie może trwać dłuższy czas, zanim rynek zacznie spadać.

Jeśli chodzi o samo załamanie/KRACH, to sądzę, że nastąpi w tym roku.

Ja z punktu teorii fal Elliotta nie widzę możliwości wystąpienia prawdziwego załamania rynku nawet w najbliższych miesiącach. Mam na myśli spadki na głównych indeksach po 4 - 5% lub więcej na sesję przez co najmniej kilka sesji - bo dopiero takie spadki według mnie można nazwać krachem. W mojej ocenie bazującej na na teorii fal Elliotta rynek jeszcze nie dojrzał do takich spadków.
Ale oczywiście to rynek zna odpowiedź.
DJIA w cenach realnych brakuje na koniec kwietnia 2007 roku do historycznego wierzchołka 7,1%. Uważam, że dociągnie do tej wartości. A jeżeli przebije ten wierzchołek, może przyspieszyć wzrosty i dopiero wtedy może dojść do utworzenia euforycznej fali wzrostowej zakończonej załamaniem.
Jeżeli historyczny wierzchołek nie zostanie pokonany, to biorąc pod uwagę stosunkowo niską zmienność utrzymującą się od kilu lat na DJIA (patrząc z perspektywy długookresowej), odwrót od tego wierzchołka nie powinien być zbyt dynamiczny.
Oczywiście o ile nie dojdzie do jakichś spektakularnych negatywnych wydarzeń w otoczeniu rynków.
 
Kazimierz
#15 Drukuj posta
Dodany dnia 14-05-2007 13:24
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

Alex, jak widzę mieszkasz w USA już dosyć długo. Jeżeli masz jakieś własne przemyślenia, spostrzeżenia co do tego kraju, to pisz. Mnie (i innych Czytelników pewnie też) bardzo interesuje, jak tam rzeczywiście wygląda sytuacja.
Napisz na przykład, co w USA podoba Ci się, a co nie.
W kwestii gospodarki: ile godzin w tygodniu musi pracować przeciętny Amerykanin, żeby jako tako żyć? Czy widzisz jakieś zagrożenia w skali makro dla gospodarki USA? Jeżeli są, to jakie i czy Twoim zdaniem USA będzie w stanie sobie z nimi poradzić w miarę "bezboleśnie"? Z góry dziękuję za Twoje opinie.
 
Kazimierz
#16 Drukuj posta
Dodany dnia 14-05-2007 20:57
Główny administrator

Postów: 552
Data rejestracji: 16.10.06

Dzięki Alex za Twoje spostrzeżenia.

USA nie produkuja prawie nic , oprocz paru samochodow i samolotow

A teraz jeszcze Daimler sprzedaje Chryslera, którego chcą kupić Rosjanie.

70% wartosci produkcji USA teraz to przemysl zbrojenowy

Mimo wszystko nie sądziłem, że to jest aż tyle. Można więc powiedzieć, że tak samo jak od importu ropy naftowej USA są również uzależnione od zbrojeń.

Odzielnym przemyslem utrzymujacym dollara i bardzo waznym, sa anielegalni, wakacyjni pracownicy.Ludzie ci wykonuja glownie ciezkie, drogie roboczo i energochlonne, prace po niskich cenach, w tym samy zwiekszaja zarobek firm , a z punktu bankow obnizaja zadluzenie mieszkancow kraju gdzie pracuja.

Tak, stare metody... To samo mamy teraz w UE, szczególnie w Wielkiej Brytanii i Irlandii, dokąd wyjechały setki tysięcy Polaków, do pracy, której prawie żaden tubylec się nie podejmie.
Ale w UE mimo wszystko to jest lepsze, że z reguły pracuje się legalnie.

Ludzie ci traca zycie za pore dollarow, lecz nie sa wstanie zaoszczedzic wystarczajaco gdyz inflacja systemu moteralneg opartego na porzyczkach jest dramatycznie wieksza,niz powiedzmy systemu jaki byl przed wojna w polsce, czyli walut opartych na bazie trwalej np. zloto. Amerykanscy nie zal;ezni ekonomisci oceniaja inflacje na 12% minimum i niektorzy podkreslaja ze jestesmy na granicy hiperinflacji.

Też o tym gdzieś ostatnio czytałem, że właściwie ta inflacja która jest oficjalnie podawana, jest znacznie zaniżona.

Z tego co wiem ze szacuje sie ze 40% sily roboczej w USA to sa wlasnie ci ludzie - kiedy ich sie wyrzuca z pracy nie figuruja w kartotekach bezrobocia.

Tak, to jest właśnie wynik "odpowiedniej" definicji bezrobotnego.
Czyli oficjalnym danym na temat bezrobocia też nie ma co wierzyć...
 
Przeskocz do forum:
Wygenerowano w sekund: 0.17
2,472,729 Unikalnych wizyt